Upadek imperium - - o zgubnym wpływie religii na naukę i kulturę


Działy   Wyszukaj

"Grzech wyniszcza, cnota tuczy,
Chrystus się polskiego uczy,
Nieomylne rzeźbią pieśni
Ziemię płaską, jak naleśnik,
Wokół Ziemi krąży Słońce,
Szatan ponoć ma dwa końce,
Więcej wiedzieć niebezpiecznie,
Jeśli żyć chcesz wiecznie!"
— Jacek Kaczmarski

W latach 800-1100 r. intelektualną stolicą świata był Bagdad. Zjeżdżali tam mędrcy, filozofowie, uczeni i wolnomyśliciele stymulujący natchniony pędem poznania dyskurs. Kwitły nauki szczegółowe oraz filozofia. Na polu matematyki dokonywały się kroki przełomowe takie jak upowszechnienie cyfr arabskich, stworzenie systemu dziesiętnego, rozwinięcie trygonometrii oraz algebry. Wiele obiektów, na które patrzysz na rozgwieżdżonym niebie, zawdzięcza swe nazwy wybitnym astronomom arabskim. Rozwój w dziedzinie chemii zaowocował odkryciem procesów destylacji i krystalizacji. Z nie mniejszym impetem dokonywał się postęp w dziedzinach medycyny i farmakologii. Cała arabska spuścizna naukowa, którą wyczytano z kart świata i z której korzystamy do dziś, pochodzi z tego krótkiego okresu świetności, w którym duch rozumu przemawiał nieskrępowany.

Wspaniałe to było imperium; wiedzą i postępem stojące. Doprawdy niewiarygodnym jest fakt, iż z początkiem XII w. upadło ono w okamgnieniu, by już nigdy nie dźwignąć się z ruiny. A wszystko to za sprawą jednego człowieka, który zuchwały był na tyle, by myśleć, że — wyrokiem boskiego trybunału — uprawomocniony jest, by do cna wytłuc żyzne myśli. Człowiek ten nazywał się Al Ghazali. Ów muzułmański teolog mocą swego autorytetu (porównywalnego do tego, którym w chrześcijaństwie cieszy się Św. Tomasz) wypowiedział sprzeciw wobec racjonalizmu oraz logiki arystotelesowskiej. Wysiłki umysłu uznał za próżne, oddalające od Boga oraz ostatecznie uniemożliwiające człowiekowi doświadczenie iluminacji. Tym samym walnie przyczynił się do zakończenia złotego wieku arabskiej nauki oraz skazania islamu na millenium intelektualnej stagnacji, która trwa do dziś. Duch arabskiej myśli wydał z siebie ostatnie tchnienie niespełna tysiąc lat temu. Od tamtej pory wygnany bezpowrotnie na intelektualne pustkowia raduje Boga swym milczeniem.

Czyż nie kwestią jest przypadku, iż podobny los nie spotkał kultury europejskiej? Z ust filozofów zachodu — od Św. Augustyna po Św. Tomasza — padały przeto podobne wyroki. Wyroki oddające Bogu w ofierze istotną składową część naszego człowieczeństwa - zdolność do bycia ciekawym, wątpiącym, głodnym niepoznanego. Fakt ten istotnie na cud zakrawa, iż płodność naszych umysłów nie padła przed wiekami boskim łupem.

Dogodny to czas, by zdać sobie sprawę, że nurzająca się od stuleci w chrześcijaństwie Europa, od równie dawna się nim dławi. Problem religii kneblującej usta i wiążącej nogi swobodnym myślom ani trochę nie stracił na aktualności od czasów Giordano Bruno, Kopernika czy Galileusza. W dalszym ciągu pozwala się, by religia gościła w naszych szkołach. Teorie naukowe negowane są przez tych, którzy uznają je za zwyczajnie niewygodne dla swych wierzeń. Godzimy się na to, by przywiązanie do spekulacji natury metafizycznej dominowało umysły.

Niebezpiecznie żyje się w świecie, w którym istnieje przyzwolenie na podporządkowywanie ludzkiego życia zabobonom, a lud i kapłani po społu domagają się szacunku dla nich z tytułu swego emocjonalnego przywiązania do ich treści.

Jaki smutny jest dzisiejszy Bagdad, w którym młodzi ludzie po piątkowych kazaniach, idą na jarmark by wysadzić się w powietrze w tłumie wyznawców nieco odmiennie pielęgnujących dziedzictwo Al Ghazalego.

Data publikacji: 12-09-2012

<- Wróć do działu
Do góry