Bałkański spleen (konfrontacja kultur, religii, tradycji, mentalności)


Działy   Wyszukaj

Radosław S. Czarnecki

Bóg i Jego Posłaniec są wolni od zobowiązań
Koran, sura IX (at-Tauba)

Półwysep Bałkański z tytułu swojej historii, demografii, różnorodności kultur i cywilizacji zwany jest „kotłem". Tu spotykają się od wieków trzy najważniejsze religie monoteistyczne basenu śródziemnomorskiego - judaizm, chrześcijaństwo i islam. Tu następowała przez wieki konwergencja kultury rzymskiej i bizantyjskiej, później cywilizacji zachodniej i wschodniej, konfrontacja Osmańskiej Turcji z koalicjami spod znaku krzyża, tu ścierało się prawosławie z katolicyzmem (korzenie tej rywalizacji sięgają podziału Cesarstwa Rzymskiego przez cesarza Teodozjusza I oraz rywalizacji z czasów misji św.św. Cyryla i Metodego). Tu wreszcie formujące się w XIX wieku narody ostro walczyły z okupacją turecką, a także między sobą. To tu wybuchła I wojna światowa, a rozpad jednego z elementów światowego systemu realnego socjalizmu przebiegał w wyjątkowo burzliwy i krwawy sposób.

Polityczny kształt płw. Bałkańskiego dziś, to szereg drobnych państw. Proces ich powstawania (na bazie byłej Jugosławii — i nie tylko, gdyż „zasada domina" może rozszerzyć ten proces na cały region) nie jest jeszcze zakończony. Także przebieg granic ze względów społecznych, politycznych, religijnych, kulturowo-cywilizacyjnych czy historycznych znajduje się w fazie dalekiej od ustabilizowania, a rozpoczęcie zmiany granic w jednym elemencie całego układu pociągnie zapewne za sobą kolejne, gdyż pretensji, parcia do tych zmian czy uwarunkowań cywilizacyjno-kulturowych (prawdziwych czy wydumanych) w tej mozaice religii, kultury, języków, historii czy sprzeczności społeczno-ekonomicznych jest bez liku.

Rozpad Jugosławii został potraktowany przez globalne media z Zachodu w sposób modelowy pod względem nowego sposobu urabiania opinii publicznej i teatralizacji konfliktów zbrojnych na miarę XXI wieku. Nie starano się ukazać w sposób obiektywny skomplikowanego procesu, na który składały się wielowiekowe pokłady wzajemnych animozji, konfliktów, uprzedzeń; historia, religia, relacje między wspólnotowe, zależności czy zagadnienia narodowościowe. Przyjęto prosty, by nie powiedzieć prostacki, model funkcjonowania — oto źli Serbowie, utożsamiani z ideologią komunistyczną (czy postkomunistyczną) niewolą pozostałe narody czy grupy etniczne, dopuszczają się wobec nich zbrodni — nawet ludobójstwa, gnębią ich kulturę, język czy religię. Polskie media też były w tym konflikcie przeważnie „stroną". Taki schemat funkcjonował niemal do tej pory - dopiero współcześnie, także na bazie twórców kultury z państw b.Jugosławii - nie-Serbów — padają kolejne mity; zaczyna się mówić i pisać o przemilczanych skrzętnie faktach i problemach czy ujmować zagadnienia bałkańskie bardziej syntetycznie i obiektywnie (nie utylitarnie i wąsko nacjonalistycznie) .

Wieloletni i w końcowej fazie niezwykle krwawy proces rozpadu państwa jugosłowiańskiego (który rozpoczął się w zasadzie po śmierci marszałka J.B.Tito) może służyć jako wzorcowy przykład z jednej strony bezrefleksyjnego, tabloidowego dziennikarstwa (i to w zdecydowanej większości mediów) sensacyjno-jednowymiarowego, a z drugiej — czysto utylitarnego, wiedzionego narodowym interesem profilu publicystyki stymulowanego przez wielką politykę (np. jednoznaczne opowiedzenie się Niemiec i Watykanu za niepodległością Słowenii czy Chorwacji, finansowa i militarna pomoc RFN dla Chorwacji - nieoficjalna i oficjalna — w wojnach z Serbami czy beatyfikacja 3.10.1998 r. przez Jana Pawła II kard. A.Stepinaca, bardzo kontrowersyjnej postaci Prymasa faszystowskiej Chorwacji rządzonej przez poglavnika dr. A.Pavelicia). Ukazał też bezpłodność i marazm Unii Europejskiej opartej wciąż o aktualne, narodowe i tym samym XIX-wieczne imponderabilia czy interesy.

W tej właśnie perspektywie uświadomiony został większości myślącym progresywnie Europejczykom pewien paradygmat, iż skuteczność i przyszłość projektu jakim ma być UE na światowej scenie geopolitycznej zależna może być jedynie od podniesienia na wyższy stopień integracji i sukcesywnego wyzbywania się przez poszczególnych członków wspólnoty swych kolejnych narodowych, uważanych do tej pory za niepodważalne, prerogatyw.

Nie bez znaczenia były tu też uprzedzenia antykomunistyczne, szczególnie silne w krajach b.bloku wschodniego, zaraz po upadku sytemu radzieckiego w 1989 roku (po czerwcowych wyborach w Polsce). A silne zaangażowanie emocjonalne pozbawia przeważnie ostrości i dystansu spojrzenia, obiektywizmu czy tak pożądanej neutralności.

Jak zauważył pod koniec XX w. T.G.Carpentier w kontekście tych zagadnień, autor książki The Captive Press: Foreign Policy Crises And First Amendment, właśnie „tu widać jasno przypadek napędzania polityki rządu przez prasę. Było to ewidentne w Bośni. Teraz znów widzimy to w Kosowie...".

Takim schematycznym i wybiórczym sposobem przedstawiania poszczególnych faktów jest np. sprawa ludobójstwa jakiego dopuściła się armia Serbów bośniackich w dniach 12-16.07.1995 r. w Srebrenicy (wsch. Bośnia) na ponad 8 tys. bośniackich muzułmanach. Mało kto jednak wie, iż 12 lipca wypada tzw. Petrov dan to jest święto serbskich wspólnot (przede wszystkim w Bośni, Krajnie czy Posavinie) o korzeniach jeszcze pogańskich. Wieczorami i nocą poprzedzającą ten dzień we wsiach pali się olbrzymie ogniska, odbywają się spotkania, tańce, śpiewy. W 1992 roku mudżahedini walczący po stronie Bośniaków pod dowództwem m.in. N.Oricia wymordowali w czasie Petrov dan ok. 3 tys. świętujących serbskich wieśniaków z okolic Srebrenicy, Bratunca i Kravicy. W Kravicy znajduje się cmentarz serbskich ofiar. Też odbywają się uroczystości ku czci pomordowanych kobiet, dzieci, starców, mężczyzn, podobnie jak w pobliskiej Srebrenicy gdzie pielgrzymuje oprócz rodzin ofiar cała postępowa i antywojenna Europa. Czy media o tym informują ? Czy pokazywane są zdjęcia, filmy, reportaże ? Czy wzbudzają refleksję nad istotą i uwarunkowaniami, a także nad efektami, tej wojny ?

Naser Oric, bośniacki liljani heroj i mudżahid (dla Serbów i Chorwatów bośniackich — muslimanski terrorist), odsiedział w Hadze 2 lata (nie udowodniono mu bezpośredniego uczestnictwa w tych masakrach, a jedynie brak nadzoru nad podległymi mu bojówkami w Srebrenicy, kiedy to zamęczono na posterunkach tychże formacji ponad 300 Serbów bośniackich). Powrócił do Bośni i cieszy się sławą bohatera narodowego, obrońcy islamu, mudżahedina i ....Europejczyka.

Będąc przy bośniackim epizodzie tej wojny należy podkreślić udział ochotników z krajów islamskich (np. zaprawionych w bojach z Armią Czerwoną w Afganistanie mudżahedinów) oraz oddziałów tzw. szahidów (to międzynarodowe oddziały, w późniejszym okresie składające się też z autochtonicznych muzułmanów bośniackich, odziane na defiladach zawsze w białe burnusy, oznaczające się niezwykłą odwagą, wyrafinowanym okrucieństwem i pogardą śmierci). To na tym terenie i w tym czasie po raz pierwszy mudżahedini obcinali głowy swym ofiarom; analogia z późniejszymi o dekadę incydentami w Iraku nasuwa się sama . Media o tym wówczas nie informowały, nie epatowały zdjęciami tych egzekucji i nie nagłaśniały tych faktów (trudno powiedzieć czy ze względu na drastyczność czy na ochronę wygodnego i powszechnie przyjętego modelu). (tu jednak media obficie prezentowały szczegóły i informowały o tych egzekucjach). Makabryczne wrażenie robią zdjęcia upieczonego żywcem na rożnie przez wspomniane oddziały ochotnicze serbskiego żołnierza (żył jeszcze trzy dni).

Zwłaszcza w Polsce informacje na temat tych wydarzeń były w swoim czasie wyraźnie cenzurowane i wybiórczo serwowane opinii publicznej. Uważano za serbską propagandę informacje o masowym udziale ochotników z krajów islamskich po stronie Bośni kierowanej przez R.A.Izetbegovicia. Warto w tym miejscu przytoczyć wypowiedź płk. S.Sibera, z-cy głównodowodzącego Armii B. i H. (później zdymisjonowanego) dla SUNDAY TIMESA (27.06.1993 r.), który stwierdził wówczas, iż „...pomyłką było wpuszczenie tutaj mudżahedinów. Popełniają większość okrucieństw i działają przeciwko interesom muzułmanów bośniackich. Zabijają, rabują, mordują". Dziwnym trafem polskie publikatory nie przytaczały tego wywiadu.

Z kolei wspomniany przywódca Bośni prezentowany jako prześladowany przez reżim J.B.Tito za „antykomunizm" w 1970 roku był autorem tzw. Deklaracji islamskiej. Zakładała ona powstanie w nieokreślonej przyszłości muzułmańskiego państwa w Bośni w komunii z cała ummą islamską na świecie (R.A.Izetbegovic był zdeklarowanym panislamistą, adherentem S.Qutba i jego koncepcji ). Napisana na jej podstawie Deklaracja Niepodległości Bośni i Hercegowiny stwierdzała w części poświęconej celom powołanej Muzułmańskiej Rady Narodowej, w artykule zatytułowanym „Co się stanie z Serbami w Islamskiej Republice Bośni i Hercegowinie ?", m.in. w p. 1, że kary dla Serbów za popełnione przez nich zbrodnie będą orzekane wg odpowiedzialności zbiorowej: w p. 2, że wszyscy Serbowie będą mieli 12. godzinny dzień pracy i ich płace będą z reguły 30 % niższe niż płace muzułmanów na tych samych stanowiskach: w p. 3, że Serbowie będą mieli pierwszeństwo w czasie zwolnień zbędnych pracowników: w p. 4, że Serbowie nie będą mogli wejść na teren instytucji państwowych bez specjalnych przepustek: w p. 8, że Serbowie będą równi muzułmanom, jeśli z własnej woli przyjmą wiarę muzułmanów: p. 9, że dobry Serb to żywy i posłuszny Serb albo martwy i nieposłuszny Serb .

Islamizacja codziennego życia jaką chcą narzucić w dzisiejszej Bośni pozostali na tym terenie wahhabici i mudżahedini (którzy otrzymywali w początku lat 90-tych XX wieku masowo obywatelstwo tego kraju) jest widoczna gołym okiem. Pisze m.in. o tym wspomniany już G.Beric . Przykładem tych tendencji niech będzie popularna piosenkarka bośniacka Dragana Marković, która jeszcze w latach 90 występowała w video clipach ubrana jak przeciętna, popowa wokalistka, niczym nie różniąca się od setek podobnych do niej „gwiazdeczek" popkultury z Grecji, Włoch, Belgii, Węgier, Polski czy Norwegii. W aktualnie promowanych przez telewizję sarajewską teledyskach jej strój jest co najmniej stonowany, nie ma jeansów czy kusych spódniczek, a włosy przysłonięte są woalką stylizowaną na hidżab .

Kolonie wspomnianych osadników niosących w serce Bałkanów teorie religijnego fundamentalizmu muzułmańskiego i islamizmu znajdują się przede wszystkim tam, gdzie w czasie wojny w Bośni usytuowano obozy szkoleniowe dla miejscowych mudżahedinów prowadzone przez weteranów z Afganistanu, Pakistanu czy Sudanu na potrzeby konfliktów w b. Jugosławii jak i w perspektywie działalności terrorystyczno-fundamentalistycznej w całej Europie. Ten fakt, niezauważany przez Zachód w chwili trwania bośniackiej wojny, potwierdzają nie tylko wcześniejsze zamiary R.A.Izetbegovicia zawarte we wspomnianej Deklaracji stworzenia, na bazie bośniackich muzułmanów, islamskiego państwa na Starym Kontynencie, ale i wypowiedzi prominentnych polityków świata islamu, np. Hassana al-Turabiego (wywiad dla Spiegel-TV z 1992 r.). Sudański fundamentalista mówi w nim wprost o przyszłości państwa bośniackiego jako wzorcowego kraju opartego o idee wojującego islamizmu, który by niósł je do Europy i stanowił zaporę przed kulturą Zachodu.

Również w tej poetyce brzmiały późniejsze co prawda (z początku XXI wieku), ale znaczące enuncjacje i projekty muzułmańskich polityków i działaczy z Bośni czy Albanii dotyczące solidarności i współpracy (w perspektywie stworzenia nawet bliżej nieokreślonej konfederacji) wyznawców Proroka Mahometa na całych Bałkanach, obejmujących zwarte tereny Bośni, Sandżaku (rejon granic Serbii, Albanii i Czarnogóry), części czarnogórskiego wybrzeża, Albanii, Kosowa, doliny Preseva — Bujanovaca — Medvedji (pogranicze Serbii, Kosowa i Macedonii), zach. i płn. Macedonii oraz Czamerii (po albańsku tak nazywany jest grecki Epir).

W tak skrojonej perspektywie zmian obowiązujących od II wojny światowej granic na Bałkanach (co stanowi niezwykle delikatną i wielowymiarową konstrukcję) można też ująć wypowiedzi prominentnych polityków z Tirany nt. projektu tzw. Wielkiej Albanii. Obejmować by miała tereny zamieszkałe dziś przez Sziptarów (w czasie konfliktu o Kosowo większość mediów twierdziła, że jest to humbuk i wymysł propagandy serbskiej), a w jej skład wejść by miały oprócz właściwej Albanii: Kosowo i Metohija, dolina Preszeva -Bujanovaca — Medvedji (Serbia), Sandżak (Serbia i Czarnogóra), Czameria (grecki Epir), płn. i zach. część Macedonii oraz gminy Ulcinj, Tuzi, Plav i Rożaje (Czarnogóra) . Ambasador USA w Macedonii Ch.Hill tak spuentował ten postponowany wielokrotnie i dyskretnie przemilczany problem: „...Spędziliśmy lata 90-te martwiąc się o Wielką Serbię. To już skończone. Będziemy dobrze spędzać czas w nowym wieku martwiąc się o Wielką Albanię".

Jest to problem istotny i realny w perspektywie najbliższego czasu. Na wymienionych obszarach Bałkanów — w mniej lub bardziej oficjalny sposób (w Grecji w sposób zakonspirowany) — działa organizacja quasi-terrorystyczna i polityczno-wojskowa AKSh (Albańska Armia Narodowa) mająca na celu materializację idei Wielkiej Albanii czy to w sposób pokojowy, czy w wyniku konfliktu zbrojnego. Mimo, iż władze w Tiranie prześladują ww. organizację współpracując z międzynarodową wspólnotą antyterrorystyczną, AKSh posiada spore wpływy w albańskich elitach i poparcie społeczne. Wchłonęła ona te elementy WAK (Armia Wyzwolenia Kosowa) i WAP (Armia Wyzwolenia Preseva-Bujanovaca-Medvidji), które nie uznały umów i porozumień międzynarodowych w sprawach b.Jugosławii i NATO-wskiego rozjemstwa. W oficjalnych enuncjacjach domaga się m.in. powrotu do greckiego Epiru ponad 200 tys. Albańczyków, wysiedlonych z tych rejonów po II wojnie światowej, czy organizacji Macedonii na zasadach konfederacji dwóch podmiotów — albańskiego i słowiańskiego (aktualnie ok. 60 % FYROM to Macedończycy, ok. 25-30% to Albańczycy i Turcy). Przyrost naturalny muzułmanów sprawia, iż za ok. ćwierć wieku będą oni nacją dominującą w Macedonii.

Także symptomatycznym epizodem jest postawienie pomnika w Prekazie k/Pristiny (Kosowo) jednemu z dowódców WAK A.Jashariego poległego w 1998 (uważanego przez Serbię i część opinii międzynarodowej za terrorystę) w starciu z serbską policją, przy udziale albańskich i kosowskich oficjeli. Monument został odlany w Tiranie i stamtąd przewieziony wśród wiwatujących tłumów do Kosowa. Taka demonstracja jedności i narodowych uczuć Albańczyków i Kosowarów winna być przestrogą dla opinii publicznej i polityków UE. Duch nienawistnej frustracji, nacjonalizmu, ksenofobii i niechęci do „Innego" nadal jest bowiem aktywny na Bałkanach .

Ewentualność jakichkolwiek zmian granic w tym rejonie Europy wobec tak skomplikowanej i wielowarstwowej sytuacji, może być niezwykle niebezpiecznym i mającym o wiele szersze reperkusje przedsięwzięciem (rzutującym na całokształt stosunków międzynarodowych). W tej np. perspektywie — realizacja, poprzez niepodległość czyli oderwanie od Serbii Kosowa, dążeń Albańczyków do stwarzania faktów dokonanych w drodze ku „Wielkiej Albanii" — powrót do idei „Wielkiej Serbii" (nie mówiąc już wówczas o materializacji jednoczenia w jednym państwie np. Węgrów czy Rosjan, żyjących obecnie w diasporach w krajach sąsiadujących z macierzą) byłby sprawą naturalną i otworzyłby na nowo pole do konfliktów zbrojnych na Bałkanach.

Przywołany tu przykład Kosowa (a po części i Bośni) jest interesujący Europę też z innego punktu widzenia: z tytułu przeciwdziałania przestępczości zorganizowanej, przemytowi narkotyków, handlu „żywym towarem" i bronią, a przede wszystkim — szerzeniu ideologii islamizmu wśród obywateli państw UE wyznających wiarę Mahometa oraz utwierdzania bazy dla terroryzmu muzułmańskiego na Starym Kontynencie. Przykładowo - przed wojną w Kosowie policja serbska konfiskowała miesięcznie w tym rejonie ok. 1,5 kg heroiny, w 1999 roku przejęła tonę tego narkotyku.

Jak podają miarodajne źródła (np. UNMIK, KFOR, ONZ czy INTERPOL) ponad 80 % narkotyków sprowadzanych do Europy przechodzi przez Bośnię i Kosowo. W ich dystrybucję zaangażowane są zarówno mafijne struktury oparte o klanowo-rodową strukturę społeczną, jak i niedowład miejscowej administracji czy władzy oraz zaszłości z okresu bezpośrednich walk (np. WAK, WAP czy etniczne bądź prywatne „armie" w Bośni dla których handel narkotykami był podstawowym środkiem zdobycia funduszy na zakup broni i amunicji).

Należy też brać pod uwagę emocje i nastroje rewanżystowsko-nacjonalistyczne panujące na tych terenach. Oto np. w samym Kosowie po wypędzeniu ponad 250 tys. Serbów, Chorwatów, Żydów i Romów (a także Albańczyków sprzeciwiających się secesji, głownie katolików) przez zwolenników WAK (obecnie nie-albańskie wspólnoty w liczbie ok. 100 tys. osób żyją w enklawach chronionych przez żołnierzy niemieckich i francuskich - rejony Gracanicy i Mitrovicy) zniszczonych zostało bardzo wiele materialnych dóbr kultury prawosławnej (cerkwie, monastyry czy nawet cmentarze), które czasami przetrwały wielowiekową okupację osmańską (przykładem tego mogą być: rok 1999 kiedy to WAK bądź agresywne tłumy zniszczyły 145 sakralnych obiektów kultu prawosławnego czy pogromy w Mitrovicy i okolicach w marcu 2006 r.). Albańskie władze Kosowa (zresztą znaczna ich część wywodzi się z WAK, np. A.Ceku, b.premier Kosowa, oskarżany przez kosowskich Serbów o zbrodnie wojenne czy H.Thaci — znany ze swej działalności w Kosowie i Macedonii) nie mogą, bądź nie chcą, przeciwdziałać aktom wandalizmu czy pospolitym przestępstwom; oprócz oczyszczania Kosowa z pamiątek materialnej obecności Serbów. Na tych terenach organizowane są wypady bojówek albańskich poza granice Kosowa (do Serbii czy Macedonii), a ich celem padają właśnie zabytki świadczące o słowiańskiej i prawosławnej tradycji regionu . O muzułmańskim i fundamentalistycznym rodowodzie tych ataków świadczą częste zniszczenia twarzy na prawosławnych freskach czy ikonach - ikonoklastyczny rys w islamie zabraniający jakiejkolwiek artystycznej prezentacji personalnej.

Rzut oka na mapę Bałkanów zwraca uwagę na tereny zamieszkane przez miejscowych muzułmanów rozciągające się zwartym pasem od zach. Bośni (rejon Bihaća, wciśnięty w tereny Chorwacji), przez Bośnię środkową i południową, czarnogórski i serbski Sandżak, wschodnie tereny Montenegro, Albanię, Kosowo i Metohiję, znaczną część Macedonii (zachód i północ), pd-wsch. Serbię, górskie rejony Bułgarii (tu żyje większość z 0,5 mln. grupy tzw. Pomaków, zislamizowanych Słowian bułgarskich) po granice Turcji. To są autochtoniczni muzułmanie europejscy (nie licząc wspominanych kolonistów-wahhabitów i mudżahedinów pozostałych w Bośni i Hercegowinie). Te wspólnoty religijne we wszystkich krajach regionu (gdzie islam stanowi mniejszość bądź taką stanowił w przeszłości — wyjątkiem jest tu Albania) z racji historii, stosunków społecznych i politycznych zaszłości należą do grup raczej upośledzonych i gorzej sytuowanych. Z tego tytułu są podatnym materiałem, w powiązaniu z renesansem islamu i jego bogatym zapleczem saudyjsko-petrodolarowym, na infiltrację idei islamizmu i religijnego fundamentalizmu. Ta podatność skłania się także ku tym siłom dlatego, że w całej kulturze Zachodu widać wszechobecną predylekcję ku sile, zwartości, jednoznaczności, minionym pryncypiom, egoizmowi i izolacjonizmowi. Unilateralizm zwycięża najczęściej kosztem pluralizmu, jedność kosztem dyspersji, monolog kosztem dialogu, dogmat kosztem wątpliwości. Widzimy to w Polsce Kaczyńskich, Francji Sarkozy'ego, Danii Kjaesgaard czy Ameryce Busha. Pokłosie kontrrewolucji konserwatywnej zbiera już swe owoce nie tylko w gospodarce i polityce, ale i w sferze kultury.

Najświeższym przykładem tendencji wywrotowych na tych terenach są informacje z serbskiej części Sandżaku — 17.03.2007 w odległości 30 km od Nowego Pazaru służby specjalne zlikwidowały zakonspirowany obóz szkoleniowy dla terrorystów w którym znaleziono broń, materiały wybuchowe, amunicję, noże i mundury. Zatrzymano kilka osób związanych z islamskim terroryzmem (grupa Vehabije działająca na terenie Bośni, Serbii i Czarnogóry. Kierujący organizacją Ismail Prentić zbiegł. W kwietniu br. został on jednak zastrzelony w starciu z serbską policją w miejscowości Donja Trnava (tu zatrzymano jedną osobę z ww. organizacji). Aktywność radykalnych islamistów przebiega jednak w wielu płaszczyznach, nie tylko na niwie terroryzmu i walki zbrojnej.

Ulemowie , mułłowie i pomniejsi duchowni muzułmańscy są zazwyczaj importowani z krajów gdzie islamizm święci triumfy (Arabia Saudyjska, Pakistan czy Egipt). Także Turcja, naturalny i historycznie uwarunkowany partner muzułmanów na Bałkanach, udzielająca zawsze tym wspólnotom w przeszłości pomocy materialnej, duchowej itd., zarażona została radykalnym islamem (zwłaszcza jeśli chodzi o system edukacji i kształcenia duchownych ).

Miejscowi, umiarkowanie i dialogowo, nastawieni duchowni (np. powszechnie szanowany w Europie Zach. Wielki Mufti Sarajewa Mustafa Cerić) są krytykowani, pomijani i ignorowani przez coraz liczniejszych i poszerzających swe zaplecze radykałów.

Taka polityka, nastawiona na sferę kultury, edukacji, świadomości jest obliczona na przyszłość, na dekady, celem urabiania umysłów i mentalności młodego pokolenia bałkańskich muzułmanów.

Islam bałkańskich wyznawców Proroka Mahometa był dotąd spolegliwą oraz wiodącą cichy żywot wspólnotą religijną, koncentrującą się na zagadnieniach lokalnych i nie przejawiającą żadnych uniwersalistycznych dążeń, wtopioną w mozaikę religii, narodowości, języków czy światopoglądów immanentnych w tej części Starego Kontynentu. Dziś w wyniku splotu określonych zdarzeń stanowi jedno z pól konfrontacji cywilizacji Zachodu z radykalnym islamem. Jest to jedno z największych wyzwań przed jakim stoi kultura i polityka zachodniej, zjednoczonej Europy.

Podsumowując należy stwierdzić, że rozwiązanie problemu bałkańskiego musi znaleźć miejsce w globalnym pomyśle Unii Europejskiej i społeczności międzynarodowej na urządzenie tego „miękkiego" podbrzusza Europy zgodnie z „duchem" XXI wieku i jego wyzwań. I nie chodzi tylko o przyjęcie en bloc wszystkich krajów regionu do UE. Taka perspektywiczna i racjonalnie wyglądająca decyzja (ze względu na piętrzące się nie tylko przed Bałkanami trudnościami i zagrożeniami) miałaby na pewno zarówno wymiar symboliczny jak i praktyczny. Symboliczny — bo przynajmniej w części wspólnota europejska odrobiłaby zaległości i zaniedbania powstałe w wyniku kunktatorstwa, uprzedzeń czy zaniechań, sympatii i antypatii własnych w krajach b.Jugosławii z początku lat 90-tych XX wieku. Praktyczny — bo osłabiłoby w wymiarze krótko- i dalekosiężnym możliwości infiltracji przez islamizm i muzułmański fundamentalizm religijny europejskiego teatrum cywilizacyjno-kulturowego, pozbawiło je atrakcyjności i kreatywności w wymiarze materialnym. Chodziłoby w tym akcie także o potwierdzenie właśnie dla multikulturowości Unii Europejskiej, stanowiącej ideę nie tylko klubu bogatych krajów Zachodu Europy i strefy „wolnego rynku", ale przede wszystkim propozycji wspólnoty dla kulturalno-historycznych doświadczeń społeczeństw Starego Kontynentu wywodzących swą tożsamość z różnych (często przeciwstawnych i zwalczających się w przeszłości) korzeni.

* Spleen — (z j.angielskiego — spleen, śledziona, złość, przyczyna hipochondrii), nastrój zniechęcenia, biernego wyczekiwania, przygnębienia, melancholii, apatii, nudy, poniekąd kwietyzmu, uległego poddania się losowi.

Data publikacji: 18-10-2007

<- Wróć do działu
Do góry