Religia kontra medycyna


Działy   Wyszukaj

Mariusz Agnosiewicz

Czasami słyszy się, że „dawna" medycyna stała na tak niskim poziomie, że jej hamowanie przez Kościół nie było niczym innym jak hamowaniem wielu zabobonnych praktyk. Nie jest to prawdą. Przede wszystkim należy pamiętać, że „pogańska" medycyna stała na bardzo wysokim poziomie. Była nauką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ojcem medycyny zwany jest Hipokrates (ok. 460-377), główny przedstawiciel słynnej koskiej (z wyspy Kos) szkoły lekarskiej. Naukę lekarską oparł na zasadach racjonalnych, stosował wnikliwą obserwację w diagnozach i logiczne wyciąganie wniosków prognostycznych, znana jest jego troska o chorego (naczelna zasada: Primo non nocere: po pierwsze nie szkodzić). Wskazywał iż ludzie w swej przesądności i niewiedzy mają częste skłonności do przypisywania chorobom boską proweniencję, dodając: „Ale jeśli wszystko, czego nie rozumieją, nazywaliby boskim, nie byłoby końca boskim przedmiotom." Nauka medycyny rozwinięta przez Hipokratesa była przez następne wieki rozwijana przez licznych kontynuatorów (w Rzymie był nim m.in. sławny Galen). Główną zasługą Hipokratesa było wyrwanie medycyny z praktyk magiczno-religijnych.

Najsławniejsi medycy starożytności to Hipokrates a przede wszystkim Galen. Jest to poniekąd paradoks, gdyż Hipokrates jeszcze nie był metodologiem, czyli nie uprawiał medycyny jako dziedziny naukowej, a Galen już nim nie był. Prawdziwym twórcą medycyny naukowej był Herofilos z Chalkedonu (ok. 330-260) pracujący w Aleksandrii. Jak pisze Polibiusz w Dziejach „Racjonalna część [medycyny] wywodzi się głównie z Aleksandrii, od ludzi nazwanych herofilejczykami i kallimachejczykami". Wprawdzie Polibiusz błędnie rozumiał pojęcie racjonalności, jako coś przeciwstawnego empirii, lecz Herofilos był zarówno eksperymentatorem jak i teoretykiem. Za najważniejsze uważał empiryczne podstawy poznania.

Przed Herofilosem cała niemal wiedza anatomiczna miała za podstawę wołu. Jego anatomię znali dobrze kapłani, którzy składali ofiary z tego zwierzęcia. Skrupuły religijne przed dokonywaniem sekcji zwłok ludzkich powodowały, że ówcześni medycy lecząc człowieka odwoływali się do budowy wewnętrznej wołu. Główną nowością medycyny hellenistycznej było stworzenie anatomii i fizjologii opartych na rozcinaniu zwłok ludzkich. Herofilos jako pierwszy opisał anatomię mózgu (Arystoteles sądził jeszcze, że służy on do schładzania krwi), odkrył nerwy, jajniki, opisał nasieniowody, zajmował się patologią, diagnostyką i terapeutyką. Jego szczególnym przedmiotem zainteresowania było oko o którym napisał osobny traktat w którym m.in. zawarł opis siatkówki (którą zwał pajęczynówką). Wprowadził mierzenie pulsu. Jako pierwszy opisał symptomy chorób umysłowych. W leczeniu stosował dietę, proste leki pochodzenia roślinnego, zwierzęcego i mineralnego oraz mieszanki różnych składników. Gdyby w jego czasach istniały komisje bioetyczne badań to pewnie wielu odkryć by nie dokonał, gdyż niektóre wymagały doświadczeń in vivo - w tym celu władca zaopatrywał Herofilosa w skazańców do wiwisekcji, którzy tym samym przyczynili się do wielkiego postępu naukowego.

Nie był on samotnym białym żaglem naukowej medycyny, w jego ślady poszło wielu innych medyków ówczesnych. Herofilos założył swą szkołę w aleksandryjskim Muzejonie. Wśród jego bezpośrednich uczniów znajdowała się pierwsza kobieta-medyk — Agnodice. W wyniku jej sukcesu zawodowego (początkowo podawała się za mężczyznę) Areopag zmienił prawo pozwalając kobietom uprawiać zawód lekarza. W Aleksandrii działali nie tylko lekarze ogólni, ale i np. dentyści czy ginekolodzy (np. Demetrios z Apamei). Podobnie jak Herofilos, neuroanatomem był także Erasistratos z Keos pracujący na dworze Seleukosa I. Jednym z uczniów Herofilosa był Andreas — wybitny farmakolog, chirurg i fizjolog. Skonstruowana na jego polecenie maszyna do nastawiania zwichniętych kończyn cieszyła się sławą jeszcze w następnych stuleciach. Najwybitniejszych farmakologiem starożytności był prawdopodobnie Mantias, który z powodzeniem zajmował się mieszaniem różnych składników. Najwybitniejszym okulistą i oftalmologiem był Demostenes Filaletes żyjący w I w. n.e. — jeden z ostatnich przedstawicieli szkoły herofilejskiej. Stworzył on teorię pulsu, miał leczyć ponad czterdzieści różnych schorzeń oka, od gradówki do zaćmy.

Olbrzymi dorobek tej szkoły został zaprzepaszczony, kiedy chrześcijanie spalili Muzejon (391). Wtedy i tak już nikt nie potrafił się zajmować naukową medycyną, zapanowało przekonanie, że choroby to kary boskie lub ataki złych duchów. Biblia mówi wyraźnie o istocie chorób, a Jezus pokazywał jak należy je leczyć. Wedle ewangelii choroby to złe duchy, zaś uzdrawianie polegało na przeganianiu owych czartów. Określenie „chory" stosuje Jezus zamiennie z określeniem "opętany" lub "diabelstwo mający". Jeśli stan chorego jest ciężki, pisze się, iż ma w sobie wielką liczbę czartów trapiących go. Epilepsja i lunatyzm to "duch niemy" (Mk 9,13), paralityk, to "ruszony powietrzem" (Mt 8,5), niemowa to "czart niemowy" (Łk 11,14), artretyzm to "duch niemocy" (Łk 13,10). W przypadku chłopca chorego na epilepsję Jezus wyjaśnia: "Ten rodzaj żadnym sposobem wyniść nie może, jedno za modlitwą i postem" (zob. Mk 9, 13n). „Opętania" z Nowego Testamentu medycznie wyjaśniał Thomas Bartholin (1616-1680), odkrywca układu limfatycznego u ludzi. Jego dzieło na ten temat: Paralitycy Nowego Testamentu — komentarz medyczny i filologiczny, trafiło w 1694 r. na Indeks Ksiąg Zakazanych. Zaś kilka lat później, w 1701 r. na Indeksie wylądowało dzieło Gideona Harvey'a — Ars curandi..., dotyczące głównie apopleksji.

Św. Augustyn zauważył, że „wszystkie choroby chrześcijan trzeba przypisać owym demonom; głównie ich znęcaniu się nad świeżo ochrzczonymi chrześcijanami" . Euzebiusz z Cezarei (ok. 260 — ok. 340), teolog, biskup i historyk kościelny, kpił z medyków: "Niektórzy modlą się, być może, do Galena". Tertulian utrzymywał, iż choroby, ból i śmierć to sprawki agentów Szatana (De resurrectione carnis 58). Inni jednak myśliciele chrześcijańscy byli przekonani, iż co najmniej niektóre z chorób zsyła Bóg dla pouczenia, oczyszczenia lub pokarania niepokornych (np. Ambroży, Epistles 79, Grzegorz z Nazjanzu, Mowa żałobna... 28, Bazyli, The Long Rules 55). Podobnie Tacjan Syryjczyk (ur. ok. 130): wyklina stosowanie leczniczych mieszanek, bo jest to używanie zła celem osiągnięcia dobra (Mowa do Greków 18). Inny „ojciec kościoła", Arnobiusz Starszy z Sikka (III w.), pisze o lekarzach jako o „kreaturach z tego świata nie odwołujących się do prawdziwej nauki" (Przeciw poganom, 1,48). Prawdziwą, „chrześcijańską medycynę" reprezentować miał Jezus, który zwany był przez „ojców kościoła" "Wielkim Lekarzem", „Prawdziwym Lekarzem" lub wprost „Jedynym Lekarzem".

Carl Sagan pisze: „W średniowieczu medycyna rozwijała się w świecie islamu, podczas gdy w Europie był to mroczny okres. Większość wiedzy o anatomii i chirurgii została utracona. Rozkwitała wiara w modlitwę i cudowne uzdrowienia. Zanikła działalność laickich lekarzy. Powszechnie stosowano modły cudowne mikstury, horoskopy i amulety. Ograniczono lub całkowicie zakazano sekcji zwłok, co pozbawiło osoby trudniące się medycyną najważniejszego źródła wiedzy o ludzkim ciele. Badania medyczne zamarły." Aż do końca osiemnastego wieku utrzymywano pogląd, że przyczyną obłędu jest opętanie przez demony i że najskuteczniejszą na to metodą jest zadawanie opętanemu cierpień, co miało niszczyć demona. Z wielką niechęcią odnoszono się również do leczenia ziołami. W ten sposób wyrażali się m.in. patriarcha Sewer z Antiochii, Eznik z Kolb. Chrześcijański apologeta Tacjan Syryjczyk (ok. 130 — ok. 193), uczeń św. Justyna, uważający kulturę grecką za niemoralną, pisał, iż sztuka lecznicza jest dziełem złych duchów: "Demony podstępnie odciągają ludzi od czci boskiej, nakłaniając ich by wierzyli w moc ziół i korzeni (...) Dlaczego ludzie, którzy pokładają ufność w rzeczywistości materialnej, nie chcą zaufać Bogu? Dlaczego nie przyjdziesz do mocniejszego Pana i wolisz leczyć się jak pies ziołami (...) Sztuka lekarska i wszystko co się z nią łączy, pochodzi z tego samego oszukańczego warsztatu". Trzeba wspomnieć, na marginesie, że demony po kilkunastu wiekach założyły w łonie kościoła swą agendę, za jaką z pewnością, w świetle świadectwa Tacjana, może być uznany zakon bonifratrów, specjalizujący się w ziołolecznictwie i do dziś oferujący w specjalnych aptekach tanie leki ziołowe „na wszystko", o dość mizernej skuteczności.

Starożytną farmakologię zastąpiła relikwiologia. Głównymi praktykami „medycznymi" stały się: modlitwy, relikwie świętych, egzorcyzmy, pielgrzymki. Jedynymi badaniami prowadzonymi przez medyków było poszukiwanie tzw. stigmata diabolica, miejsc niewrażliwych na ból, świadczących o pakcie z diabłem podejrzanej o czary. Dobrym sposobem przebłagania gniewu boskiego było ofiarowanie darowizny Kościołowi, najlepiej z ziemi. Na ból zęba najlepsza była modlitwa do św. Apolonii, a na kaca — do św. Marcina. Kiedy w 1680 r. Rzym nawiedziła zaraza, duchowieństwo zdiagnozowało, iż wywołał ją gniew św. Sebastiana. Mieszczanie postawili mu pomnik i zaraza ustąpiła.

W tym czasie opary naukowej medycyny Grecji trafiły do arabów. Arabscy lekarze dysponowali wówczas aż 2 tys. środków leczniczych. W 776 r. w Bagdadzie otworzono pierwszą publiczną aptekę. Alzahravius (ur. 930) napisał wiele ksiąg medycznych, w tym encyklopedię chirurgiczną, dokładnie opisał budowę czaszki oraz tracheotomię. Kiedy w Europie panowało przekonanie, że gruźlica to kara za grzechy, Avicenna (ur. 980), „książę lekarzy" arabskich, sformułował pogląd o zaraźliwym jej charakterze. Opisał ogromną liczbę leków, wraz z ich właściwościami, oddziaływaniem na pacjenta i dawkowaniem. Zajmował się fizjologią, anatomią, higieną, dietetyką.

W Europie do X w. szczątki wiedzy medycznej praktykowane były przez zakonników. W XI w. nastąpiło pewne ożywienie chirurgii, które szybko zostało zdławione przez Kościół. W czasie soboru laterańskiego II z 1139 zakazano klerykom zajmowania się chirurgią (powtórzono to na synodzie w Tours z 1163), sobór laterański IV z 1215 zakazał jej wszystkim duchownym. Od XII w. duchowni nie mogli leczyć za pieniądze, leczyć nożem oraz studiować medycyny (jako jedynej uniwersyteckiej dziedziny naukowej). W latach 1266-1275 w szkole chirurgicznej w Bolonii dokonywano sekcji zwłok (głównie na skazańcach). W 1299 papież Bonifacy VIII zabronił dokonywania sekcji zwłok jako czynności bezbożnej. Sukcesywnie wycofywano chirurgię z uniwersytetów i programów nauczania, zaś dzieła chirurgiczne z bibliotek. Anatomia powróciła do posługiwania się organami zwierząt, na ogół świń.

Zajadłym przeciwnikiem Hipokratesa był Mikołaj z Polski (1250-1296), który zalecał zaklęcia i noszenie amuletów. Poza ziołami stosowano ówczesne panaceum — upuszczanie krwi. W opactwie św. Wiktora znaleziono dokumenty z XII w. z wyszczególnionymi 23 miejscami do nacinania celem upuszczenia krwi w specjalnych dniach „wyczytanych w gwiazdach". Pierwszą drukowaną książką medyczną w Europie był wydany w Moguncji "Kalendarz upuszczania krwi z żył oraz stosowania środków przeczyszczających na miesiące roku 1457".

Przełomem kopernikańskim w dotychczasowej medycynie była „Fabrica" Andreasa Vesaliusa (1544). Napisał on prawdziwą książkę medyczną — bez duchów i diabłów, świetnie ilustrowaną. Swe odkrycia dowodził odwołując się do sekcji lub wiwisekcji a nie do teologii. Wreszcie ktoś wytknął wiele błędów Galenowi. Jego dzieło oburzyło ludzi Kościoła. Cesarz zaczął otrzymywać listy z żądaniem ukarania bezbożnika, który ośmielał się podważać naukę kościelną o liczbie żeber u mężczyzny (z jednej strony miało być ich mniej, bo jedno żebro Bóg przeznaczył na Ewę).

Próbom emancypacji medycyny sprzeciwił się ponownie papież Pius V pod koniec XVI w. odnawiając wcześniejsze w tym zakresie dekrety, nakazujące lekarzom, aby wpierw wzywali księdza do chorego, gdyż „słabość cielesna często jest skutkiem grzechu", oraz aby odmawiali dalszej kuracji, jeśli pacjent w ciągu trzech dni nie wyspowiada się.

Kolejnym wolnomyślicielem, który sprzeciwił się „woli Bożej", był James Young Simpson (1811-1870) — bardzo ważna postać w historii medycyny. Wynalazł on otóż świętokradczy chloroform — środek znieczulający, stosowany dawniej w narkozie. Simpson zalecał jego stosowanie podczas porodów. Środek łagodzący ludzkie cierpienia, w szczególności kobiet, był oczywiście nie do pogodzenia z „prawem boskim". Kler szybko wytknął Simpsonowi, iż Bóg rzekł: „Pomnożę nędze twoje i poczęcie twoje; z boleścią rodzić będziesz dziatki" (Gen. 3,16). Chloroform był więc kpiną z woli Boga. Simpson, w Biblią w ręku, był w stanie dowieść, że nie ma niczego złego w podawaniu chloroformu mężczyznom, gdyż Bóg wprowadził Adama w głęboki sen, gdy wyjmował mu żebro.

Do dziś Kościół wysyła rzesze egzorcystów do „opętanych", „leczy" homoseksualizm, do dziś stara się blokować wiele badań, które mogą być błogosławione z medycznego punktu widzenia. Czymże innym niż ponurą reminiscencją anatem przeciwko szczepionce z wirusem ospy krowiej sprzed ponad dwustu lat, jest niedawny jazgot bioetyków i Kościoła w związku ze stworzeniem embrionu ludzkiego z zawartością 1% genów krowy. Eksperyment miał na celu lepsze poznanie ludzkich schorzeń i wynalezienie skutecznych terapii w ich leczeniu; może być przełomem w transplantologii i leczeniu chorób degeneracyjnych. Ponieważ dziś teologowie nie rozkazują już badaczom, więc współcześni rzecznicy Ciemnogrodu, weszli w przebrania bioetyków: nie mówiąc już o tym, że jest to sprzeczne z wolą Bożą, grzmią, że to „nieetyczne", „nieludzkie", „niehumanistyczne", „łamiące granice kulturowe" itd. Jakże żenujące było wysłuchiwanie jak na antenie TVN24 genetyk prof. Maria Sąsiadek z Akademii Medycznej we Wrocławiu tłumaczy się przed „filozofem i etykiem" z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, drem Kazimierzem Szałatą, wyjaśniając, iż eksperyment ten „nie polega na tworzeniu embrionu", jak gdyby teologowie i etycy mieli kompetencje do tego, aby reglamentować badania na embrionach! Etyk z UKSW domaga się jednak, aby „filozofii i antropologii" pozostawić ustalenie tego, czym jest embrion i na ile sobie można pozwolić. Oto najbardziej wsteczna współczesna implementacja etyki: bioetyka, najczęściej mocno „uduchowiona" przesądami świeckimi lub religijnymi, zakładająca cugle współczesnej nauce, współczesnej medycynie.

Oczywiście nie tylko Kościół katolicki stawiał i stawia różne tamy medycynie. Świadkowie Jehowy sprzeciwiają się transfuzji krwi. Scjentologowie walczą z psychiatrią. Judaizm z kolei do dziś głosi przesądy anatomiczne związane z tzw. kością luz lub neskwi, znajdującą się ponoć między kręgosłupem a czaszką. Miał to być jedyny element ciała, który nie uczestniczył w popełnieniu grzechu pierworodnego. Wokół tej kości ma się odbudować ciało w dniu zmartwychwstania. W związku z tym odrzucają kremację.

Medycyna „zrewolucjonizowała" nasze życie: z podle krótkiego i bezbronnego wobec wielu chorób, wydłużyła je ponad dwukrotnie dając do ręki coraz więcej skutecznych narzędzi przeciwko wszelkim chorobom. Jest to wielkie osiągnięcie medycyny naukowej. Praktyki religijne niczego nie dały poza ulotnym efektem placebo. Niczego wielkiego poza zyskiem dla szarlatanów nie dała też „medycyna naturalna", „niekonwencjonalna", „alternatywna", „holistyczna" czy jak się tam  dziś zwie współczesny szamanizm. Medycyna naukowa jest najbardziej namacalnym efektem dobrodziejstwa nauki dla ludzkości. Pamiętajmy o tym.

Najlepszym zaś wkładem religii w medycynę jest chyba następujący fragment Talmudu: „Nie ma lekarstwa na głupotę". Zaiste.

Polecane linki:

 

Data publikacji: 05-05-2008

<- Wróć do działu
Do góry