O marihuanie


Działy   Wyszukaj

Mariusz Agnosiewicz

Spis treści:
Historia konopii
Informacje o narkotyku
Działanie
O skutkach czyli o przekleństwie
Szkodliwość fizyczna
Szkodliwość psychologiczna
a) Teoria syndromu amotywacyjnego
b) Teoria eskalacji
O skutkach przemilczanych
a) porównanie z alkoholem i papierosami
b) marihuana jako lek
Dlaczego więc nielegalna?
O prohibicji
Co przemawia za legalizacją?
Wypowiedzi
Marihuana jako element kultury
Epilog

Historia konopii

"Radziłem mu [...],iżby siemię konopne w kieszeni
nosił i po trochu spożywał. [...] Od tej pory tak mu
się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają.
[...] Bo w konopiach oleum się znajduje, przez co i
w głowie jedzącemu go przybywa.[...] trzeba co
najwięcej wina pić: oleum, jako lżejsze będzie na
wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy,
poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję."
Zagłoba

Konopie znane są od niepamiętnych czasów. W Chinach używane prawdopodobnie już 8500 lat temu (do wyrobu ubrań i powrozów), wzmiankowane były w pismach sprzed 5500 lat temu. W indyjskiej księdze Ahterva-Vedzie sporządzonej ok. 4000 lat temu Cannabis indica występuje jako jedna z pięciu świętych roślin. O konopiach pisał Herodot (V w. p.n.e.) opisując kraj Scytów. Występowały one w pismach rzymskich, galijskich, ruskich, krzyżackich, etc.

Haszysz stosować mieli osławieni przez krzyżowców morderczy Asasyni , których nazwa pochodzi prawdopodobnie od al-hasziszijjin ('zjadacze haszyszu', haszyszowcy), którzy swoich mordów dokonywać mieli 'na haju'. Zdaje się jednak, że jest w tym więcej legendy niż prawdy historycznej (tym bardziej, że haszysz raczej gasi niż wzmaga agresję). Również sufi mieli do swoich praktyk stosować czasami haszysz (ich wtajemniczonych nazywano hasziszijjin).

Konopie uprawiali ojcowie demokracji amerykańskiej — J. Waszyngton i T. Jefferson. I jak wnioskujemy z pamiętników Waszyngtona — bynajmniej nie tylko w celach przemysłowych . Jak wiemy ze zwierzeń Billa Clintona, poszedł w ślady swoich wielkich poprzedników już w latach szczenięcych.

Informacje o narkotyku

Marihuana (inne określenia: ganja, grass, czyli trawa, Mary-Jane, czyli maryśka i in.) to wysuszone kwiatostany i końce pędów konopii zawierające substancje psychoaktywne.

Marihuana zaliczana jest do tzw. narkotyków miękkich, czyli takich, które nie powodują biologicznego uzależnienia. Zażywana jest w różnych formach (m.in. reefer, czyli papieros z marihuaną, zwany też joint, skręt; lufka, czyli szklana lufka papierosowa nabita w szerszej części marihuaną; fajki wodne, woda w roli swoistego filtra; jako 'przyprawy' do innych potraw ) i odmianach (m.in. skun, czyli konopie maczane w różnych preparatach, np. w LSD, opium, eterze — to najczęściej spotykana odmiana skrętów na naszym rynku).

"Konopie są wyjątkowym narkotykiem. Trudno jest je dokładnie farmakologicznie sklasyfikować, ponieważ ich działanie jest tak różne. W zależności od warunków mogą one działać jako środek pobudzający, uspokajający, znieczulający lub lekko halucynogenny. Mają pozornie wspólne cechy z innymi narkotykami, ale ogólnie rzecz biorąc, różnice pomiędzy konopiami a innymi narkotykami są bardziej uderzające niż podobieństwa. Pod względem składu chemicznego konopie stanowią substancję wyjątkowo skomplikowaną. Podstawowe składniki aktywne to kanabinoidy - grupa związków, które, aby nie komplikować sprawy, nazywamy THC. Jest to skrót pochodzący od słowa tetrahydroksykanabinol, który wydaje się być najważniejszym składnikiem psychotropowym. Moc narkotyku jest różna w zależności od rośliny, z której pochodzi, przy czym czynniki genetyczne odgrywają tu ważną rolę. Mocniejsze konopie wyrastają zazwyczaj z nasion roślin, które zawierały dużo THC . Roślinę tę można wyhodować z odpowiednich nasion na większości terenów o klimacie umiarkowanym i w Anglii i Kanadzie wyhodowano konopie o dość dużej mocy." (Narkotyki - przewodnik)

Działanie

Marihuana działa przede wszystkim na psychikę. Wzmaga reakcje osoby na bodźce zewnętrzne (prowadząc głównie do intensyfikacji przyjemności). W umiarkowanych dawkach nie wytwarza czegoś typowego dla innych narkotyków, czyli halucynacji. Nie jest źródłem przeżyć, lecz wzmaga reakcje danej osoby (stąd np. nie powinno się jej palić w stanach depresyjnych, gdyż może je spotęgować). Mózg, na który działa haszysz, spowoduje normalne zjawiska typowe dla danej osoby, tyle, że w większym nasileniu. Człowiek nigdy nie uwolni się od przeznaczonego mu fizycznego i moralnego temperamentu: haszysz będzie zwierciadłem dla jego impresji i prywatnych myśli — szkłem powiększającym, to prawda, ale tylko odzwierciedleniem. (Baudelaire ).

Tak więc nie można ustalić obiektywnego odziaływania tego narkotyku, gdyż będzie ono zawsze miało charakter indywidualny. W wielu opisach pojawia się jednak najczęściej:

Muzyka, jedzenie, seks wydają się o wiele bardziej przyjemne i intensywne niż bez marihuany, jednak palący pozostaje w ścisłym kontakcie z rzeczywistością. "Muzycy są przekonani, że grają swobodnie i w natchnieniu, gawędziarze że są bardziej dowcipni i interesujący, kochankowie że ich seksualne zdolności i doznania są mocniejsze niż zwykle, a pisarze że ich wyobraźnia nie zna granic." Erich Goode, amerykański socjolog, podkreślił, że prawie wszystkie przedstawione efekty działania konopi są fanaberyjne w swej naturze — człowiek staje się "wesoły, śmieszny, pełen euforii, odprężony, hedonistyczny, zmysłowy, nierozsądny i zdecydowanie niepoważny".

Na języku polskim uczyliśmy się być może o zjawisku tzw. synestezji, która pojawia się w niektórych artystycznych duszach. Warto więc wiedzieć, że marihuana jest głównym źródłem owego zjawiska (z pewnością może je wywołać). Synestezja polega na wzajemnym przenikaniu się wrażeń zmysłowych, dźwięk przybiera kształty, kolor zyskuje zapach, etc. W tym stanie Gautier , członek Club des Haschishchiens , pisał o wazonie z kwiatami: "Mój słuch stał się cudownie czuły. Naprawdę słyszałem dźwięki kolorów. Z ich błękitów, zieleni i żółci docierały do mnie dźwięki o doskonałej wyrazistości" Zapewne samą synestezję Gautiera można na polskim poznać i się nią zachwycać, tudzież analizować. Co poeta miał na myśli? — pyta pani od polskiego. Wówczas trzeba zachodzić w głowę i cudować: o co mu do cholery chodziło? Cóż on chciał wyrazić? On nie chciał niczego wyrazić, ani niczego na myśli głębszego nie miał. Pisał o swym 'haju' i się nim zachwycał...

Przy większych dawkach:

O skutkach czyli o przekleństwie

Warto rozważyć przesłanki jakie mają być przyczyną delegalizacji marihuany. O jej szkodliwym oddziaływaniu możemy się dowiedzieć z różnych źródeł - od kościelnego Licheńskiego Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym do Gazety Wyborczej. Posługuje się przede wszystkim poniższym arsenałem:

Czas przyjrzeć się tym argumentom, w świetle badań.

Szkodliwość fizyczna

Marihuana nie powoduje fizycznego uzależnienia organizmu . Nie ma głodu narkotycznego, ani wzrostu zapotrzebowania organizmu. Praktycznie nie można jej przedawkować. "Konopie są jednym z najmniej toksycznych narkotyków znanych człowiekowi i nie ma dowodów, aby ktokolwiek zmarł w wyniku przedawkowania." (Narkotyki — przewodnik) Przyjmowana jest do organizmu poprzez dym spalanej trawy. Tym samym powoduje w tym zakresie podobne skutki (zanieczyszcza płuca) jak palenie papierosów (zawiera m.in. substancje smoliste). Jednak jest ona mniej trująca niż takie używki jak alkohol czy nikotyna! "W wyniku niedawno opublikowanego badania chronicznych palaczy konopi z Kostaryki pojawiła się niepokojąca sugestia, jakoby palacze konopi, również palący papierosy, mieli zdrowsze drogi oddechowe niż osoby, które paliły wyłącznie papierosy (jest to zgodne z tym, co stwierdzają czasami palacze konopi cierpiący na astmę; palenie konopi łagodzi ich ataki astmy). Wynik ten jest zaskakujący i należy do niego podchodzić z pewną ostrożnością z powodu ograniczonego charakteru badań kostarykańskich, lecz autorzy sugerują, że palenie konopi może w pewnym stopniu chronić przed szkodliwym wpływem dymu tytoniowego." (Narkotyki — przewodnik)

Niemniej jednak pojawiają się 'naukowe ekspertyzy', w których dowodzi się szkodliwości marihuany. Oczywiście nie jest ona zupełnie nieszkodliwa. Jakaż substancja przez nas spożywana nie ma jakichś skutków 'ubocznych'. Wszystko jest nafaszerowane 'chemią' (biznes), syntetyzowane i w jakimś stopniu szkodliwe. Podaje się więc fakty, że marihuana wpływa na to czy owo, nie dodając jednak, że są to na ogół skutki nadmiernego spożycia narkotyku. Jak wiadomo to co w nadmiarze jest szkodliwe w umiarkowanych ilościach może mieć zgoła przeciwne działanie. Czyż sól nie poprawia smaku? Proszę jednak zjeść kilogram soli. Będzie jeszcze więcej pola do opisywania negatywnych skutków niż przy nadużyciu marihuany (dla porównania — marihuany nie da się praktycznie przedawkować). A jakież pole do porównań z alkoholem...

Co więcej, pojawiają się nawet głosy, że nie tylko ma ona pewne niekorzystne oddziaływanie na organizm, ale wręcz sieje "spustoszenie w komórkach mózgu" (tak — kościelny ośrodek z Lichenia). "W celu zrozumienia pochodzenia poglądu, że konopie powodują uszkodzenie mózgu, musimy przyjrzeć się mechanizmom kierującym pracą naukową. Choć badania naukowe są procedurą racjonalną, naukowcy pozostają równie ludzcy, omylni i nieracjonalni jak każdy z nas. Kiedy dążenia i emocje naukowca są dostatecznie silne, mogą one wpłynąć na jego pracę, prowadząc do pożądanych przez niego wniosków. W nazistowskich Niemczech istniał pęd do znajdywania 'naukowych dowodów' na genetyczną niższość Żydów. W stalinowskiej Rosji mieliśmy niesamowity przypadek T.D. Łysenki, którego całkiem bezpodstawna teoria dziedziczności na wiele dziesięcioleci zdominowała naukę rosyjską (...) To zjawisko, choć na mniejszą skalę, stale występuje w nauce i w ostatnich latachpsychologowie zaczęli badać, w jaki sposób działa taki 'efekt eksperymentatora'. Istnieje pewna liczba naukowców o głęboko zakorzenionej potrzebie wykazania, że konopie są złym i niebezpiecznym środkiem odurzającym." (Narkotyki — przewodnik)

Szkodliwość psychologiczna

Wraz z dłuższym i częstym zażywaniem może wystąpić uzależnienie subiektywne (psychiczne) — czyli przyzwyczajenie i pożądanie przyjemnych doznań, jakie wywołuje palenie. Zależy to jednak od indywidualnej psychiki i od rozmiarów zażywania, od sytuacji osobistej i zawodowej. Podobnie jak z alkoholem — można używać regularnie racjonalizując ilość spożywania, chroniąc się przed możliwością nałogu. Czasami jednak sytuacja życiowa bądź słaba wola wpływa na przekroczenie umiarkowanych ilości, tworząc sytuację grożące bezpośrednio uzależnieniem (w tym przypadku nie ma wprawdzie takiego nasilenia pozytywnych doznań, jednak jest zapomnienie i możliwość fizycznego uzależnienia)

Teoria syndromu amotywacyjnego. Mówi się ponadto o zerwaniu więzi z rzeczywistością, popadaniu w coraz częstsze stany upojenia narkotykowego, osłabienie chęci podejmowania wyzwań życiowych, trudność podejmowania decyzji, osłabienie aspiracji, ambicji, zainteresowań, etc. Opinia ta wywodzi się jeszcze z czasów raportu Komisji ds. konopii indyjskich, odnoszącego się do dziewiętnastowiecznych Indii. „Badania" przeprowadzone były w latach 1893-1894. Chodziło o to, czy konopie powodowały pomieszanie zmysłów. W artykule z „Indian Medical Gazette" jeden z najwybitniejszych ówczesnych ekspertów, lekarz wojskowy Crombie, określił konopie jako "rzeczywistą i bezpośrednią przyczynę... szaleństwa". Jednak gdy komisja ponownie przeanalizowała dowody, miały uzasadniać te wnioski, okazało się, że chwieją się one u podstaw: nie były to bowiem dane oparte na diagnozach medycznych, lecz wyłącznie uwagi wpisywane przez pracownika izby przyjęć i pochodziły zazwyczaj od policjantów czy osób sprowadzających pacjenta do szpitala. Sędzia śledczy wymagał podania konkretnej przyczyny choroby i standardową procedurą było wpisywanie "narkotyków z konopi indyjskich" jako przyczyny w przypadku, gdy wiadomo było, że dana osoba je stosuje. Komisja w podsumowaniu stwierdziła, że "może to się wydawać niepojęte, że dane oparte na tak kompletnie niewiarygodnych informacjach mogły być co roku przedstawiane w raportach szpitalnych". Opisani w nich ludzie wywodzili się głównie z marginesu społecznego, żyli niezdrowo, prawdopodobnie cierpieli z powodu niedożywienia, używali silnej marihuany w bardzo dużych dawkach przez długi czas. W raporcie tym pojawia się również informacja, że marihuany w nadmiarze używają częściej osoby "psychicznie niezrównoważone", a tym samym to brak równowagi psychicznej był przyczyną, a nie skutkiem zażywania marihuany. W zachodnich badaniach nie znaleziono dowodów na występowanie "zespołu amotywacyjnego". Badania prowadzone na Zachodzie wykazują, że częstotliwość występowania poważnych schorzeń psychicznych u umiarkowanych stałych palaczy nie jest większa niż w całej populacji. "Przeprowadzone badania psychologiczne dały sprzeczne wyniki. Niektóre nie wykazały żadnych różnic pomiędzy palaczami i osobami nie palącymi; inne wykazały, że osoby stosujące konopie czasami gorzej radziły sobie w sytuacjach wymagających wysokiego poziomu energii i ambicji, lub przy wykonywaniu rutynowych i powtarzających się czynności. W artykule w „Journal of the American Medical Association" (l971) zakwestionowano istnienie jakiegokolwiek związku pomiędzy stosowaniem konopi a wynikami w nauce. Palacze konopi nie osiągali lepszych wyników niż osoby nie palące ich; ale nie osiągali również wyników gorszych. Było tak niezależnie od ilości stosowanego narkotyku. Co ciekawe, 18% nałogowych palaczy planowało pisać doktorat (11 % wśród osób nie palących). Jednak tam, gdzie pojawiają się różnice tego typu, najczęściej są one uzasadniane cechami psychicznymi osób biorących udział w badaniach, a nie bezpośrednim wpływem narkotyku. Pamięta się o tym, kiedy wyniki sugerują, że osoby stosujące narkotyki uczą się lepiej od osób go nie stosujących. Natomiast zapomina, gdy wyniki wskazują na jakieś dolegliwości psychiczne wśród osób go stosujących. W przypadku 'syndromu amotywacyjnego' istnieje wiele powodów, dla których dana osoba, która nie chce aktywnie angażować się, wybiera konopie a nie alkohol." (Narkotyki — przewodnik)

Teoria eskalacji. Kiedy zawodzi argument o szkodliwości samej marihuany, jej przeciwnicy wysuwają kolejny koronny argument — no dobrze, może i sama w sobie nie jest szkodliwa bezpośrednio, ale niechybnie wpływa na zwiększenie prawdopodobieństwa, że kolejnym krokiem będą cięższe narkotyki, bo „64 % narkomanów opiatowych zaczynało od trawki". Jest w tym tyle sensu co w twierdzeniu, że skoro każdy gwałciciel czy zboczeniec zaczynał od seksu, którym się jednak nie mógł nasycić dostatecznie, pragnąc czegoś więcej, tedy należy zakazać seksu (co zresztą funkcjonuje w pewnych ideologiach, by wspomnieć tylko nasze święte dziewictwo i nienawiść kościelną do seksu, jako źródła przyjemności). Profesor Mikołaj Kozakiewicz dodaje jeszcze: "Ta analogia jest tak samo prawdziwa jak stwierdzenie, że każdy, kto pije piwo, przechodzi potem do autovidolu. Ja sam nigdy w życiu nie paliłem marihuany, bo nie było mi to potrzebne. To wszystko kwestia uwarunkowań psychicznych. Może być tak, że ktoś jest słaby psychicznie i tylko zaczyna od marihuany. Może, w bardziej złożonej sytuacji życiowej, przejść na cięższe środki. Ale przyczyna nie tkwi w marihuanie, lecz w jego braku odporności i w jego sytuacji życiowej"

Podkreśla się jednak, iż nielegalność marihuany może wpływać w niektórych przypadkach na motywację prób z innymi narkotykami — skoro jest ona nielegalna, a nie szkodzi mi, więc może warto spróbować czegoś mocniejszego. Gdyby jednak istniało wyraźniejsze rozgraniczenie między miękkimi i twardymi narkotykami, przejście od jednego rodzaju na inny stanowiłoby większą barierę psychologiczną. Tymczasem na fali zapału walki antynarkotykowej poddaje się czasami w wątpliwość sensowność podziału na narkotyki miękkie i twarde, przesądzając - wszystkie jednakowo szkodliwe. Skoro jednak nie można zlikwidować problemu narkomanii, trzeba więc choć łagodzić jego skutki, ale poprzez racjonalne działania.

Tymczasem "dużo osób nadal wierzy w teorię eskalacji, ponieważ chcą oni, aby była prawdziwa" (Narkotyki — przewodnik). W sukurs przychodzą media. Np. Gazeta Wyborcza w artykule Twarda marihuana z dnia 10 VIII 1999 r. ogłosiła jedną z takich ekspertyz, która przesądza o słuszności wiary w syndrom amotywacyjny, spustoszenia w mózgu i całą gamę szkodliwego oddziaływania marihuany, poruszając się w dość gęstych oparach ...absurdu, piszą autorzy raportu (jakby na 'haju depresyjnym'): "Obraz palacza marihuany niewiele różni się od osoby uzależnionej od heroiny (...) Marihuana niewiele różni się z biologicznego punktu widzenia od narkotyków takich jak np. heroina" Wystarczy jeszcze zamieścić jakieś zdjęcie ćpuna marihuanowego we własnych wymiocinach, by ze społeczeństwem w ten sposób 'poinformowanym' można było doprowadzić do uchwalenia prohibicji absolutnej i moralnego potępienia. Tym bardziej, że wszystko znów można zahaczyć o ten wstrętny seks, tym razem jako młodzieżowe wyuzdanie i rozpusta (połączone na dodatek z AIDS — mieszanka wybuchowa): "Nie powoduje co prawda wzrostu agresji, jak to się dzieje w przypadku zażywania amfetaminy czy picia alkoholu - przyznają niechętnie - ale upośledza rozsądek i samokontrolę. Młodzież paląca marihuanę wcześniej rozpoczyna życie seksualne, ma licznych partnerów, uprawia seks bez zabezpieczenia, a to prowadzi do większej liczby niechcianych ciąż, chorób wenerycznych i AIDS.". Zo. więcej

Data publikacji: 27-06-2002

1 2 Dalej..
<- Wróć do działu
Do góry