Strategia polityczna Kościoła katolickiego - w poszukiwaniu kompromisu


Działy   Wyszukaj

Szymon Głąb

Kiedy mówię o polityce nie mam na myśli polityki w wąskim sensie, czyli wspierania działalności partii politycznych, lecz w sensie szerokim, jako sposób rozwiązywania sporów w wolnym społeczeństwie bez użycia siły . Zatem gdy rozważam działalność polityczną Kościoła katolickiego w Polsce, to nie wartościuję tego negatywnie, gdyż nie mam na myśli politykierstwa. Wychodzę z założenia, że w demokratycznym kraju każda grupa ludzi ma prawo formułować, bronić i walczyć o swoje przekonania i proponować odpowiednie regulacje i zmiany prawa.

Kościół katolicki w Polsce w sposób niezwykle skuteczny broni swoich racji i wywiera polityczny nacisk na rozwiązania i praktykę prawną. Punktem wyjścia tych rozważań niech będzie refleksja nad językiem hierarchów Kościoła oraz prawicowych polityków w sprawie aborcji. Twierdzą oni, że ustawowych rozwiązań w tym zakresie nie należy zmieniać, gdyż są one kompromisowe. Jeśli to kompromis to między kim a kim? Ustawa antyaborcyjna jest w istocie tak restrykcyjna, a nasze społeczeństwo na tyle nowoczesne, iż nie wydaje się, by obecne rozwiązania w tym zakresie mogły stanowić średnią stanowisk Polaków .

Jakiego zatem typu jest to kompromis? Otóż, wydaje się, iż jest to kompromis między najbardziej restrykcyjną, możliwą do wyobrażenia sobie ustawą, gdzie aborcja jest niedozwolona pod żadnym pozorem (nawet gdy ciąża jest owocem gwałtu lub zagraża życiu kobiety), a możliwością akceptacji rozwiązania przez większość Polaków. Obecny stan prawny jest dokładnie na granicy, po przekroczeniu której byłby on nie do zaakceptowania przez jakąkolwiek większość w naszym kraju . W minionym roku LPR złożył projekt zmian konstytucji, mający na celu wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji. Miał przy tym poparcie arcybiskupa Józefa Michalika, przewodniczącego Episkopatu Polski. Tak skrajna propozycja nie miała szans na wprowadzenie, lecz znamienne było, że nawet SLD w tamtym okresie przyjął katolicką retorykę z trudem wypracowanego kompromisu. Strona kościelna uzyskała w ten sposób kolejne potwierdzenie swojej siły politycznej, jeszcze większą defensywę partii lewicowej i pozostawiła wrażenie, że rozważa się jedynie dalsze zaostrzenie kursu. Episkopat prowadzi zatem politykę opartą na wartościach, ale nie pozbawioną realizmu.

Spróbujmy prześledzić schemat działania kościelnych hierarchów przy obronie swojego stanowiska . Gdy politycy podnoszą kwestię światopoglądową, głosząc poglądy sprzeczne z wykładnią Kościoła katolickiego, czy to będzie liberalizacja wspomnianej już ustawy antyaborcyjnej, czy nauczanie religii w szkołach, edukacja seksualna, refundowanie antykoncepcji, czy ostatnio próba regulacji prawnych w zakresie zapłodnienia in vitro, to biskupi szybko reagują przedstawiając swoje stanowisko. Robią to w trakcie mszy świętych, pozornie skierowanych jedynie do wiernych, co chroni ich przed posądzeniem o polityczne intencje. Ich stanowisko jest natychmiast opisywane w prasie, omawiane w radio i telewizji. Powoduje to uciszenie dyskusji wśród polityków, którzy w strachu przed siłą Kościoła wycofują się, łagodzą wcześniej przyjęte stanowiska, tłumaczą się ze swoich propozycji. Na polu bitwy pozostają jedynie nieliczni politycy lewicowi. Sprawia to wrażenie, że liberalne rozwiązanie popiera tylko skrajna strona polskiej sceny politycznej, której teraz łatwo przypiąć łatkę feministek czy lewaków.

Kiedy politycy przedstawiają swoje stanowisko, to oczekujemy od nich, że będą starali się wytłumaczyć swoje racje. Inaczej rzecz się ma z biskupami. Nie próbują oni bronić swojego stanowiska w krzyżowym ogniu pytań. Do tego „używają" prawicowych polityków, dziennikarzy i komentatorów. Ma to tę zaletę, że nawet jeśli ktoś taki skompromituje się, przedstawiając pozbawione sensu lub słabe argumenty, to biskupi mają czyste konto. Daje im to niespotykany w działalności politycznej komfort.

Dalej mnogość katolickich działaczy zaczyna tworzyć racjonalizacje kościelnego stanowiska. Mieliśmy okazję słyszeć dyskusje o momencie w których zarodek staje się człowiekiem, o mitycznym syndromie poaborcyjnym , o zagrożeniach jakie niesie z sobą antykoncepcja hormonalna, o negatywnym wpływie lateksu w prezerwatywach, wprowadzenie religii do szkoły miało być emanacją wolności religijnej, a wprowadzenie wychowania seksualnego miało doprowadzić do licznych deprawacji, obniżenia wieku inicjacji seksualnej i rozwiązłości , refundacja antykoncepcji i zapłodnienia in vitro, ma być gwoździem do trumny finansów służby zdrowia, co ma być niemoralne w obliczu niedofinansowania szpitali .

Dalszym etapem walki jest próba opanowania dyskursu publicznego przez narzucenie własnej nomenklatury. Fachowe terminy są zastępowane przez określenia ideologiczne. I tak aborcja staje się zabijaniem, płód — życiem nienarodzonym, polityka zdrowotna państwa w zakresie refundacji antykoncepcji i aborcji — cywilizacją śmierci itp. Wiele z tych metafor przenika do oficjalnego języka informacji, stawiając na przegranej pozycji oponentów i utrudniając merytoryczną dyskusję. Każdy zwolennik liberalizacji ustawy antyaborcyjnej staje się szybko mordercą dzieci nienarodzonych, zwolennikiem cywilizacji śmierci.

Gdy prawo jest już sformułowane po myśli hierarchów kościelnych, to każdą jego zmianę przedstawia się jako próbę naruszenia długo wypracowywanego kompromisu. Naruszanie konsensusu ma doprowadzić do nieobliczalnych perturbacji, jest atakiem na kościół, wartości chrześcijańskie, a wreszcie jest jedynie tematem zastępczym. Politycy nie chcą się tematem zajmować, bojąc się otworzyć puszkę Pandory i odkładają sprawę na czas, gdy będzie lepszy klimat, nie próbując nawet sprecyzować, kiedy to może nastąpić.

Należy tu wspomnieć, że biskupi na każdym etapie takich sporów mogą liczyć na protesty słuchaczy Radia Maryja. Nawet jeśli Radio Maryja może budzić pewne obiekcje natury estetycznej wśród niektórych hierarchów Kościoła, to pomaga w utrzymaniu jego politycznej siły w Polsce. Nie należy zatem oczekiwać ze strony biskupów zaostrzenia stanowiska wobec instytucji stworzonej i kierowanej przez ks. Tadeusza Rydzyka.

Z przedstawionych powyżej faktów wynika, że działalność polityczna Kościoła katolickiego w Polsce jest prowadzona z dużą wprawą i ma silniejszy wpływ na politykę państwa, niż by to mogło wynikać z faktycznego rządu dusz. Akcje polityczne są prowadzone w sposób modelowy: argumenty przebijają się z łatwością do dyskursu publicznego, zwolennicy są mobilizowani umiejętnie, krytyka jest szybko rozbrajana przez przedstawienie jej jako atak na wartości chrześcijańskie lub Kościół katolicki (udaje się to tym łatwiej, że lewica ma kompleks peerelowskiego stosunku do Kościoła), lobbing jest skutecznie prowadzony wśród konserwatywnych posłów. Nie zajmowałem się tutaj przyczyną tak dużej skuteczności tej działalności. Jest to zagadnienie niezwykle istotne, wymagające z całą pewnością gruntownej analizy.

Należy na koniec nadmienić, że wpływ polityki Kościoła katolickiego w Polsce dotyczy nie tylko rozwiązań ustawowych, ale także praktyki prawnej. Sprawy Alicji Tysiąc i państwa Wojnarowskich pokazują, że możliwość dochodzenia praw do legalnej aborcji urąga podstawowym zasadom państwa prawa. Tematu tego nie podejmują politycy, zaliczając, jak sądzę, tę praktykę do kompromisu. Obecne stanowisko biskupów wobec in vitro prawdopodobnie nie doprowadzi do zmian prawnych. Stan obecny, kiedy wysoka cena terapii stanowi zaporę dla dużej części bezpłodnych par, wydaje się wystarczająco kompromisowy.

Data publikacji: 03-01-2008

<- Wróć do działu
Do góry