Być racjonalistą


Działy   Wyszukaj

Bogdan Miś

Jestem racjonalistą - mówi o sobie z dumą wielu ludzi. I ja tak o sobie chciałbym mówić.

Cóż to jednak znaczy?

Jak niemal każde słowo - również i słowo „racjonalista" jest ogromnie wieloznaczne.

Po pierwsze, może ono oznaczać człowieka przyjmującego, że to w rozumie jest główne — a w skrajnym przypadku nawet jedyne — źródło poznania i kryterium prawdy. Ten typ racjonalizmu uznaje więc możliwość poznania całkowicie niezależnego od jakiegokolwiek doświadczenia, a przeto nawet i od rzeczywistości materialnej. Jego skrajnemu wyznawcy taka rzeczywistość w istocie nie jest do niczego potrzebna: tworzy on swoim rozumem rzeczywistość własną.

Wbrew pozorom, takie podejście, choć dla wielu - materialistów specjalnie — na pierwszy rzut oka nieco dziwaczne, bywa arcytwórcze. Wspomnijmy choćby matematyka. Świat jego pojęć i twierdzeń jest właśnie jego osobistą rzeczywistością, która nie musi mieć nic wspólnego z obiektywnie istniejącą rzeczywistością fizyczną, materialną; a mimo to nie powiemy przecież, że ten jego świat jest społecznie czy naukowo bezwartościowy.

I nie o to chodzi, że najbardziej nawet abstrakcyjne i z pozoru niczemu dokładnie nie służące spekulacje mogą się — jak to niejednokrotnie historia nauki wykazała — okazać niespodziewanie cenne praktycznie. Chodzi o to, że ów „świat pomyślany", rządzący się prawami czystej logiki i w jej rozumieniu niesprzeczny, może w pewnym sensie istnieć niezależnie od rzeczywistości zbudowanej z elektronów, protonów i neutronów.

Podkreślmy na marginesie, że najskrajniejsi nawet wyznawcy omawianego poglądu nie są wcale „filozoficznie zobowiązani" do negowania istnienia i poznawalności rzeczywistości materialnej. Oni po prostu tym „fragmentem świata" nie muszą się zajmować, może on być dla nich poznawczo obojętny.

Wśród wyznawców tego poglądu znajdziemy nazwiska wielkie; wystarczy ze starożytności wspomnieć Platona, czy — mniej zapewne znanego ogółowi — Parmenidasa z Elei, z czasów zaś nam bliższych — dużo już zresztą mniej skrajnych w głoszeniu swego stanowiska od starożytnych poprzedników — Kartezjusza, Spinozę czy wielkiego Leibniza.

Po drugie, racjonalistą można nazwać — i w języku potocznym tak się właśnie chyba czyni najczęściej — człowieka wyznającego pogląd, iż jedynym wartościowym poznaniem jest poznanie racjonalne, przez co rozumie on podporządkowywanie się rezultatom i metodologii nauki.

Racjonalista w tym pojmowaniu tego słowa neguje więc możliwość poznawania świata przez — na przykład — objawienie, czy nawet intuicję (choć tej ostatniej nie odrzuca całkowicie, dopuszczając ją jako - powiedzmy — źródło inspiracji do sformułowania jakiejś hipotezy; ta jednak dowodzona musi już być metodami nauki).

Racjonalista — obojętnie, w pierwszym czy drugim rozumieniu terminu - jest krytyczny, sceptyczny i antydogmatyczny. Niczego nie przyjmuje „na wiarę"; wiarę więc — w sensie wyznawania jakiejkolwiek religii — musi odrzucić.

Nie oznacza to jednakże żadnego obowiązku walki z religią, choć stanowiska takiego naturalnie również nie wyklucza; jednak racjonalista jest z samej swej istoty człowiekiem tolerancyjnym i nic nikomu nie chce narzucać, specjalnie metodami administracyjnymi.

On tylko żąda - ale tego już żąda kategorycznie — by również i druga strona uznała jego prawo do myślenia inaczej i głoszenia własnych poglądów publicznie.

Na marginesie: z takiego stanowiska wynika, że dla racjonalisty wszelkie religie są absolutnie równe i równouprawnione. Żadna w szczególności nie może być wyróżniona przez państwo; skoro zaś istnieją różne, to jedynym dopuszczalnym dla racjonalisty stanowiskiem państwa wobec religii jest najdalej posunięta neutralność i obojętność.

Racjonalista jest więc zawsze zwolennikiem dyskusji i przeciwnikiem takiego do niej podejścia, w której jakikolwiek jej uczestnik rości sobie prawa do wyłącznej słuszności.

Dotykamy tu problematyki dla racjonalisty niezmiernie ważnej, mianowicie etycznej. Dla niego otóż najwyższą normą moralną jest rozum. Nie ma więc dla racjonalisty i być nie może żadnej „etyki objawionej" ani „moralnych praw natury"; odrzucić tedy należy w tej dziedzinie wszystko, czego nie da się uzasadnić naukowo — wydedukować lub wywieść z obiektywnych i sprawdzalnych praw Przyrody. Odrzucić — powtórzmy — nie znaczy jednak „potępić"; odrzucić — to tylko podać w wątpliwość, opatrzyć znakiem zapytania, uczynić przedmiotem dyskursu, którego rozstrzygnięciem może być tylko dowód logiczny lub argumentacja naukowa.

Takim racjonalistą — obojętnie, czy z przewagą pierwszego rozumienia tego terminu, czy drugiego — chciałbym być. I choć mówienie o „wyznaniu wiary racjonalisty" jest samo w sobie paradoksem, to chciałbym, by tym właśnie była niniejsza wypowiedź.

*

Odczyt przedstawiony na I Krajowym Zjeździe Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów (Bełchatów, 21-22 maja 2005).

Data publikacji: 23-05-2005

<- Wróć do działu
Do góry