Kult "macho" a wzorzec Rambo


Działy   Wyszukaj

Radosław S. Czarnecki

Nie żyjemy dziś pod znakiem Oświecenia lecz w znacznie większej mierze
pod wszechstronnym wpływem prądów fundamentalistycznych.

Richard von Weizsäcker

Minęło już wiele lat od czasu jak Amerykanin D. Morel napisał powieść pt. „Pierwsza krew". Stworzył w niej postać superkomandosa Johna Rambo — współczesnego gladiatora, fantastycznego i nieziemskiego wojownika, mitycznego bohatera, który po traumatycznej dla USA (i świata zachodniego) wojnie wietnamskiej popada w konflikt z własnym społeczeństwem i sfrustrowany ginie w nierównej walce. Powieść ta miała za cel obronę „amerykańskich chłopców", którzy uczestnicząc w „brudnej wojnie" w Wietnamie sprzeniewierzyli się wartościom cywilizacji Zachodu: wolności, demokracji, postępowi czy podstawowemu prawu judeochrześcijańskiej kultury — nie będziesz zabijał .

Na fali studenckiej rewolty końca lat 60-tych XX wieku w Europie i obu Amerykach zanegowano niemal wszystko co w okresie powojennego dobrobytu stworzono dla poprawy sytuacji materialnej i kulturowej społeczeństw Zachodu. Rozpad kolonializmu, konflikt pokoleniowy rodziców (którzy czynnie uczestniczyli w II wojnie światowej) ze swoimi dziećmi (wychowanymi w okresie powojennym), ostateczne załamanie się wiary w postępowość światowego systemu komunistycznego i idee przezeń niesione (XX Zjazd KPZR, wypadki w Czechosłowacji, wcześniej na Węgrzech czy NRD, polski marzec AD '68 itp.), a także powstanie potężnego ruchu zwanego umownie „kontrkulturą" zmieniły pod koniec lat 70-tych minionego stulecia oblicze współczesnej cywilizacji. Stary świat ze swoimi wartościami, porządkiem, gospodarką, aksjologią odchodził w przeszłość. Coś się kończyło, wzrastała więc nostalgia i niepokój. W perspektywie tak skonstruowanej mentalności trzeba spoglądać dzisiaj na powstanie, mitologizację i wreszcie deifikację postaci osiłka utożsamianego z aktorem S. Stallone.

Po kilku latach moralnego, kulturowego i psychologicznego kaca Ameryka musiała zmumifikować i spetryfikować swą rolę w konflikcie wietnamskim, zgodnie z wersją American Way of Life. Zanegowano narodową ekspiację, odrzucono słabość „jajogłowych" i wielopłaszczyznowe spojrzenie na współczesność uprawiane przez mięczaków z liberalno-demokratycznej prasy czy elektronicznych mediów, potępiono w czambuł mazgajowate, inteligenckie rozdarte sosny, rozcinające włos na czworo, nie mogące (zdaniem ówczesnych decydentów i „macherów" od popkultury) nic zaoferować społeczeństwu żądnemu czynów . Nie przewidziano jedynie, że czyn ów przerodzić się może w kult przemocy, ogolony i gruby kark skinheada, preferencje dla nietzscheańskiej „siły woli", reaktywację mocy ciemnych, szatańskich i destruktywnych, tak w życiu materialnym jak i duchowym, w doczesności i religii, kulturze, sztuce i innych aspektach dzisiejszej rzeczywistości, a w efekcie — negację „Innego", co już jest zaprzeczeniem wartości demokratycznych, wolności osobistych jednostki i podstawowych praw człowieka.

Co prawda D. Morel popełnił błąd logiczno-komercyjny uśmiercając swego bohatera, ale w Stanach Zjednoczonych wszystko jest możliwe. Nawet reanimacja nieboszczyka.... Już w 1985 roku ukazuje się kontynuacja przygód zmartwychwstałego J.Rambo. Staje się alter ego słynnego barona Münhausena i jego niewiarygodnych przygód i opowieści. Przewagi i triumfy superkomandosa w starciach z komunistami są tyleż spektakularne co niesamowite, uniwersalne co prowincjonalne, śmiałe w technice filmowej co prymitywne w idei przesłania. Infantylizm, prostactwo formy, bezguście i antyracjonalizm obrazu charakteryzujące absolutną komercjalizację sztuki filmowej osiągnęły swój szczyt w cyklach o „ramboidalnych" bohaterach niebios. Ale waszyngtoński White House rządzony przez konserwatywną ekipę R. Reagana (jak określa go prof. R.Rorty „... ta bezmózgowa kukła w rękach bogatych" ) nawoływał do odbudowy amerykańskiego ducha podupadłego po wstrząsach wietnamskiej porażki, starć na tle rasowym i studenckiej rewolty. Gusty, mentalność, ogląd świata, aktorska przeszłość (czyli specyficznie hollywoodzka kategoria smaku) i upodobanie do „maccartyzmu" tego właśnie prezydenta wywierały zdecydowany wpływ na kierunki, którymi poczęła podążać kultura Ameryki, a za nią sporej części świata. Duch konserwatyzmu i prawicowości począł dąć przez Amerykę, a za nią — przez świat. „Dla radykalnej prawicy ówcześni Rambo stanowili bazę, spośród której rekrutowała swoich bojowników" . A ludzie prawicy zawsze koniec końcem są propagatorami rządów autorytarnych, opierających swe jestestwo na tradycji, niezmienności, konserwatyzmie i ustalonym od lat porządku (jest to tak pojemne określenie, że można doń wrzucić każdą ilość pojęć, wartości czy rozważań prawnych i bazować na nostalgii społecznej za „czasami minionym", choćby za epoką kiedy się było młodym....). R. Reagan był więc tylko uosobieniem określonej formacji mentalno-kulturowo-politycznej w ówczesnej Ameryce i świecie.

Bohater cyklu filmów o przygodach superkomandosa w Wietnamie, przedstawiany w konwencji komiksu, egzemplifikuje społeczną potrzebę posiadania ikony, sacrum, obiektu adoracji nieskalanego codziennym brudem, wzniosłego ideału. A to są przecież wartości, które zostały poważnie nadwerężone przez kontrkulturę, reprezentującą na pewno tendencje postępowe, demokratyczne, wolnościowe czyli sui generis lewicowe. Restauracja jest jednak zawsze lustrem rewolucji.

Macho to pewien symbol osobowego wzorca kultury patriarchalnej, śródziemnomorskiej, latynoamerykańskiej, odwołującej się do pierwotnych archetypów. Symbol kojarzony z określonym poczuciem honoru i wstydu, siły i wysublimowania, przemocy i czułości. Elegancja, sznyt, specyficzny rodzaj zblazowania, ale i bezwzględność, swoista opiekuńczość, nawet spolegliwość wobec słabszych: kobiet, dzieci, starców, ale i ostracyzm wobec „Innego" — pozostającego na antypodach wobec naszej: tradycji, oglądu świata, koncepcji życia. Wszystko jest otulone oparami dotychczasowej obyczajowości, przyzwyczajeń, patriarchalnych wizji rodziny i społeczeństwa, białych koszul, wąsików a la Zorro, noży i wizerunków Matki Boskiej na szyi oraz wszechobecnych krzyży. Kościoła w niedzielne południe i knajpy w świąteczny wieczór. Oczywiście w męskim gronie: albo w towarzystwie call girls, łóżkowe zabawy w prowincjonalnym hoteliku. 

W te wszystkie perspektywy doskonale wpisuje się nasz bohater powracający do Wietnamu by walczyć z komunistami. Rozwichrzona czupryna, splot mięśni na torsie czy grube muskuły na rękach, liczne blizny egzemplifikujące charakter J. Rambo i jego wyczyny, wystawiają jawne świadectwo osobowościom jakie kreowała i propagowała postać tego bohatera. Naoliwione, lepkie, lśniące ciało odwołuje się do helleńskich herosów walczących w imię olimpijskich ideałów. Kaloskagathos . Przy tym jawny antykomunizm, indywidualizm w działaniu (sam przeciw wszystkim — czyli większości „jajogłowych" zajętych dywagacjami etyczno-moralnymi czy filozoficznymi traktatami, prawami człowieka, wolnością obywatelską i dyskryminowanymi mniejszościami, którzy nadawali w imię „postępowości" kierunki i sposoby interpretacji świata), bezwzględność granicząca z brutalnością, a nade wszystko poczucie misji i przemożne szafowanie siłą fizyczną uczyniły z tego modelu bohatera filmowego nie tylko kanon X Muzy. Wspaniale egzemplifikuje on epokę konfrontacji, nie kompromisu, wyższości siły fizycznej — nie przymiotów umysłu, hołdu dla bicepsów - nie sztuki dyskusji, wymiany poglądów czy szacunku dla „Innego". W takiej perspektywie przeciwnik, interlokutor, konkurent zawsze jest zły, nieludzki, tępy i okrutny, niekompetentny i ograniczony ideologią praktykowaną bądź wyznawaną religią, obleśny, wręcz obmierzły, a na dodatek zawsze z czerwoną gwiazdką na czapce (obowiązkowo musi to być „leninówka").

Machismo - czyli pochodne od macho ogólne znaczenie samczości, męskości, naturalistycznej siły — przeniesiono, a w zasadzie doskonale skorelowano z poglądami neoliberałów i neokonserwatystów w USA (a także w innych częściach globu) chcących odzyskać utracone pozycje w społeczeństwach zachodnich. Na tej bazie antykolektywistycznych poglądów i trendów społecznie niesłychanie nośnych premier Wlk. Brytanii M. Thatcher mogła pozwolić sobie na stwierdzenie, że „...coś takiego jak społeczeństwo nie istnieje, istnieją tylko wolne jednostki". Leseferyzm i darwinizm społeczny na fali popularności postaci J. Rambo, wsparte zawsze obecnym (naturalistycznie uzasadnionym) kultem macho, w kręgach znacznej części patriarchalnie zorientowanej męskiej części populacji weszły na dobre do nauk społecznych i praktyki dnia codziennego.

Macho i Rambo to jasny podział na dobro i zło, świat biało-czarnych replik i bezdyskusyjnych wyborów. Moralność Kalego i etyka Zosi-Samosi.

Poczucie zagrożenia jakie przeżywał macho w okresie „przedramboidalnym" doskonale opisuje E. Hobsbawm powołując się na brazylijskie badania antropologiczno-socjologiczne . Owo zagrożenie przyniosła tzw. „kultura wielkich miast", która podcięła podstawy tradycyjnemu pojmowaniu honoru, rodziny, religii, roli kobiety itp. Dlatego m.in. tak popularną stała się postać samotnego wojownika, symbolizującego epokę indywidualizmu, a jego intencje upowszechniły komercyjne mass-media. Faktem jest, iż sztuka filmowa z minionych lat położyła znaczne zasługi w takim konstruowaniu rzeczywistości przez odbiorców: westerny, niezwykle popularne w latach 50- i 60-tych XX wieku wykreowały określony model samotnego, dobrego i uosabiającego prawo szeryfa, a role J. Wayne'a, G. Pecka czy G. Coopera stały się sztandarowymi kreacjami świata X Muzy. Jednak w ich postawach nie było nic politycznego, społecznie określonego, publicznie zdefiniowanego. Egzemplifikowali uniwersalnie pojmowaną walkę dobra ze złem. Z J. Rambo sprawa miała się inaczej . Był częścią i motorem krucjaty przeciwko „imperium zła" i wszystkiemu co było z nim związane. 

W wyniku eksplozji neokonserwatyzmu i neoliberalizmu wzmaganych leseferyzmem ekonomicznym warstw, którym się powiodło daleko lepiej niż innym członkom społeczeństw Zachodu i indywidualizmie, będącym hybrydą powszechnej potrzeby wolności, odżywać począł stary wiktoriański podział (odzwierciedlający stratyfikację społeczno-mentalną) na „godnych szacunku pracowników i niegodnych szacunku biedaków", którym się nie powiodło tylko z ich winy "...i to w bardzo gorzkiej postaci, w okresie wspaniałych lat światowego boomu, kiedy wydawało się, że pełne zatrudnienie daje gwarancję zaspokojenia wszystkich materialnych potrzeb pracowników" . Jak pisze prof. E.Luttwak w latach 80-tych minionego stulecia powróciła moda i zapotrzebowanie na służące, lokai, sprzątaczki, baby sitters, kamerdynerów. W czasach powojennego pokoju społecznego i prosperity były to rzeczy niespotykane. I to zarówno z powodów ekonomicznych jak i prestiżowo-socjologicznych.

Jak stwierdzono, macho jest osobnikiem kulturowo tradycjonalistycznym, religijnie — konserwatywnym (często fundamentalistycznym), cywilizacyjnie — patriarchalnym i hierarchicznym, politycznie — prawicowym bądź ultraprawicowym. Hołduje sile fizycznej, przemocy i bezwzględnemu stosowaniu w życiu codziennym nieformalnego - populistycznego i natywistycznego — kodeksu honorowego, będącego raczej odbiciem popularnych, często prymitywnych i woluntarystycznych, poglądów gawiedzi na prawo i funkcjonowanie społeczeństwa. Ma ów kanon często niewiele wspólnego z cywilizowanym, demokratycznym i zgodnym z normą rzymską pojęciem jurysprudencji.

Hierarchiczność drabiny społecznej i rola poszczególnych jednostek w życiu jest dana zgodnie z tradycyjnym opisem świata przez Boga-Ojca. Tu właśnie leżą podstawowe wartości wg których funkcjonuje naród; macho głównie mówi o narodzie, nie społeczeństwie, co zbliża go właśnie do Rambo walczącego w imieniu narodu amerykańskiego z „imperium zła". Mówi przede wszystkim o jednostkach, nie o obywatelach, dla których normą odniesienia są raczej prawa wynikające z tradycji Oświecenia i Rewolucji Francuskiej oraz z doświadczeń demokracji parlamentarnej w Europie Zachodniej. Jednostki utożsamiające się z kulturą machismo odwołują się do tradycji, hierarchii wartości, Boga-Ojca i będącego jego depozytariuszem ojca rodziny, podstawowej komórki funkcjonowania społeczeństwa.

Siłę stosuje się zgodnie z mandatem Boga, tradycji czy hierarchii wartości w dobrej sprawie. Sakralizacja przemocy jest doskonale znana z przeszłości . A w tym przypadku nastąpiła ona w symbiozie kulturowego wzorca macho z ideologią antykomunistycznej krucjaty, z superkomandosem Rambo na czele. Przemoc w takiej formie miała z jednej strony błogosławieństwo tradycji i ostoi patriarchalnej mentalności, a z drugiej — była elementem w krzyżowej wyprawie przeciwko absolutnemu złu. Stosowanie siły zawsze przeradza się w pogardę dla słabszego, przegranego, stojącego niżej w drabinie społecznych akceptacji czy preferencji. J. Rambo spotkał się więc po drodze z macho na platformie absolutyzacji przewag fizycznych jako najbardziej naturalnej (bo pierwotnej i atawistycznej, zgodnej z zasadami darwinizmu społecznego) formy rywalizacji jednostek.

Ponieważ 80 % filmów pokazywanych na świecie to filmy amerykańskie jest to najzwyklejsza inwazja kulturowa. Filmy, podobnie jak telewizja, elektronika czy sztuki wizualne, są z jednej strony częścią gospodarki, ale równocześnie i częścią kultury. Amerykanizacja globalnej cywilizacji postępuje niesłychanie szybko właśnie od przełomu lat 60 — i 70-tych. Wzory kulturowe i osobowe stają się własnością i obiektem identyfikacji większości ludzi na świecie. Zwłaszcza młodych i coraz młodszych.

Warto zaznaczyć, że istnieje wyraźny związek pomiędzy masowym charakterem wmontowanych reakcji i ich prezentacji w sztuce, kulturze, internecie, grach telewizyjnych, laserdroomach itp., a zachowaniami społecznymi. Uważa się powszechnie, iż „ ...najbardziej masową i destrukcyjną reakcją wmontowaną jest agresja. Nie tylko skutecznie redukuje napięcia, co sprawia, że człowiek szybko się jej uczy". Kultura tym samym staje się rozdartą podziałami i przesycona agresją . Kult macho i Rambo są tego klasycznymi przykładami.

Kultura takiego „czynu" preferowanego przez regano-thatcherowskich prestidigitatorów społecznych, rynkowych fundamentalistów czy neoliberalnych „oszołomów" wywierać poczęła wpływ na większość dziedzin życia, często w sferach dalekich od potrzeby gloryfikacji przemocy czy nadużywania siły fizycznej. Konkurencja, będąca podstawą kapitalistycznych stosunków gospodarczych sama przez się wymusza ofensywność, bezwzględność czy „miażdżenie słabszych". I zgodne jest to absolutnie z leseferyzmem powszechnie obecnym w ostatnich dziesięcioleciach w gospodarce, ekonomii i przestrzeni społecznej, gdyż prawo do przeżycia mają tylko najlepiej dostosowani, najbardziej konkurencyjni, najagresywniejsi osobnicy. Wynikiem takich wzorców osobowych jest natężający się „wyścig szczurów" przybierający formę hobbsowskiej „wojny wszystkich ze wszystkimi". Na placu boju pozostają tylko najsilniejsi, najsprytniejsi, tylko ci którzy przechytrzą, pokonają, pobiją i zniszczą swoich konkurentów, przeciwników, wrogów. Czyli „Innego" człowieka; „Innego" nie tylko z wyglądu, wyznawanej religii, nabytych przekonań politycznych czy reprezentowanego światopoglądu uważa się a priori za materiał do unicestwienia. Bo jest po prostu „Inny", stanowi dla mnie konkurencję i zaburza homogeniczność naszego, mojego świata.

Kult macho i osoba J. Rambo nie mają zrozumienia dla słabości, refleksji, dialogu czy jakichkolwiek dylematów. Są one bowiem dla nich synonimami „gorszości", „złego", „poniżenia" czy wartości nie-męskich. Egzemplifikują one raczej działania agresywnego rynku niż demokratycznie ułożonego społeczeństwa. Symbolizują naturalną siłę, witalność i chęć dominacji samca, czyli fizycznie silniejszego, niż dywagacje „jajogłowych" i uważanych za wyalienowanych mędrców z uczelnianych, pokrytych kurzem gabinetów bądź liberalnych „mydłków" z poczytnych i szacownych periodyków. Biceps i fallus w stanie erekcji są ich znamieniem, nie mózg i racjonalnie uzasadniony szacunek dla „Innego". Liczą się szybki seksualny numer, dzisiejsza przewaga „ja" nad „ty", medialny szum i seria „fotek" w tabloidach, „bezrefleksja" i finansowy zysk. Świat egzystuje w takiej perspektywie dziś, jutro jest nie ważne, bo można trafić w końcu na silniejszego, który cię wyeliminuje z gry.

Tak wygląda pokrótce konglomerat wzorca macho, teorii T. Hobbesa, leseferyzmu gospodarczego, kultu siły wyemancypowanego przez Rambo i niczym nieograniczonego, indywidualistycznego i bezwzględnie rynkowego kapitalizmu oraz jego efektów dla współczesnej cywilizacji.

Wartości demokratyczne dzisiejszego świata są powszechnie kontestowane i odrzucane przez coraz liczniejsze środowiska. Kult przemocy, siły i wszystkiego co łączy się z walką, ostrą konkurencją czy bezwzględnością przeczą bowiem naturze tych idei. Demokracja to kompromis, otwarcie, wielopłaszczyznowość, multikulturalizm, dyskusja, szermierka na argumenty i ucieranie stanowisk przy negocjacyjnym stole. Coś zupełnie przeciwstawnego niż wspomniane wcześniej wartości utożsamiane z macho czy Rambo. Dlatego demokracja więdnie w obliczu agresywnego rynku i wartości przez niego niesionych. Karleje. Zwija się. Jak słusznie zauważył H. Macmillan, brytyjski konserwatysta i premier rządu JKM w latach 1957-63 „negocjowanie zgody jest podstawą demokracji", a zgoda jest jak wiemy w tym ustroju ekwiwalentem kompromisu. Kompromis jest jak wiemy obcy zarówno Rambo jak i macho.

Wg G. Sorosa agresywny rynek i związane z nim wartości są zdecydowanie niekompatybilne z przymiotami demokracji. Podlegają bowiem diametralnie różnym zasadom,, wychodzą z antynomicznych przesłanek i promują przeciwstawne zachowania personalne. W wolnorynkowym kapitalizmie „...stawką jest dobrobyt, w demokracji — polityczny autorytet. Kryteria którymi te stawki się mierzy są również odmienne: w kapitalizmie — pieniądze, w demokracji- głos wyborczy obywatela. Rozbieżne są interesy, które mają być zaspokajane: w kapitalizmie jest to interes prywatny, w demokracji — interes publiczny" . Konglomerat demokracji i wolnorynkowej gospodarki z parasolem ochronnym państwa socjalnego jako spolegliwego i patriarchalnie zorientowanego opiekuna funkcjonujący przez okres „zimnej wojny" spowodował z jednej strony w odbiorze społecznym poczucie ich absolutnej symbiozy, a z drugiej — rozkwit klasy średniej, która sama w sobie stała się nośnikiem rozwoju demokracji na niespotykanym do tej pory w historii człowieka poziomie. Nie bez znaczenia była tu wymuszona konkurencja obozu realnego socjalizmu, stanowiącego przynajmniej w pewnym okresie poważne zagrożenie i wyzwanie dla systemu kapitalistycznego.

„Niestety w trzecim milenium wątpliwości związane z demokracją stają się bardziej wyraziste. Świat może ponownie wkroczyć w okres, kiedy zalety demokracji nie będą wydawały się już tak oczywiste, jak to miało miejsce w okresie od lat pięćdziesiątych do dziewięćdziesiątych" . Siła, przemoc, bezwzględność i brutalność zadają nieustanne i skuteczne ciosy tej idei. Nienawiść, pogarda, opresyjność i autorytaryzm przeczą same w sobie koncyliacji, dialogowi, szacunkowi dla interlokutora, zrozumieniu „Innego".

Videoewangelizacja machizmu , tego kaznodziejstwa telewizyjno-kinowo-komputerowego — szerzy się jak zaraza i jest m.in. egzemplifikacją wrogości z jaką współczesny kapitał traktuje demokrację. Staje się coraz bardziej widocznym, że sposób w jaki neokonserwatywna ekipa G. Busha jr. (oraz jej adherenci na całym świecie) pojmuje znaczenie demokracji jest produktem i twórczą kontynuacją opisywanych tu wzorców. Jak słusznie uważa czeski filozof V. Belehradsky „...Międzynarodowa hiperburżuazja, która decyduje o kierunkach i intensywności globalnych przepływów pieniędzy, informacji, emocji, idei i wyobrażeń coraz bardziej redukuje demokrację do czystej technologii wyborczej" . Obserwując polskie życie publiczne w ostatnich latach znaleźć możemy także dziesiątki przykładów na jego brutalizację, deprecjację i zaprzeczenie wzniosłych haseł o wolności, demokracji czy pluralizmie. Macho i Rambo znad Wisły i Odry mają się też dobrze.

Data publikacji: 24-02-2008

<- Wróć do działu
Do góry