Zbrodnie bez niczyjej szkody


Działy   Wyszukaj

Jerzy Drewnowski

Nieszkodliwe zbrodnie? Przestępstwa na niczyją szkodę? Niecierpliwy czytelnik może mieć wrażenie, że już wie, o co chodzi. O coś takiego, jak kwadratowe koło, żonaty kawaler czy ciężarna dziewica. Po prostu, o znany błąd logiczny, zwany „sprzecznością w przymiotniku”, lub po łacinie — „contradictio in adiecto”. Niejeden autor stosuje go z rozmysłem — dla wywołania uśmiechu czytających. Lecz byłby to domysł całkowicie nietrafny: mowa będzie tutaj o czynach nieszkodliwych, a mimo to przestępczych lub nawet zbrodniczych w świetle prawa karnego; o zjawisku nie tylko występującym w każdej niemal epoce, ale też — obok powodowania wielkich ludzkich cierpień – mogącym przynosić znaczne pożytki. Jakie i czyje pożytki? O to właśnie warto pytać przy każdym spotkaniu z przepisami prawnymi o niezbyt jasnej intencji.

Że chodzi tu o zjawisko rzeczywiste i szeroko znane, uzmysławiają niezliczone przykłady z dziejów prawa i jego stosowania. Przykłady z bardzo różnych dziedzin. Takie choćby jak: karalność spożywania kawy w szesnastowiecznej Turcji, wybijanie zębów za łamanie postu w Polsce Bolesława Chrobrego; kara śmierci za ubliżanie Bogu, nawet bez świadków, w różnych krajach i czasach; karalność niektórych odmian seksualnego pożycia małżonków w szesnastowiecznej Szwajcarii i innych krajach tamtego czasu; karane śmiercią konszachty z szatanem w Europie i Ameryce aż po wiek osiemnasty, surowe kary za sekcję zwłok w całej bodaj średniowiecznej Europie. Ktoś powie: skutki niewiedzy lub ciemnoty w wiekach definitywnie minionych. I będzie miał rację, lecz dotknie w ten sposób tylko małej części problemu.

Mijają stulecia, rozwija się nauka i oświata, a wiele obowiązujących do dziś zakazów nadal zaskakuje brakiem uchwytnej łączności między przewidzianą sankcją karną a wyrządzoną komuś szkodą. Prym wiodą na tym polu, jak wiadomo, kraje islamskie, tak w przewidywanych karach, jak ich praktyce ich stosowania. Po dziś dzień w niejednym islamskim państwie istnieją przepisy przeciw homoseksualizmowi, ale i przeciw innym „obrzydliwym” seksualnym praktykom, również w małżeństwie. Nadal też, jak donosi co jakiś czas prasa światowa, bywają w sposób okrutny stosowane. Niewiele się także zmieniło w ochronie prestiżu duchowieństwa, religii i religijnego światopoglądu obywateli. W odniesieniu, na przykład, do bluźnierstwa prawo koraniczne w niektórych krajach nie wyłącza i kary śmierci. O czym rzadziej słyszymy, również oświecona Europa nie kwapi się do modernizacji prawa w tym zakresie: sankcje karne za bluźnierstwo zachowały się po dzień dzisiejszy w prawodawstwie Austrii, Finlandii, Hiszpanii, Holandii i Włoch. Że zachowały się także w prawodawstwie niektórych stanów USA, jest mniej zaskakujące.

Lecz w czym problem? W krajach kultury europejskiej prawa i zakazy tego rodzaju stały się z nielicznymi wyjątkami już tylko martwą literą, a reszta globu prędzej czy później pójdzie tą samą drogą. Tak myśli każdy, kto wierzy że na drodze demokratyzacji świata nie staną większe przeszkody, a walka o prawa człowieka nie straci rozmachu. Jeśliby jednak miało być inaczej, któż zaręczy, że nieszkodliwe zbrodnie nie nabiorą znowu znaczenia? Na taki wypadek warto zdawać sobie sprawę, jak bardzo prawodawstwo, które takie zbrodnie kreuje, jest pożyteczne dla wszelkiej autorytarnej władzy. Lecz przede wszystkim trzeba wiedzieć o tym, jakie w związku z tymi sprawami konkretne zagrożenia rysują się już obecnie. O tym, na przykład, na jak niebezpieczny grunt weszły niedawno w konsultacjach z teologami spore grona polityków i prawników europejskich.

Prace nad rozciągnięciem pojęcia dziecka na wiek młodzieńczy po osiemnasty rok życia należą do tych, które wśród owych polityczno-prawnych przedsięwzięć budzą największy niepokój. W tajemnicy przed publicznymi mediami, a nawet przed znaczną częścią posłów, zajął się tym problemem między innymi parlament niemiecki, a ściślej jego posłowie „chrześcijańscy”. Jak łatwo zgadnąć, chodzi o zaostrzenie sankcji prawa karnego regulujących życie seksualne obywateli. Zrównanie wieku chronionego z pełnoletniością spowoduje, jak podkreślają przeciwnicy tych zmian, iż wielu niemieckich obywateli stanie się przestępcami. . Por. także J. Pratt, Penal populism, London 2007.} I tu już jesteśmy, nieprzypadkowo, w samym centrum wzmiankowanych pożytków, które z nieszkodliwych zbrodni mogą płynąć dla sprawujących władzę.

Pomyślmy: jak niewielkie byłyby polityczne wpływy kościołów chrześcijańskich i ich majątki, gdyby swego czasu ateizm, bluźnierstwo i tak zwane czyny nieobyczajne nie były zrównane z przestępstwami: gdziekolwiek religia i jej nauczanie odchodzą od represywności, maleje szybko znaczenie duchowieństwa.

Jakże trudne staje się także manipulowanie społeczeństwem przez polityków i zwalczanie opozycji, gdy obowiązujące prawo karne karze tylko za czyny rzeczywiście szkodliwe. Jakże za to łatwo będzie zdyskredytować niewygodnego polityka, jeśli przez nieostrożność pokaże wrogowi fotografię swej rozebranej przyjaciółki, która jako siedemnastolatka była jeszcze dzieckiem. A ekonomiczne korzyści z kryminalizacji społeczeństwa w dobie rozbudowy przemysłu więzienniczego? Doskonale zdają sobie sprawę z tej wieloaspektowej „ekonomi dobra i zła” prący do władzy w różnych krajach świata faszyści i kryptofaszyści. W takich krajach jak Polska odwołujący się najchętniej do wartości chrześcijańskich i magisterium Kościoła. Nie darmo demagodzy tej formacji kładą tak silny nacisk, między innymi w ramach teologii politycznej, na podporządkowanie prawa karnego normom religii i moralności.

Zanim ich postulaty zostaną wcielone w życie, musi wystarczyć zamazywanie związków między szkodliwością karalnego czynu a wysokością i skutecznością kary. Rzecz ważna zwłaszcza tam, gdzie sugerowanie obywatelom, iż dzięki wysokim karom będą bezpieczniejsi, odwraca uwagę od obojętności państwa na ich sprawy bytowe. W latach rosnącego niezadowolenia społeczeństw ze sposobu, w jaki są rządzone, nie można wykluczyć, że rola prawa karnego jako instrumentu politycznej dyscypliny będzie znowu rosnąć: jasne, szczere i pragmatyczne ujmowanie relacji kary do realnie wyrządzonej szkody nie byłoby właściwym rozwiązaniem na tak trudne czasy.

Data publikacji: 08-12-2008

<- Wróć do działu
Do góry