Czy kobiety pozostaną poza strefą publiczną?


Działy   Wyszukaj

Dopóki kobieta pozostanie więźniem strefy prywatnej, dopóty nie będzie miała wpływu na strefę publiczną, gdzie zapadają wszystkie decyzje, także te, które odnoszą się bezpośrednio do strefy prywatnej. Kiedy w wydanej w 1949 roku pracy „Druga płeć" , która stała się jedną z kluczowych dla ruchu na rzecz praw kobiet, Simone de Beauvoir postawiła fundamentalne pytanie o to, kim jest „kobieta", dowodziła, że my kobiety nie rodzimy się „kobietami" w sensie kulturowym — stajemy się nimi. Pisarka uważała bowiem, że termin „kobiecość" — ów artefakt kulturowy, został skonstruowany przez mężczyzn i jest narzędziem umieszczającym kobietę poza życiem publicznym: gospodarczym (tj. choćby brak samodzielności ekonomicznej, praca poniżej kwalifikacji, niższe zarobki na tych samych stanowiskach), społecznym (tj. uwikłanie kobiety w małżeństwo, macierzyństwo), czy politycznym (decyzje dotyczące aborcji, dostępność do środków antykoncepcyjnych podejmowane głównie przez mężczyzn). Dlatego de Beauvoir atakowała tradycyjne postrzeganie ról społecznych (tak kobiecych, jak i męskich), jakoby zdeterminowanych cechami biologicznymi.

Podobnie Carole Pateman w „The Sexual Contract" zauważała, że zamknięcie kobiet w strefie prywatnej wynika zarówno z narzucenia im, jak i przyjęcie przez nie, roli strażniczek ogniska domowego, tych, na których barkach spoczywać ma pielęgnacja tradycji, życia religijnego itp. W istocie to same kobiety replikują właśnie te tradycyjne role, utrwalając patriarchalną formułę rodziny. Należy więc wnioskować, że bez redefinicji rodziny, kobieta nie stanie się pełnoprawnym podmiotem przestrzeni publicznej.

Historycznie rzecz ujmując to liberałowie przyczynili się do emancypacji jednostki, tj. białego anglosaskiego mężczyzny, gdy tymczasem kobiety pozostawili w arystotelesowskim oikosie. I tak społeczeństwo obywatelskie stało się społeczeństwem mężczyzn, a kobiecie przypisano przeznaczenie do życia rodzinno — domowego. Nic więc dziwnego, że tym, co wspólne dla wszystkich koncepcji feminizmu to przekonanie, że kobiety są w różnych dziedzinach życia ciemiężone . Maria Janion tak pisała w eseju „Mężczyzna, kobieta i dzieje": „Jedna z istotnych tez feminizmu utrzymywała, że nierówność płci jest cechą konstytutywną panującego od wieków patriarchatu, w którym kobiety są zawsze upośledzone, a mężczyźni - uprzywilejowani" . W procesie emancypacji jednostki, o którą upominali się liberałowie, kobiety zostały bowiem „zgubione", stąd po prostu nie ma ich w życiu publicznym. Wystarczy spojrzeć na niedaleką polską przeszłość czasu oporu wobec komunistycznej władzy. Otóż, w podręcznikach spotykamy samych bohaterów i wybawców; nie ma zaś bohaterek czy wybawczyń. Udało się ostatnio Kongresowi Kobiet ocalić od zapomnienia jedną li tylko rycerkę — Henrykę Krzywonos . Warto się jednak przy tym zastanowić dlaczego na stoczniowym murze, jak przypomina Agnieszka Wiśniewska, autorka książki Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos , pojawił się napis: „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my tu walczymy o Polskę" ?

Te ciche bohaterki i nie-bohaterki dnia powszedniego pozostają niedocenione. Przyjrzyjmy się choćby pracy zawodowej kobiet. Czy nie jest wciąż tak, że kobiety sprawują podwójny etat: jeden zawodowy, drugi w domu? Dlaczego praca gospodyń domowych nie jest wyceniana czy wręcz jest ignorowana przez społeczeństwo — traktowana jako oczywistość i naturalny porządek rzeczy? Jeśli dochód gospodarstwa domowego zależy od najemnej pracy mężczyzn, kobiety wykonując bezpłatną pracę domową, zależą od nich. W taki sposób podtrzymywana jest wizja tego, co powszechnie zwykło nazywać się tradycyjną rolą kobiety jako matki i żony - wizja utrwalana i powielana przez pokolenia.

Co więc zrobić? Jak zwykle tylko edukacja i pozytywistyczna praca u podstaw mogą przynieść jakieś rezultaty. Mamy dowody. Kiedy znana już wybitna pisarka Virginia Woolf, wykładając na uniwersytecie, chciała przekroczyć próg biblioteki uczelnianej, wymagano od niej przedstawienia listu polecającego od jej męskiego protektora, ewentualnie musiała prosić znajomego profesora, aby jej towarzyszył. Miało to miejsce zarówno w Oksfordzie, jak i Cambridge na początku XX wieku. Czasy się zmieniają — emancypacja postępuje, choć wciąż wiele do życzenia pozostawia miejsce kobiet w hierarchii społecznej i we władzach najważniejszych instytucji rządowych, akademickich, o kościelnych nie wspominając.

Zmienia się też język, którym operujemy. Susan Okin w prac Justice, Gender, and The Family analizowała język klasycznej pracy Johna Rawlsa Teoria Sprawiedliwości, pokazując, że autor ten, starając się zbudować uniwersalną teorię, posługiwał się wyłącznie męskimi formami . W ten sposób nawet z języka wyeliminowane zostały kobiety. Ten, dla wielu banalny i przesadnie akcentowany szczegół, może być jednak odpowiedzialny (przynamniej częściowo) za brak kobiet w języku debaty publicznej, a największym wrogiem przemian jest obrona wygodnego status quo wynikająca z ignorancji.

Bibliografia

S. de Beauvoir: „Druga płeć", tłum. Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2009.
E. Craig (red.), Routledge Encyclopaedia of Philosophy, New York 1998, t. 3.
M. Janion: „Kobiety i duch inności", Sic!, Warszawa 2006.
S. Okin: „Justice, Gender, and the Family", Basic Books Inc., New York, 1989.
C. Pateman: „The Sexual Contract", Stanford University Press, Stanford 1988.
A. Wiśniewska: „Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos", Wydawnictwo Krytyka Polityczna, Warszawa 2010.

oraz źródła elektroniczne:

M. Gębala: „Nie wyszło. O autobiografii Danuty Wałęsy", 2011-12-18.
K. Szczuka: Laudacja dla Henryki Krzywonos- Strycharskiej wygłoszona przez Krystynę Jandę na Kongresie Kobiet w Warszawie 21 czerwca 2009 roku,2011-12-18.

Data publikacji: 19-12-2011

<- Wróć do działu
Do góry