Śmierć Vaclava Havela przeżywam bardzo osobiście


Działy   Wyszukaj


W ciągu kilku zaledwie dni dowiedzieliśmy się o śmierci Christophera Hitchensa i Vaclava Havla. O tej pierwszej śmierci napisano już sporo na tym portalu. Muszę się przyznać, że ta druga jest dla mnie znacznie bardziej bolesna. Ta pierwsza jest niejako globalna — odszedł idol, guru ateistów całego świata — ta druga taka sąsiedzka regionalna. Ale czy na pewno?

Jeśli mnie ktoś pyta o mojego największego idola, to bez namysłu wymieniam Jacka Kuronia. Dla mnie Havel, to ideowy brat bliźniak Kuronia. To dlatego tak mnie poruszyła jego śmierć. Na jednym z filmów pokazywanych w niedzielę w telewizji dostrzegłem Vaclava wyciągającego rękę z butelką piwa w stronę Jacka. To było na pierwszym konspiracyjnym spotkaniu czechosłowackich i polskich opozycjonistów gdzieś na polsko-czechosłowackiej granicy. Piwo uwielbiali obaj. Tyle że Czesi wtedy nie zapomnieli go przynieść ze sobą na spotkanie.

Wielu Czechów pytanych, jakie słowa Vaclava Havla zapamiętali najlepiej odpowiadało, że te wygłoszone na balkonie na Hradczanach, kiedy ogłaszał swój wybór na prezydenta, wtedy jeszcze Czechosłowacji: prawda i miłość zwyciężą nad kłamstwem i nienawiścią. To było także credo Jacka Kuronia. Jego zupki „kuroniówki" dla bezdomnych dawały świadectwo jego miłości do ludzi, szczególnie tych najsłabszych, najbardziej bezbronnych.

Rewolucje niepodległościowe końca lat osiemdziesiątych w Europie Wschodniej różnie przebiegały. W Polsce zorganizowali się robotnicy wspomagani przez intelektualistów. W Czechosłowacji byli to intelektualiści, którzy zdołali porwać za sobą ulicę. Ale w obu przypadkach bez takich postaci, jak Havel i Kuroń rewolucje te niekoniecznie musiały zakończyć się sukcesem. A przynajmniej nie tak szybko. To oni (oczywiście byli i inni, ale chcę napisać tylko o tych dwóch szczególnie mi bliskich bohaterach) byli autorami najważniejszych wtedy tekstów.

Zaledwie klika dni temu, 15 grudnia 2011 miała miejsce we Wrocławiu promocja najnowszej książki Vaclava Havla „Siła bezsilnych i inne eseje". To „Siła bezsilnych" była i pozostanie takim najważniejszym tekstem. Autor nie mógł już przybyć na to spotkanie z powodu choroby. Ale przysłał list, w którym docieka, co jest powodem zainteresowania tymi jego tekstami: Obawiam się więc, że wytłumaczenie jest bardziej skomplikowane i mniej optymistyczne: niektóre cechy totalitaryzmu czy totalitarnego manieryzmu, jakim była czechosłowacka normalizacja, a także cechy postkomunizmu są wciąż obecne, aktualne, są ciągle z nami, a więc i w nas. Jeśli w latach dziewięćdziesiątych słyszeliśmy echa komunistycznego totalitaryzmu w postaci postkomunizmu, to i dziś dobiegają tu do nas echa tych ech. I chociaż w nowych warunkach słychać je inaczej, to chyba nadal trzeba je wyłapywać, trzeba je sobie przypominać i zajmować się nimi (podkreślenie moje.)



Czesi żegnają Havela

Pozwoli Pan, Panie Prezydencie, że dodam od siebie, ja w tych echach ech dostrzegam coś jeszcze groźniejszego; nie tylko totalitaryzm, dostrzegam faszyzm. W moim kraju organizuje się pochody z płonącymi pochodniami. Czy uprawniona analogia? Nie wiem, ale ja ją dostrzegam. W Pana kraju nie było to problemem, nikomu nie przeszkadzało zagłosować na Pana, choć był Pan zdeklarowanym agnostykiem. W moim nie byłoby to możliwe. Jako ateista zaczynam się czuć intruzem we własnej ojczyźnie. Politycy drugiej co do wielkości partii politycznej chcą nas wyprowadzić ze zjednoczonej Europy, bo rzekomo tracimy tożsamość narodową. Pan już swoich pierwszych esejach snuł marzenia o zjednoczonej Europie. Ci sami polscy politycy krzyczą Polska dla Polaków. Czy to także jest nieuprawniona analogia?

Co zrobimy bez Was, Vaclavie Havlu i Jacku Kuroniu? Jak mamy się bronić przed wspomnianymi przez Pana echami? Skąd mamy wziąć takich mężów stanu jak obaj byliście. Dla obecnych władców i Czech i Polski najważniejszym drogowskazem są wyniki badania popularności ich partii i ich samych. Bardzo nam Was brakuje.

Vaclav Havel podobno nie chciał zostać prezydentem. I to też odróżniało go od obecnych polityków. Oni bardzo chcą być u władzy. Nawet kiedy nie chcą, ale muszą...

Data publikacji: 18-12-2011

<- Wróć do działu
Do góry