Łatwy temat - futurologia


Działy   Wyszukaj

Bogdan Miś

Nic w zasadzie łatwiejszego, niż ponabijać się z przewidywań przyszłych wydarzeń. Oczywiście najlepiej czynić to wówczas, gdy owa przewidywana przyszłość jest już dniem dzisiejszym wczorajszym; wtedy większość dawnych opinii jest już niemal zawsze pięknie sfalsyfikowana. W momencie głoszenia przepowiedni ich kwestionowanie może być ryzykowne, specjalnie, gdy głoszącym jest jakaś ważna figura... A przyszłość zawsze jest w ogromnym stopniu niespodzianką. Nawet wtedy, gdy podchodzi się do niej najzupełniej naukowo.

Parę dni temu przeglądałem stare archiwa. Bez specjalnego celu; ot, tak sobie, aby z niejakim rozrzewnieniem wrócić myślą do koszmarnych czasów PRL-u, jak ów okres zwykła była nazywać część naszej kochanej młodzieży dziennikarskiej. I trafiłem na coś zupełnie niezwykłego: opracowanie słynnej amerykańskiej RAND Corporation sprzed ponad 30 lat, zawierające prognozę rozwoju cywilizacji aż do końca wieku i dalej. RAND wykonała wówczas swoją pracę rzetelnie: zwróciła się o opinię do setek najwybitniejszych specjalistów świata, odrzuciła poglądy skrajne, w długotrwałym procesie wymiany zdań uzgodniła i ujednoliciła ich sądy, opracowała wszystko statystycznie... Popatrzmy tedy na wybrane rezultaty tej ogromnej roboty, która przed laty wywołała ogromne poruszenie na świecie.

Tak więc — między innymi — RAND obiecywała nam kompletną automatyzację prac biurowych i usług, pociągającą za sobą 25% redukcję administracji w skali globu... na rok 1975. W tymże roku miało być całkowicie zautomatyzowane wyszukiwanie informacji prawnych i bibliotecznych; w pięć lat później automatyzacja miała objąć podejmowanie decyzji na poziomie kierowniczym w sektorze państwowym i prywatnym. W kolejnym pięcioleciu (1985-90) roboty miały raz na zawsze rozwiązać nam problem z odpadkami i ich sprzątaniem...

Jak widać, już ówcześni eksperci bardzo mocno stawiali na komputery. I słusznie, tyle że okazali się wielkimi optymistami; ich prognozy zaczynają się w liczącej się praktycznie skali sprawdzać dopiero dziś, z ćwierćwiekowym tedy opóźnieniem.

Nie inaczej było z prognozami dotyczącymi podboju Kosmosu. Wprawdzie w przewidywaniach daty lądowania pierwszego człowieka na Księżycu RAND pomyliła się zaledwie o rok (zapowiadała to na rok 1970), ale już zapowiedź stworzenia do 1975 roku na Księżycu bazy, w której dwójka kosmonautów spędzi miesiąc, pozostała w sferze niespełnionych marzeń. Podobnie jak załogowy lot wokół Marsa i Wenus, przewidywany na pięciolecie 1975-80, utworzenie 10-osobowej stałej bazy na Księżycu w pięcioleciu 1980-1985 i stworzenie tam w tym samym okresie podobnej do naszej atmosfery, czy podjęcie na Srebrnym Globie produkcji... materiałów pędnych i wydobycia surowców (co miało nastąpić w roku 1990). Nawiasem mówiąc, owe materiały pędne na Księżycu wydają mi się dzisiaj kompletnym dziwactwem i zupełnie nie mam pojęcia co też mogło wówczas myśl ekspertów skierować w tę stronę; czyżby była to perspektywa kryzysu energetycznego i dość rozpaczliwe próby poszukiwania nowych źródeł surowców?

Również prognozy związane z gospodarczą działalnością człowieka okazały się — delikatnie mówiąc — niewypałem. W roku 1970 mieliśmy mieć na przykład do dyspozycji opłacalne ekonomicznie procesy odsalania wody morskiej, które miały rozwiązać nasze problemy z brakiem wody słodkiej. W pięć lat później prognozy pogody miały już być całkowicie pewne. W roku 1985 powinno było stać się realne opanowanie kontrolowanej reakcji termojądrowej (które dziś wydaje się nam zapewne daleko bardziej odległe niż w momencie sporządzania prognozy RAND...), po kolejnych pięciu latach powinna się była rozpocząć gospodarczo opłacalna eksploatacja dna mórz i oceanów na dużą skalę, na rok 2000 wreszcie zapowiadano wykorzystywanie mórz pod uprawę i otrzymywanie tym właśnie sposobem do 20% ogólnej ilości produkcji żywnościowej świata...

Patrzę dziś na pożółkłe kartki z tymi zapowiedziami z pewnym rozrzewnieniem i — oczywiście — odrobiną rozbawienia. Ale nie mam najmniejszego zamiaru wyśmiewać ani RAND Corporation z jej ekspertami, ani innych futurologów. Mylili się, i to niejednokrotnie bardzo; proszę jednak zauważyć, że mylili się z reguły optymistycznie. Oni po prostu trochę zbyt mocno wierzyli w możliwości cywilizacji człowieka, co w końcu jest przecież nie tylko sympatyczne, ale i twórcze: gdyby myśl intelektualisty nie szybowała aż tak daleko, któż w ogóle szedłby we wskazanym przezeń kierunku?

Ale Big Brothera i w ogóle „reality shows", „babskich" czasopism kolorowych, festiwali piosenki, ani w ogóle dzisiejszego wizerunku masowej kultury — nie przewidział nikt. Może właśnie dlatego, że o przyszłości myśleli wtedy optymiści?

Data publikacji: 21-03-2005

<- Wróć do działu
Do góry