Koń Trojański


Działy   Wyszukaj

Uwielbiam wieczorem spacerować z moją małżonką ulicami naszego miasteczka. Dzięki temu mogę, między innymi, z dużą dozą prawdopodobieństwa określić ulubiony sposób spędzania wolnego czasu przez jego mieszkańców. Cóż, nie będzie to zbyt odkrywcze — oglądanie telewizji, rzecz jasna. Jest to zastanawiające, jeśli weźmiemy pod uwagę ustawiczne narzekania na brak czasu.

Telewizja miała być oknem na świat w czasach, gdy w zasadzie było to jedyne okno w mieszkaniu, miała edukować, informować oraz dostarczać kultury i rozrywki. Czy ktoś pamięta jeszcze ten dreszczyk podniecenia, który towarzyszył oczekiwaniu na sobotnie kino nocne, w którym emitowano hity amerykańskiej produkcji? Czy pamiętacie, jak z zapartym tchem oglądaliśmy SONDĘ? Niektóre programy i filmy były często wydarzeniem na skalę krajową, nierzadko wywołującą dyskusję przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Podkreślało to jedynie autorytet telewizji, gdyż nie było innego źródła informacji (radio nigdy nie zagroziło pozycji telewizji).

Kiedyś informacje były dawkowane oszczędnie, starannie selekcjonowane i przedstawiane jednostronnie tak, że odbiorca mógł je spokojnie przyswoić i przetrawić. Dziś obserwujemy nieustanny potok informacji, ba, nawet powódź, jesteśmy zalewani niewiarygodną wręcz ilością wszelkiego rodzaju informacji z różnych stron świata. Odnosimy dzięki temu wrażenie, że jesteśmy częścią globalnej wioski, w której wiadomości rozchodzą się lotem błyskawicy. Niestety — charakter tych informacji stał się wyłącznie negatywny, a więc opisujący wypadki, nieszczęścia i katastrofy. Informacje o kimś, kto wiedzie szczęśliwe życie, realizując swoje zamiary i marzenia (a więc o osobie „niemedialnej") kwitujemy najwyżej wzruszeniem ramion i przełączeniem na inny kanał. Co innego, gdyby nadawano transmisję z planowanej próby samobójstwa z mostu Golden Gate. Zwróćmy uwagę, jak często określane są filmy, które kończą się tzw. „happy endem" — „nuda". Takie filmy na pewno nie zwiększą oglądalności stacji.

Ten ciągły szum informacyjny sprawił, że człowiek w starciu z takim masowym atakiem jest właściwie bez szans, nie może się nigdzie ukryć ani przerwać tego napływu. Na skutek tego wytworzył w swojej percepcji barierę ochronną, która niweluje działanie tego napływu informacji. Jest nią obojętność.

Istnieje bardzo wiele stacji telewizyjnych, które zażarcie walczą o utrzymanie się na rynku poprzez osiąganie tzw. „oglądalności". Wskutek tego zmuszone są do zwiększenia ilości programów i filmów, które zdołają przebić się przez tę ochronną barierę i zaciekawić widza. Niestety nie czynią tego przez podniesienie poziomu emitowanych programów, lecz sięgają po programy o treści bulwersującej, wstrząsającej i szokującej, epatując nienaturalną agresją i przemocą, gdyż uznały, że tylko takie programy zdołają przykuć uwagę widza. Jednocześnie tenże widz, widząc coraz większą skalę tej przemocy i agresji instynktownie uszczelnia swoją barierę ochronną. Powoduje to powstanie błędnego koła, którego, wydaje się, nic już nie jest w stanie przerwać.

Oczywiście nie demonizujmy roli telewizji, nie wyolbrzymiajmy jej znaczenia. Nie zrobi ona krzywdy dorosłym widzom, którzy zachowują pewną dozę rozsądku i dystansu. Inaczej jest z dziećmi.

Dziecko jest łatwowierne, a przez to można nim łatwo manipulować. Widząc okrucieństwo i przemoc na ekranie, którego nie potrafi sobie wytłumaczyć, jest przekonane, że taki właśnie jest świat i że tak robią wszyscy i jest to normalne. W ten sposób wypaczają się jego poglądy na prawdziwe życie.

Ostatnio w jakimś filmie usłyszałem takie określenie telewizji: „koń trojański". Moim zdaniem oddaje ono bardzo trafnie charakter jej oddziaływania. Oto telewizja, która miała edukować i dostarczać kulturalnej rozrywki stała się takim oknem, przez które wlewa się do naszych mieszkań całe zło tego świata i to w najgorszej z możliwych postaci.

Nie nadużywajmy towarzystwa tego konia i nigdy nie pozwalajmy naszym dzieciom oglądać bajek samotnie. Chrońmy je przed nim tak długo, jak możemy.

Data publikacji: 16-02-2012

<- Wróć do działu
Do góry