Ewangelie jako tłumaczenie? Część 1


Działy   Wyszukaj

W środowisku biblistów istnieje niemalże stuprocentowy konsens co do kwestii w jakim języku powstały Ewangelie i listy apostolskie. Ewangeliści tworzyli w świecie grecko-rzymskim, dla helleńskich wpółwyznawców, sami byli zapewne Grekami, tudzież semitami, władającymi koine, potoczną wersją języka greckiego. Większość uczonych popiera również tezę, że sam Jezus mniej lub bardziej biegle władał greką, żyjąc w multikulturowej Galilei. Zespół powyższych tez nazywamy ogólnie „greek primacy" - pierwszeństwem języka greckiego nad aramejskim/hebrajskim w literackim substracie Ewangelii. Tezy sprzeczne z powyższym traktowane są jako „mniejszościowe", niepoparte żadną argumentacją itd.

Tyle że... to właśnie argumentacja zwolenników greek primacy w zestawieniu z aramaic primacy (pierwszeństwem języka aramejskiego nad greckim) wygląda mało poważnie i na dodatek jest w sporej części chybiona / mylna / najzwyczajniej nieprawdziwa. Greek primacy opiera się na przekonaniach, przeważnie błędnych, a nie na faktach i badaniach lingwistycznych.

Greek Primacy

Ewangelia Łukasza i List do Hebrajczyków to przykłady pięknej, wyrafinowanej greki, nie może więc być mowy o tym, że pisali je semici, czy też, że jest to tłumaczenie - możemy przeczytać na forach dyskusyjnych. Argumentacja wyjątkowo słaba, bo jeśli faktycznie tak jest, to czy z góry oznacza to, że wszystkie pozostałe księgi mogą być tłumaczeniem, gdyż w odróżnieniu od dwóch wyżej wskazanych nie są pisane greką piękną, lecz cokolwiek byle jaką?

Po drugie, cóż to za rodzaj argumentacji? Czy „Władca Pierścieni" w przekładzie Marii Skibniewskiej „Żywoty pań swawolnych" Brântome'a (przełożone przez Boya-Żeleńskiego) lub nawet słynny „Kubuś Puchatek" Ireny Tuwim to literatura polska bo napisane są nieskazitelną polszczyzną? Oczywiście, że nie, ale taki rodzaj argumentacji dominuje w dyskusjach między zwolennikami jednej bądź drugiej tezy. To, że język wielu ksiąg Nowego Testamentu jest koszmarny i nie jest to nawet słaba greka, ale „szokująco słaba greka" nie ma związku z faktem czy jest to, lub nie jest, tłumaczenie. To możemy poznać jedynie w ramach badań samego tekstu (błędy translacyjne, zły dobór znaczeniowy w przypadku słów wieloznacznych, brak gier słownych, niezrozumienie idiomów etc) lub w oparciu o źródła zewnętrzne (relacje osób trzecich potwierdzające fakt dokonywania tłumaczeń z języków źródłowych ). Prawdę mówiąc, dobry tłumacz tak przełoży tekst, że nie sposób go będzie odróżnić od oryginału, ujmując nawet gry słowne i zastępując idiomy aramejskie greckimi... Tyle że... tłumacze ewangelii nie byli dobrymi tłumaczami.

Dalej, teza o piękności Łukaszowej greki jest cokolwiek naciągana. To właśnie Ewangelia Łukasza (szczególnie w II warstwie redakcyjnej) pełna jest arameizmów i nietłumaczonych idiomów semickich, a w sporej części nie różni się zbytnio od Marka lub Mateusza (np. Łk 4.33 -37 używa tego samego stylu co Mk 1.23-28 opisując zruganie przez Jezusa ducha nieczystego w synagodze: 4.35. I Jezus zgromił go, mówiąc: Zamilcz i wyjdź z niego! Dosłownie: Zamknij się, zamknij pysk, zaknebluj sobie usta).

Ewangelia Łukasza jak wspomniano powyżej (zresztą, nie tylko ona) zawiera szereg idiomów semickich, które dla greckiego odbiorcy były i są nieczytelne. Pierwszy przykład z brzegu:
Łk 9.51. Zdarzyło się zaś, [gdy] dopełniały się dni wzięcia go w górę, i on oblicze [miał] stałe
by podążać do Jeruzalem.

Mieć stałe oblicze to inaczej postanowić, powziąć zdecydowaną decyzję - ale nie w języku greckim, tylko aramejskim. Nieco dalej czytamy:
Łk 10.5. Do jakiego zaś domu wejdziecie,
najpierw mówcie:

„Pokój temu domowi".
10.6. I jeśli tam będzie syn pokoju, spocznie
na nim pokój wasz.
Jeśli zaś nie,
do was wróci.

"Syn pokoju" to zwrot idiomatyczny oznaczający porozumienie, zgodę. Ktoś może powiedzieć, że Jezus był osobą mówiącą w języku aramejskim i stąd też greccy skrybowie spisywali dosłownie ustną tradycję, wywodzącą się z języka aramejskiego. Można tak powiedzieć w przypadku wersetu 10.6, ale już nie 9.51, gdzie semicka idiomatyka zawiera się w części narracyjnej (opisowej) samego autora a nie w logiach (wypowiedziach) Jezusa.

Kolejny przykład, dotyczący warstwy narracyjnej z Łukasza:
19.11. Gdy zaś oni przysłuchiwali się temu,

przydając rzekł
podobieństwo,
dlatego że był on blisko Jeruzalem,
i wydawało im się, że natychmiast
będzie królestwo Boga
uwidocznione.

Zwrot „Przydając rzekł" występuje wyłącznie w Ew. Łukasza oraz w Dziejach Apostolskich i stanowi ewidentny habraizm. Robertson pisze na ten temat:

He added and spake (prosqei eipen). Second aorist active participle of prostiqhmi with eipen. It is a Hebrew idiom seen also in Luke 20:1 he added to send (proseqeto pempsai) and in Acts 12:3 „he added to seize" (proseqeto sullabein). This undoubted Hebraism occurs in the N.T. in Luke only.

Następny przykład, jeden z wielu:

Łk 1.77. by dać jego ludowi poznanie zbawienia dzięki odpuszczeniu ich grzechów, 1.78. poprzez wnętrzności miłosierdzia [gr. dia splagcna eleous] Boga naszego,

Wnętrzności (dosł. jelita)Boga? W językach semickich jelita oznaczają miejsce uczuć (tak jak u nas jest nim serce), podczas gdy z kolei serce oznacza miejsce dokonywania przemyśleń, siedzibę rozumu. Stąd dalsze nieporozumienia w przekładzie. Gdy Jezus mówi: macie serca z kamienia! dalej nie rozumiecie? polski czytelnik myśli o apostołach bez sumienia i litości a nie o [w tym kontekście] osobach nierozgarniętych intelektualnie...

Jelita miłosierdzia mogą być przykładem dosłownego tłumaczenia semickiego idiomu, mogą być też celowym użyciem przez greckiego autora, który semityzuje tekst Zachariasza. Tak możemy powiedzieć o tekstach mówionych (wygłaszanych), gdzie autor z odrobiną wiedzy sam może wkładać w usta swych bohaterów semickie idiomy. Co innego w przypadku narracji, gdzie użycie aramejskiej stylistyki wskazuje już na podłoże językowe a nie na potencjalną „semityzację" wypowiedzi.

Sprawdźmy jeszcze jak „boże jelita" przekładają polscy tłumacze? Wers 1:78 Łukasza wygląda następująco:

Biblia Tysiąclecia: ...dzięki litości serdecznej Boga naszego.

Warszawska: ...Przez wielkie zmiłowanie Boga naszego

Poznańska: ... przez wielkie miłosierdzie Boga naszego

Nowy Świat: ...dzięki tkliwemu współczuciu naszego Boga.

Wojciechowski: ...poprzez (litość) miłosierdzia Boga naszego

Brzeska / Wujka: ...Dla wnętrzności miłosierdzia Boga naszego

Pomimo trzeciej (poprzez łacinę) warstwy translacyjnej semicki idiom zostaje zachowany, ale tylko przekładach z XVI wieku... Współczesne wydania w tym miejscu jak i wielu innych „wygładzają" przekład, przez co trudno dopatrzeć się jakichkolwiek chropowatości stylu, niespójności, braku sensowności czy kolokwializmów (typu „wychodek, latryna" zastępowana przez „na zewnątrz" w Mk 7.19).

Dalej, teza, że „większość biblistów uznaje prymat języka greckiego więc pogląd odmienny jest co najmniej błędny" stanowi błąd logiczny argumentum ad auditorem. To, że „większość uczonych" twierdzi, że Bóg istnieje, nie świadczy o istnieniu Boga, tylko o stanie umysłu większości.

Kolejny argument to brak jakichkolwiek manuskryptów w języku aramejskim poza Peshittą i przekładami starosyryjskimi (notabene późniejszymi od Peshitty). Tyle że sama Peshitta (o czym napiszemy później) ma inne podłoże językowe od wersji greckiej NT, a dwa, ci sami badacze tworzą nieistniejące dokumenty typu Quelle czy L i brak rękopisów im w tym przypadku nie przeszkadza! Poza tym ile tekstów aramejskich ocalały do dnia dzisiejszego? Większość zniszczono u zarania chrześcijaństwa...

Wreszcie można spotkać się z argumentem, że fragmentów greckich manuskryptów znaleziono kilka(naście) tysięcy, w odróżnieniu od aramejskich. Powiem więcej, nakłady Biblii w języku angielskim liczymy w milionach i czy w związku z tym Biblię napisano w języku angielskim? Ilość nie świadczy o jakości czy wieku, podobnie jak argument, że "większość manuskryptów ma wersję X" — bo większość tekstów greckich pochodzi z okresu późnego Bizancjum...

Można zadać tez pytanie: a czy ocalał jakikolwiek manuskrypt, fragment zawierający Ewangelię Nazorejczyków / Ebionitów?Czy przetrwała Ewangelia Marcjona? Nie, bo grecko-rzymscy szerzyciele nowej wiary byli skrupulatni w niszczeniu tego, co nie pasowało do kanonu?

Ewangelie jako przekład

Czy ewangelie synoptyczne mogą być nie tyle opracowaniem jednej, starszej ewangelii co raczej lub przynajmniej częściowo przekładem (z języka aramejskiego lub łaciny)? Takie pytanie pojawiło się niejako mechanicznie w trakcie prac nad Synopsą polsko-grecką. W niektórych fragmentach tekstu błędy translacyjne wydają się być wręcz ewidentne, w niektórych widać gołym okiem rozbieżności stylistyczne, które wyglądają bardziej na dwa lub trzy odmienne przekłady tego samego źródła a nie na poprawki redakcyjne.

Dla przykładu, Ewangelię Łukasza charakteryzuje w wielu miejscach odwracanie kolejności zdań. Ten sam tekst przedstawiany jest jakby „od tyłu", tak jakby autor miał inny sposób na tłumaczenie fraz aramejskich (pisanych od lewa do prawej w odróżnieniu od greki). Dotyczy to głównie materiału Quelle (tożsamego z Mateuszem), ale nie tylko .

Przykład pierwszy: Zgorszenie

W powyższej narracji tekst Mateusza u Łukasza przedstawia się następująco:

Łk 17.1 = Mat 18.7

Łk 17.2.a = Mat 18.6.b

Łk 17.2.b = Mat 18.6.a

czyli na odwrót.

Pojawia się tu również po raz kolejny podstawowy problem synoptyczny, czyli „kto od kogo spisywał", kto tworzył, kto redagował, kto harmonizował starsze teksty... Jeżeli przyjmiemy, że Łukasz korzysta z dwóch niezależnych źródeł — M i Q — to wtedy powstaje pytanie jakim cudem dwaj niezależni redaktorzy wpadli na to by połączyć tekst Q (Łk 17.1 / Mat 18.7) z tekstem Marka (Łk 17.2, Mat 18.6). Jeżeli całość stanowi tekst Q to: a. dlaczego w wersji Łk i Mat wygląda zasadniczo odmiennie (to samo, tylko na odwrót, z innym słownictwem) i w jaki sposób tekst Q (czyli z definicji nieznany Markowi) znajdujemy... w ewangelii Marka 9.42 ? Czy Mk 9.42 to późniejsza wstawka w oparciu o Mateusza? Czy Mateusz pisał w oparciu o Marka a później z jego dorobku korzystał Łukasz lub późniejszy skryba?.. Im tekst bardziej zbieżny, tym większe prawdopodobieństwo „przepisania" z jednej ewangelii do drugiej. Bo skoro większość tekstu jest odmienna, to nieliczne przykłady identycznych w 100% wierszy zapalić muszą światełko ostrzegawcze: coś tu jest nie tak... Przykład: Marek 13.12 -13 identyczne (słowo w słowo, łącznie z kolejnością zwrotów i samych słów) z Mat 10.21-22. Łukasz w 21.16-19 ma to samo, tylko inaczej... Czasami porównując te same fragmenty tekstu w dwóch ewangeliach odnoszę wrażenie podobnych różnic co np. w przekładach Warszawskim i Tysiąclecia — to samo, tylko inaczej... Tu coś dopisane, tam inaczej ułożone, ale sens ten sam, w końcu źródło identyczne w obu przypadkach.

W powyższym przykładzie wszyscy trzej ewangeliści używają ponadto odmiennych wyrażeń synonimicznych, podobnie jak przy opisywanym wcześniej „uchu igielnym":

zyskowniej = wyborniej mu bardziej = pożyteczniej

ciśnięto = wrzucono = utopiony został

kamień młynny [lithos mulikos] = młyn ośli [mulos onikos]

Większa jednak część tekstu jest zbieżna co pozostawia pole do dyskusji.

Przykład drugi: Nauczanie o porozumieniu polubownym (Łk 12.58-59 = Mat 5.25-26).

Łukasz pisze o leptonie (moneta grecka), Mateusz kodransie (rzymska). Łukasz - komorniku (gr. praktor) i urzędniku miejskim (gr. archont) , Mateusz — słudze i sędzim. Albo więc Łukasz „hellenizuje" tekst pierwotny Mateusza, albo obaj inaczej tłumaczą identyczny tekst aramejski (lub korzystają z odmiennych tłumaczeń Quelle).

Przykład trzeci: Lampa.

U Łukasza chowana jest pod leżanką (8.16) lub „w ukryciu" (dublet w 11.33). U Mateusza: pod korcem (koszem). U Marka: „pod leżanką lub pod korcem" (4.21)! Prawdopodobnie każdy z ewangelistów inaczej tłumaczy to samo, wieloznaczne słowo aramejskie (ang. split words).

To łączenie dwóch odmiennych wyrażeń jest również znamienne. Jeden ewangelista używa zwrotu A, drugi B, a trzeci łączy oba wcześniejsze pisząc A+B ...

Uwagę zwracają również dublety — te same fragmenty teksty występujące dwukrotnie w różnych miejscach (tak jak powyżej Łk zawiera dwie wersje przypowieści o Lampie) i zgadliście, w każdym ztych dwóch miejsc tekst — za każdym razem! — przedstawia to samo, tylko innymi słowami.

Np.:
Mt 10.26. ...Nie ma bowiem
nic zasłoniętego,
co nie będzie odsłonięte
i nic ukrytego,
co nie będzie poznane.

vs:
Mk 4.22. Nie ma bowiem
nic ukrytego,
co by nie miało być ujawnione,
ani nie zdarza się skryte,
jeśli by nie miało wyjść na jaw.

To samo tylko inaczej...

Albo:
Mt 19.30. Wielu zaś
będzie pierwszych ostatnimi,
i ostatnich pierwszymi.

vs:
Mt 20.16. Takoż
będą ostatni pierwszymi,
i pierwsi ostatnimi

To samo, tylko na odwrót...

Przykład czwarty: Dalmanuta

W wersji Marka (8.10) Jezus ... przybył w okolice Dalmanuty, Mateusza (15.39) — do ziemi Magadan. Tak brzmi wersja oficjalna, tymczasem łacińskie wersje Marka zawierają termin Magdalnuta a różnorakie wersje Mateusza, licząc od najbardziej popularnej: Magadan (w. aleksandryjska), Magdalę (w. bizantyńska), do tego jeszcze Magedan, Magedę, Magidam, Magdu (w. aramejska), Melegadę, Magaidę i Magidan !

Tak jak w wielu podobnych przypadkach rozwiązaniem może być źródło pierwotne, inaczej przełożone przez niezbyt rozgarniętego tłumacza (tu: Marka, który z „ziemi Magedan" zrobił „Dal-manutę"). Sposób w jaki z „synów burzy" powstali Boanereges wskazuje na poprawność powyższego rozumowania. R. Hams pisze:

Dalmanutha is the transliteration of the Aramaic equivalent of εἰς τὰ μέρη , which by some form of dittography took the place of the proper name.

I taki jest też ogólny pogląd — Marek źle przetłumaczył aramejski oryginał. Tylko zaraz... przecież Marek nie miał mieć żadnego dostępu do „aramejskich oryginałów" bo te po prostu nie istniały wg greek primacists.

Jednak faktyczny obraz skali błędów w tłumaczeniu da nam porównanie greckiego NT z aramejską Peshittą i przekładami starołacińskimi, ale o tym w kolejnym artykule.

Data publikacji: 06-09-2013

<- Wróć do działu
Do góry