Destrukcyjne sekty czy nowe ruchy religijne? Problem metodologiczny


Działy   Wyszukaj

Piotr Szarszewski

Istotnym problemem metodologicznym podczas próby ustalenia, na ile materiał informacyjny (np. przedstawiany w przekazach medialnych) uzasadnia stosowanie wobec danej grupy wyznaniowej stygmatyzujących określeń typu sekta destrukcyjna czy grupa psychomanipulacyjna, jest brak precyzyjnie określonej granicy oddzielającej wspólnoty uznawane za zdrowe od tych, które oddziaływają destrukcyjnie na swoich członków i społeczeństwo. O ile bowiem sytuacja jest stosunkowo oczywista w odniesieniu do takich zbrodniczych grup jak Świątynia Słońca , Świątynia Ludu czy Aum Shinri Kyo , o tyle w przypadku wielu innych wspólnot określanych w medialnym i pozamedialnym dyskursie mianem niebezpiecznych, pojawiają się liczne wątpliwości co do zasadności postrzegania ich jako takich.

Problemu z określeniem tej granicy nie rozwiązują wykorzystywane przez ośrodki antykultowe tzw. check-listy, czyli kwestionariusze zawierające pytania lub stwierdzenia wskazujące, na jakie aspekty funkcjonowania grup religijnych powinno się zwrócić uwagę podczas ustalania ich szkodliwości. Większość z nich umożliwia bowiem określenie mianem destrukcyjnej sekty praktycznie dowolnej wspólnoty wyznaniowej, tak tradycyjnej jak i alternatywnej, przeciwko której „ostrze" testu zostanie skierowane . Dowodem na to może być wynik prostego eksperymentu, który przeprowadził A. Siciński, pastor Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Wykorzystał on polecany przez Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach test Jak rozpoznać sektę, . do sprawdzenia, na ile jego własna adwentystyczna wspólnota, a także Kościół katolicki oraz wspólnota pierwszych chrześcijan, mogą być uznane za sektę. Test zawierał 19 kryteriów, z których wystarczyło spełnić jedno, aby grupa wyznaniowa mogła być uznana za sektę. Okazało się, że Kościół Adwentystów Dnia Siódmego wypełniał 6, Kościół katolicki 9, a pierwsi chrześcijanie aż 14 .

Nieco bardziej precyzyjnym narzędziem, choć także niepozbawionym wad, są testy umożliwiające rozpoznanie sygnałów świadczących o zwiększonym prawdopodobieństwie wystąpienia pewnych zagrożeń ze strony grup kultowych lub patologii w ich obrębie. Oczywiście wykorzystując je należy pamiętać, iż zwiększone prawdopodobieństwo wystąpienia zagrożeń ze strony grupy wyznaniowej nie oznacza automatycznie, że grupa takie zagrożenia ostatecznie wygeneruje. Nie można zatem na podstawie tego typu testów stwierdzić, iż dana wspólnota jest destrukcyjna, a jedynie że jest taką potencjalnie.

Niektóre z tych testów skupiają się na rozpoznawaniu takich elementów, które występują — czy też wystąpiły — w ideologii sekt apokaliptycznych. Mogą zatem odegrać ważną rolę w zapobieganiu kolejnym tragediom wokół nowej religijności. Przykładem takiego kwestionariusza jest lista siedmiu kryteriów (sytuacji) autorstwa R.J. Liftona, świadczących jego zdaniem o możliwości generowania przez daną strukturę destrukcyjnych zdarzeń:

  1. „Przypisywanie przywódcy grupy statusu jedynego boga (no deity beyond guru).

  2. Posiadanie przez grupę wizji nadciągającej apokalipsy, która zniszczy świat, po to, aby mógł się odrodzić.

  3. Obecność w ideologii grupy nawoływań do popełnienia altruistycznego morderstwa lub zniszczenia świata po to, aby świat został uzdrowiony.

  4. Nieprzerwane nawoływanie członków grupy do oczyszczenia poprzez odrzucenie świata.

  5. Twierdzenia o posiadaniu broni masowej zagłady.

  6. Wysoki poziom agresji wewnątrz grupy, eliminujący skrupuły odnośnie do podejmowania przez nich działań nielegalnych.

  7. Zawarte w ideologii grupy twierdzenie o posiadaniu absolutnej prawdy, związane z używaniem środków technicznych (np. narkotyków, biotechnologii) w celu przekształcenia członków grupy i dokonania całkowitej transformacji świata" .

Inne testy, takie jak na przykład „Zaawansowany Formularz Bonewitsa Oceny Zagrożenia ze Strony Kultów" , lista sześciu kryteriów stworzona przez E. Barker starają się wychwytywać słabsze, mniej jednoznaczne sygnały. Umożliwia to ocenę grup o mniej radykalnych wizjach świata, które przecież stanowią większość tzw. nowej duchowości.

Niestety testy te, pomimo wysiłków ich twórców starających się dookreślić kryteria wprowadzania ocen, wciąż pozostawiają znaczny margines swobody interpretacji . A to oznacza, iż w rękach osoby potrafiącej umiejętnie ten margines wykorzystać, kwestionariusze te stać się mogą wygodnym narzędziem piętnowania zupełnie niegroźnych wspólnot wyznaniowych.

Obok podatności tych testów na instrumentalne wykorzystanie istnieje jeszcze jeden element mogący negatywnie wpłynąć na jakość uzyskanych wyników oraz ewentualnie utrudnić ich obronę w momencie pojawienia się głosów krytycznych. Mianowicie kwestionariusze te wskazują nierzadko na takie aspekty funkcjonowania potencjalnie destrukcyjnych grup religijnych, które występują także w grupach zupełnie normalnie działających; są ich elementem wspólnym, różnicuje je tylko skala. Zdecydowanie komplikuje to ich zastosowanie, wymuszając na przeprowadzającym badanie wzięcie pod uwagę szeregu dodatkowych reguł czy wyjątków. Przykładem może być wymieniana przez E. Barker izolacja geograficzna lub społeczna wspólnot, wskazująca na zwiększenie prawdopodobieństwa wystąpienia pewnych patologii w ich obrębie, jak to np. miało miejsce w Jonestown, mieście-państwie założonym w Gujanie przez szalonego przywódcę Świątyni Ludu J. Jonesa, czy w Waco, siedzibie Gałęzi Dawidowej rządzonej przez D. Koresha. W przypadku większości innych ruchów (np. Amiszów czy ruchów monastycznych) izolacja do niczego podobnego na ogół nie prowadzi.

Alternatywną wobec kwestionariuszy formą ujmowania zjawiska są definicje pojęć: sekta , sekta destrukcyjna , sekta kryminogenna i grupa psychomanipulacyjna . Definicje te na gruncie polskim powstawały często w związku z pracami nad oficjalnymi dokumentami poświęconymi zjawisku. Niestety wartość poznawczą tych definicji znacznie ogranicza niedookreślenie semantyczne pojęć lub zwrotów wchodzących w ich skład. Przykładem takiego mało precyzyjnego sformułowania jest chociażby zwrot mówiący o „znacznej rozbieżności celów deklarowanych i realizowanych" w definicji zaproponowanej przez twórców Raportu MSWiA, podany bez wyjaśnienia, w jaki sposób rozumieć ową „znaczną rozbieżność" . Mankament ten powoduje, iż o tym, jakie wspólnoty włączone zostaną do grona niebezpiecznych ugrupowań religijnych, decydować będzie sposób interpretowania elementów składowych definicji. A ten może być stosunkowo dowolny.

Powyższa prezentacja instrumentów badawczych stworzonych w celu wprowadzenia dystynkcji między wspólnotami zdrowymi a tymi, które szkodliwie oddziaływają na swoich członków i społeczeństwo wyraźnie unaocznia, iż prostego, uniwersalnego narzędzia po prostu nie ma i najprawdopodobniej nigdy nie będzie — poziom skomplikowania i zmienność rzeczywistości wyklucza a priori jego skonstruowanie. Dlatego też należy zgodzić się z J. Richardsonem, iż opiniując jakąkolwiek wspólnotę religijną trzeba przedsięwziąć szereg działań nakierowanych na dogłębne jej poznanie (m.in. przeprowadzić kwerendę w zakresie literatury źródłowej, uczestniczyć na zasadzie obserwatora w jej praktykach religijnych, przeprowadzić wywiady z liderem/liderami, członkami i ex-członkami a także z ich rodzicami, zapoznać się z zasadami jakie wspólnota wyznaje i propaguje etc.). Dopiero wówczas wydany osąd może być uznany za stosunkowo miarodajny i wiążący.

Data publikacji: 10-03-2008

<- Wróć do działu
Do góry