Jak Boga kocham!


Działy   Wyszukaj

Michał Przech

Co nas denerwuje, to nas mobilizuje. Nie znajdziecie tego w tegorocznym kalendarzu, znajdziecie natomiast mnóstwo bezużytecznych informacji, w tym inne bezużyteczne złote myśli. Morały i dobre rady, horoskopy i przepisy. Otacza nas morze bezużytecznych informacji, bezwartościowego szumu wartego tyle, co zeszłoroczny śnieg. Otaczamy się tym szumem sami, potrzebujemy go, jako pożywki dla naszego leniwego umysłu. Wielu nie stać na kreatywność, tworzenie informacji. Każdy potrafi natomiast odbierać, oddawać się percepcji. Sprawia to przyjemność głównie młodym, starsi bywają tym zmęczeni i to naturalne. Prawdziwy problem pojawia się w momencie, gdy te informacje nachodzą nas mimowolnie i, co gorsza, denerwują nas swoją bezużytecznością i bezsensownością. Trudno się dziwić, że przełączamy kanał, gdy pojawi się reklama, omijamy wzrokiem reklamy i plakaty na ulicach, unikamy ludzi gadających głupoty i nie czytamy gazet, których treść, pod względem wartości, pozostaje w tyle za wspominanym kalendarzem. W ten sposób ominąć możemy wiele rzeczy w wielu sytuacjach. Jednak nie każdy to potrafi. A propos, ostatnio spotkałem się z opiniami namolnych (a może sfrustrowanych) klientów pewnego zakładu usługowego. Nie podobało im się niemal wszystko, co choć trochę nie pasowało do ich wyobrażenia o jakości usług. I jakkolwiek po części mieli rację, to sama forma protestu stała się niemal absurdalna.

To uświadomiło mi, że pewni ludzie są w stanie zrobić zadziwiająco wiele, aby tylko poukładać świat wokół siebie tak, aby pasował do ich wyobrażenia. Nie dziwmy się protestom antyglobalistów, pseudoekologów, antyaborcyjnie nastawionych środowisk religijnych, nacjonalistów, bezrobotnych czy rolników. Chcą tylko świata poukładanego zgodnie z ich wyobrażeniem, takiego, aby było im wygodnie żyć, tak jak dawniej, za starych, dobrych czasów. Niemal każdy tkwi od dziecka w nadziei, że jutro będzie lepiej, a w przyszłości będzie tak, jak to sobie kiedyś wyobrażaliśmy. Mniejsza o naiwność tej nadziei. Ileż rozterek i stresu mogliby rodzice swoim dzieciom zaoszczędzić, gdyby nie przedstawiali im świata w różowych barwach, gładkiego i przyjaznego. Gdyby przedstawiali im świat takim, jaki jest i zarazem tłumaczyli, dlaczego taki jest, te dzieci byłby z pewnością mniej sfrustrowane. Nie miałyby nierealnych marzeń i naiwnych wyobrażeń. Nauczyłyby się ważnej sztuki: samodzielnego rozumienia świata. A gdy coś się rozumie, łatwiej jest to naprawić.

Czemu o tym piszę? Otóż nie będę tu protestował. Ten tekst nie jest protestem, ale obnażeniem. Nie będzie antyklerykalny czy antykościelny. Będzie anty-bezsensowny. Obnażę jałowość i bezużyteczność pewnej części szumu informacyjnego, jaki nas otacza. I nie robię tego dlatego, że jestem nim sfrustrowany — on mnie najwyżej denerwuje, jak komar w nocy (namolny i bezmyślny zarazem). Piszę po to, aby ten szum pokazać. Większość ludzi, jeżeli nawet go dostrzega, nie zwraca na niego uwagi. Jest przyzwyczajona do niego jak do reklam w Polsacie — były, są i będą. Czemu zwróciłem uwagę na reklamy ? Ponieważ szum, jaki pokażę, ma z nimi sporo wspólnego. Zastanowię się także, co motywuje ludzi, którzy ten szum rozpowszechniają. Tym, którzy wiedzą coś o memach i zasadzie ich rozpowszechniania, łatwiej będzie zrozumieć, czemu ten szum nas otacza. Innych zapraszam już teraz na strony oraz w celu zapoznania się z memami.

Przyznam, że mam pewien problem z nazwaniem tego szumu. Nie chcę użyć nazwy zbyt dosadnej, ale też nie chcę uogólniać. Roboczo, nazwę do więc szumem sakralnym. Mowa będzie oczywiście o tych 'informacjach', o tych wiadomościach, jakie spotykamy codziennie, jakie wypowiadane są przez różnych ludzi w różnych sytuacjach, które dotyczą wiary. Nie religii jednak, te informacje są zwykle zupełnie naturalne i rzeczowe. Szum, o jaki chodzi, pojawia się w wypowiedziach ludzi, którzy mówią o wierze, o transcendencji, o ogólnie pojętej sferze, jak to nazywają, życia duchowego człowieka. Tu jednak trafiam na pewien problem. Otóż treść będzie bazować na tym, co już zostało opublikowane w Racjonaliście. Pozwolę sobie zamieścić tylko linki i krótkie cytaty z treści tych tekstów, których treść jest, jeżeli nie wymagana, to bardzo pomocna w zrozumieniu tego artykułu. Inaczej musiałbym powtarzać to, co już zostało napisane, a tego nie lubię i nie popieram.

Ponieważ zajmę się informacjami ze sfery ogólnie pojętej wiary, potrzebne będzie zrozumienie czego one tak naprawdę dotyczą (lub czego z pewnością nie dotyczą). Z marszu mogę czytelnika odesłać do niżej wymienionych tekstów:

Sakralny szum informacyjny jest zespołem tych wszystkich wypowiedzi, które albo same są bezsensowne, albo też odnoszą się do rzeczy irracjonalnych pod pozorem sensowności. Naturalnie będę mówić jedynie o naszej polskiej rzeczywistości początku XXI wieku. Podam kilka przykładów sytuacji i tekstów, które taki szum generują. Nie ukrywam, że szum ten nie jest problemem dla ludzi religijnych, ponieważ oni go zwykle nie zauważają. A gdy zauważają, traktują raczej jako folklor niż jako coś poważnego. Obawiam się jednak, że źródła tego szumu, a raczej jego 'nadawcy', generują go jak najbardziej poważnie.

Nic, czego nie można w zasadzie wiedzieć, nie może być przedmiotem przekonania. Czy ktoś nie zgodziłby się z takim stwierdzeniem ? Czytelniku, czy możesz być przekonany o rzeczach, których nie możesz rozumieć i wiedzieć ? Jestem przekonany, że nie. A ten, kto mówi, że może, nie wie o czym mówi. Okazuje się jednak, że wielu ludzi zachowuje się tak, jakby mogli. Ba! Jakby było to dla nich oczywiste i naturalne, że są przekonani o rzeczach, których nie rozumieją. I nie w ten sposób nie rozumieją, że jeszcze nie zrozumieli, a ktoś tam już zrozumiał, ale w ten sposób, że wiedzą, iż nie mogą tego rozumieć. To przydługie wprowadzenie miało doprowadzić, możliwie najłagodniej, do tezy, że niektórzy ludzie religijni generują szum sakralny, czyli bezsensowne, nieuzasadnialne wypowiedzi na temat rzeczy, o których nic nie wiedzą. Miejscami szum nasila się, zamieniając się w hałas. Przykładami mogą być miejsca nabożeństw lub innych masowych zebrań ludzi wierzących. Wówczas małe szumy nasilają się. Pewne jednostki widząc, że wśród nich są osoby podatne na zaakceptowanie tez, których te dotychczas nie ujawniały, eksponują je publicznie, na co odpowiadają inni, podobnym szumem. Osoby prowadzące te zebrania, generują z kolei szum 'oficjalny', który zgodny jest (w większej części) z myślami ludzi słuchających. Weźmy choćby słynne msze na Jasnej Górze (byłem, widziałem). Młodzi (zwykle) ludzie, zebrani (a raczej spędzeni i zwiezieni) spotykają się w tym gmaszysku głównie po to, aby się gremialnie pomodlić i pośpiewać. Cel tyleż niewinny, co bezsensowny. Każdy z nich ma pewne wyobrażenie o wierze, religii oraz przedmiotach swojej wiary. Gdy spotykają się w kapliczkach i modlą, niemal każdy z nich odczuwa coś jakby sakralne uniesienie, a raczej chce coś poczuć. W końcu tyle się mówi o spotkaniu Boga, o Chrystusie w swoim sercu itp. — to skutek obcowania z szumem sakralnym. Ludzie ci, nie mający zwykle pojęcia o historii swojej religii, a już na pewno nie mający pojęcia o filozofii, że nie wspomnę o ateizmie, są tyleż święcie, co naiwnie przekonani, że to, co stanowi przedmiot ich myśli, ma głęboki sens. Tyle, że jakby ukryty. Potem spotykają się na mszy, albo raczej na 'biesiadzie religijnej'. To chyba dobre słowo na określenie mszy w stylu baptystów: ręce w górze i chwalmy Pana. A szum się nasila. Kapłan generuje hałas oficjalny, podając coraz to nowe memy dla wiernych. Zwykle padają one na podatny, naiwny grunt. Odnajdują przy tym inne memy, które już się w umysłach wiernych zadomowiły. Tak wzmocnione, gremialnie dają swój wyraz w śpiewaniu (a każdy może..), co wzmacnia stan, powiedziałbym, uniesienia. Co ciekawe, niemal każdy z nich myśli, że odnajduje w tym jakiś sens religijny, że robi dobrze i jest wspaniale. Niestety, po zakończeniu spektaklu niewiele z tego wynika, powrót do domu nie jest ani lepszy ani gorszy niż wcześniejsza podróż na miejsce. I nie ma się czemu dziwić, zdania bezsensowne nie mogą człowiekowi pomóc ani mu specjalnie zaszkodzić. Mogą natomiast zmarnować jego czas i zepsuć mu umysł, poprzez pasożytnicze działanie memów religijnych, pochodzących z szumu sakralnego. Jestem przekonany, że gdyby spytać kogokolwiek z młodych uczestników tego spektaklu, czego się dowiedział i co się dla niego wyjaśniło, nie byłby w stanie podać rzeczowo ani jednej kwestii, która stała się dla niego zrozumiała. Poda natomiast wiele takich, które stały się dla niego mniej zrozumiałe — bardziej tajemnicze. Tajemnica jest bowiem kwintesencją wszelkiej wiary. Gdy nie ma tajemnicy, wiara nie jest potrzebna. Gdy meritum religii wyjaśni się w sposób racjonalny, religia okazuje się nie tylko zbędna (dla konkretnego człowieka) ale nawet szkodliwa. Szkodliwe są bowiem wszystkie źródła informacji bezsensownych oraz bezwartościowych memów. A najgorsze są te źródła, które pasożytując na ludziach, tworzą z nich kolejne źródła.

Kapłan jest dobrym przykładem symbiozy pasożyta z człowiekiem. Pasożyt, w postaci mempleksu danej religii, 'kieruje' życiem człowieka (hierarcha kościelna nie daje wielkiego pola swobody), steruje jego myślami (mechanizm samokorygujący się - nie wolno mu pomyśleć o odrzuceniu religii, bo to największy, śmiertelny grzech) ale też zapewnia profity: daje zajęcie, swoje miejsce w społeczeństwie, możliwość awansu, także społecznego, oraz, rzecz jasna, utrzymanie i to na niezłym poziomie (Nota bene, mam w rodzinie młodego księdza, którego brat odszedł od religii widząc, jak ten się 'ustawił'. Po co pracować? Padnij krzyżem przez przed krzyżem).

Podobnie wygląda sprawa z transmisjami telewizyjnymi z uroczystości religijnych. Tylko niech ktoś nie pomyśli, że jestem im przeciwny. Bynajmniej. Większość (katolicy) ma prawo do programów religijnych (tylko gdzie inne religie i światopoglądy ? Nie ma! Jak w PRL nie było żebraków, tak w III RP nie ma innowierców). Przyjęto też ciekawą zasadę, że większości nie można obrażać. Tzn. tylko uczuć religijnych nie można obrażać, bowiem zdrowy rozsądek i rozum jak najbardziej można i to każdego dnia. Gdy tylko zastosuje się symbol choć podobny do jednego z symboli 'jedynej słusznej religii', niechybnie ląduje się przez sądem. To nic, że papież obraża ludzi mówiąc, że niewierzący są niemoralni (w zasadzie to kłamstwo, patrz str. 337, 1030, 1239, 2442). To nic, że biskupi poniżają ludzi protestujących przeciwko invocatio dei (nazywając ich niedouczonymi, co jest kłamstwem podwójnym, bo opiera się na.. braku argumentów) czy legalizacji aborcji (nie ważne, że 200,000 nielegalnych zabiegów rocznie — Matka Kościół zabrania i już, nie ma gadania). Liczy się oprawa, musi ładnie wyglądać. Papieża zaprosić, ukłonić się i uśmiechnąć (do wyborców też). Ulice posprzątać, fasady wyremontować, estradę przygotować na spektakl, ludzi zwieźć, niech się pomodlą, pośpiewają i nacieszą polskim Ojcem Świętym. Pracy nie ma, miasto biedne, ale dla papieża wszystko. A jak dziś zdrówko jego ekscelencji, to najważniejsza wiadomość dnia. Papież powiedział, ze Europie brakuje nadziei. Owszem brakuje — nadziei naiwnej, dziecięcej, bożo-barankowatej. Że nie można budować cywilizacji bez Boga. Można — a raczej trzeba; opcję religijną już przerabialiśmy, z opłakanym skutkiem. Nie mieszać się do polityki, ale wilka ciągnie do lasu. Misjonarzy trzeba już do Europy importować, a Kościół boi się ekspansji Islamu i religii Azji. Kościoły się zamyka, toteż odwołanie do Boga ostatnią deską ratunku. Tyle tytułem dygresji.

Transmisja pokaże tłumy, co działa zapewne krzepiąco na wierzących widzów. Inni czasem zadumają się z niedowierzaniem: i co ci ludzie w tym widzą? Ale to nie w tym rzecz. TV ma misję, Kościół ma misję. Papież ma misję. Wszyscy mają misję, tylko im wszystkim brakuje odrobiny przyzwoitości i rozumu, aby spostrzec, że generując szum sakralny lub go rozpowszechniając, degradują odbiorców do poziomu znanego hasła: chleba i igrzysk. Tyle, że zamiast prawdziwego chleba, dostaniecie najwyżej ten uświęcony, wyimaginowany 'chleb żywy'.

Teraz przykład bardziej powszechny. Programy telewizyjne, zwykle telewizji publicznej (tzn. dla wszystkich.. katolików). Pominę milczeniem program Słowo na Niedzielę (cóż, gadać bzdury można na różne sposoby). Rzecz w programach, w których prowadzi się dyskusje, często dotyczące delikatnych spraw osobistych. Często zaprasza się do nich specjalistów z odpowiednich dziedzin, którzy zwykle przedstawiają problem w sposób obiektywny. Potem jednak pojawia się tzw. osoba głęboko wierząca. To eufemizm, ponieważ zwykle chodzi o delegowaną osobę, której zadaniem jest przedstawienie jedynego właściwego rozwiązania: wiary i Boga. Na nic nauka, specjaliści, lekarze. To nic nie da bez Boga. Tylko w Bogu znajdziesz rozwiązanie swoich problemów, po katolicku, rzecz jasna. Nauka Kościoła ma lekarstwo na wszystko: wiarę. Kiedyś można było nawet tym leczyć, wobec braku metod prawdziwego leczenia. Prawa statystyki działały na korzyść przypadków uzdrowień, które zdarzają się do dziś i będą się zdarzać. Dziś już to prawo działa na niekorzyść religii, toteż mniej popularne są deklaracje w stylu: modlitwa cię uzdrowi. Tam jednak, gdzie nauka zostawiła jeszcze furtkę dla irracjonalności, religia szuka miejsca dla siebie. Sfera ludzkiej psychiki skrywa w sobie tajemnice.. właśnie! Tam jest dobra pogoda dla religijnych recytacji, gdzie kryje się tajemnica. Nic to, że kolejne okopy religii zdobywane są przez naukę. Co bardziej postępowi religianci twierdzić będą już dziś, że religia nie może mieszać się do spraw materialnych, że jest „ortogonalna do nauki", że to sfera mentalna, metafizyczna. Jest to jednak czysta hipokryzja, ponieważ inni współwyznawcy w tym samym czasie, przeprowadzać będą dzieci w szkołach przez meandry i labirynty 'nauki' kościelnej o człowieku, przez teologię stworzenia i zbawienia. W czasie, gdy jedni odcinać się będą od irracjonalnych poczynań religii, od jej haniebnej historii, inni będą już generować szum sakralny wszystkim tym, którzy skorzy są do jego odbioru. Wiara teoretycznie nie miesza się do nauki, ale jak tylko może, to się miesza.

Czekam tylko na moment, w którym jakiś ateista w jednym z takich programów, tuż po recytacji głęboko wierzącego o tym, jak to wiara ludzi uzdrawia i jak bardzo Bóg jest każdemu potrzebny w życiu, powie: „A ja w pańskiego Boga nie wierzę i poradziłem sobie bez niego. Tak zupełnie bezbożnie, bez teologii i wiary. I co pan na to ? Gdzie pańska uniwersalna recepta ?" Problem w tym, że w naszym kraju takiej wypowiedzi nikt nie puści (i kto zaprosi ateistę..). Puszczą natomiast wypowiedzi w stylu: „Bóg jest potrzebny w małżeństwie jako siła uświęcająca", „Jezus drogą, prawdą, życiem", „Napis, który jest najstarszym dowodem (oprócz Biblii) ziemskiego życia Jezusa Chrystusa, został odnaleziony na ossuarium pochodzącym z I w.n.e. — ogłosiło we wtorek amerykańskie czasopismo Biblical Archeology Review" (patrz ). oraz wiele podobnych. Czy ci, którzy to wypowiadają, uważają, że ateiści są z Marsa czy jak ? Też jesteśmy ludźmi i tez mamy problemy, takie same. Różni nas tylko metoda ich rozwiązywania. Jedni szukać będą pomocy u wróżki (vide nasilenie zjawiska w Rosji), inni u księdza (tudzież tzw. przewodnika duchowego), to znów inni u bio-cośtam-terapeuty czy innego znachora. Są wreszcie ci, którzy zastanowią się dwa razy, zanim oddadzą się w ręce takiego lokalnego szamana. I zwykle się nie oddadzą.

A czy ktokolwiek zastanowi się nad sensownością ich wypowiedzi oraz ich wartością ? Czy ktokolwiek zada sobie trud sprawdzenia, czy jest to wypowiedź uzasadniona, czy może nie ? Otóż nie tylko nikt, ale tym prędzej takie wypowiedzi znajdą się w mediach, ponieważ może się z nimi identyfikować wiele osób. A w każdym razie, tak im się będzie wydawać. Poprawność już nie tylko polityczna, ale religijna. Nie wolno ci powiedzieć prawdy o religii, wolno ci natomiast skłamać religijnie w zbożnym celu: „Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo przyniosło owoce". Niech nas nie dziwi ta wypowiedź, wszak owoce i owieczki w dziecięctwie bożym są najważniejsze, bez nich religia umiera. Dlatego tak duży nacisk kładzie Matka Kościół na indoktrynację młodych, naiwnych. Dobrze wiedzą, że na starość to już tylko idiotę da się nawrócić na tak skompromitowaną religię.

Koronnym przykładem generatora szumu sakralnego są oczywiście księgi święte każdej religii. Można by odnieść wrażenie, że odnoszę się tylko do Katolicyzmu. Nic bardziej błędnego. Wszystko co wymieniłem, ma swoje bezpośrednie paralele w innych religiach i systemach wierzeń. Księga święta, np. Biblia, zawiera mnóstwo stwierdzeń, które kwalifikują się jako recytacje religijne. Te zdania, pozbawione sensu poznawczego, stanowią korzeń teologii, który, podawany wiernym, stanowić ma podstawę ich wiary.

Podam kilka przykładów, aby łatwiej było zrozumieć w czym rzecz (z BT): „Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. [..] Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić." (Łk 10:18-22) „Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem." (Jn 3:5-6) „Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela /mu/ Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży. (Jn 3:33-36) Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła. A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się. Nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu." (Dz 10:38-41)

Mniejsza o analizę tych fragmentów, tej dokonano już dawno, także w naszym serwisie. Co nas uderza, to fakt, że słowa takie jak Duch Święty, Bóg, diabeł itp. wplecione są w tekst dokładnie tak, jakby mowa była o ludziach, o osobach zupełnie namacalnych i zwyczajnych. Tak jednak mogło się stać w dwóch przypadkach: autor nie wiedział, o czym pisze albo też wiedział, że pisze nieprawdę. Do dziś bowiem nie udało się nadać tym słowom sensu, który byłby na tyle zrozumiały, aby można było o tym normalnie dyskutować. Słowa te do dziś stanowią tajemnicę nawet dla ludzi wierzących, którzy twierdzą, że mają one sens, dlatego nie próbuję nawet zastanawiać się tu nad ich zrozumieniem. Wpadł bym niechybnie w sofistykę podobną do tej, jakiej muszą używać ci, którzy tym słowom chcą nadać sens. Ciekawe, że wystarczy te słowa zastąpić niemal dowolnymi pojęciami sensownymi, aby całe zdania nabrały sensu poznawczego, np. „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego kapłan namaścił olejkiem i mirrą. Dlatego że Jan był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą tyrana". Jak widać, szum ten łatwo usunąć, gdy tylko nadamy odpowiednim pojęciom sens. Tego jednak nie da się zrobić z pojęciami religii, o czym traktują wymienione artykuły. Pozostaje nam jedno z dwojga: uznać, że sformułowania te pozbawione są sensu albo też określić na nowo te pojęcia, aby nadać im sens, który da się zrozumieć. Obie metody jednak byłyby zabójcze dla religii — głównie dlatego, że religia nie może się zmieniać. Nie może stwierdzić: „to, co było mówione, to była nieprawda. Oto właściwy stan rzeczy." Nie może, ponieważ twierdzi, że jest nieomylna na mocy autorytetu i tradycji, oraz oczywiście tego, że reprezentuje Boga na Ziemi. Na szczęście dla niej, wierni nie zastanawiają się nad sensem recytacji religijnych ani tego uzasadnienia. Co więcej, nawet gdyby zaczęli się zastanawiać, do niczego by nie doszli, bowiem te recytacje sensu nie posiadają. Stwierdziliby tylko to, co wiadomo od samego początku: że to tajemnica zakryta przed mądrościami tego świata. Niech nas to nie dziwi — pamiętamy, że tajemnica jest fundamentem wiary.

Kolejnym przykładem występowania szumu sakralnego są witryny internetowe. Zwykle strony fanatycznych chrześcijan, propagujących swoją wiarę i nieomylność biblijnego przekazu. Często występują tam treści kreacjonistyczne, czemu oczywiście nie należy się dziwić. Pełne deklaracji wiary, pełnego oddania, ale przede wszystkim naszych ulubionych recytacji. To jednak byłoby zbyt oczywiste, aby o tym pisać. Co nas interesuje, to łączenie recytacji z pewnego rodzaju łańcuchem rozumowania. Nie jest to bynajmniej łańcuch logiczny ani prawdziwy, bowiem jeżeli ktoś np. chce udowodnić, że Biblia zawiera wiedzę techniczną, jaką nie dysponowali ludzie w czasie jej powstawania, lub że Ziemia liczy sobie jakieś 10tyś. lat, to nie trzeba być geniuszem aby stwierdzić, że takie rozumowanie nie jest nic warte. Tego jednak autorzy tych stron nie dostrzegają, ponieważ lepsze jest kłamstwo, które sprawia przyjemność, niż nieprzyjemna prawda (patrz str. 2542). Próżno jednak szukać w tym rozumowaniu źródeł pozabiblijnych — jeżeli coś znajdziemy, to zwykle sprzecznego z przekazem Biblii. To jednak też zupełnie nie interesuje autorów — świat ma być prosty, ładny, pełny dobrych aniołów i Boga, dokładnie tak, jak ich tego nauczono w dzieciństwie. Jak wspomniałem, w ten tok 'rozumowania' wplecione są recytacje. Są one jego zasadniczą treścią, niejako uzasadnieniem.

Na jednej ze stron znalazłem taki oto kwiatek: „Kiedy zaakceptujesz Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela, Duch Boży nadnaturalnie zamieszka w twoim śmiertelnym ciele. Duch Święty, który wskrzesił Chrystusa ze śmierci to ten sam duch, który daje ci życie wieczne. Jezus powiedział, że nikt nie może wejść do Nieba, jeżeli nie narodzi się z Ducha Świętego." Ciekawe, nieprawdaż ? Wiem, o czym teraz myślisz. Odruchowo zastanowiłeś(aś) się, co to znaczy i jaki jest tego sens. Typowe, ale bezcelowe. Te zdania nie mają przecież sensu, jako recytacje. Jako takie nie mogą też stanowić ogniw rozumowania, niezależnie od tego, jaką tezę chcemy za ich pomocą wykazać. Zdania są poprawne gramatycznie, możemy wyróżnić podmioty, orzeczenia, przydawki, ale nic nam to nie da. Nadal ich nie rozumiemy, stoimy znów wobec tajemnicy. I stać będziemy tak długo, aż nie zrozumiemy, że zdania te nie mają służyć zrozumieniu czegokolwiek. Nie mają one pomóc komukolwiek w zrozumieniu Ewangelii ani tym bardziej chrześcijaństwa. Do procesu rozumowania są przecież bezużyteczne. Spełniają natomiast inną, bardzo ważną funkcję. Otóż są to nośniki memów, a raczej zespołów memów. Jako recytacje, nie wymagają zrozumienia. Nie dziwi nas, że człowiekiem wierzącym może być każdy, niezależnie od inteligencji czy wiedzy. Nie dziwi nas, że nawet osoby niedorozwinięte umysłowo podzielają tę wiarę. Więcej, gradacja procentowa ludzi wierzących zależnie od ich wykształcenia też nas nie dziwi. Czemu nas nie dziwi ? Ponieważ powtarzanie recytacji nie wymaga rozumowania ani inteligencji. Cały spryt zawarty został w memach. To one (nie uosabiam ich bynajmniej) mają zdolność do reprodukcji, do powielania się w podatnych umysłach. Podatne są z kolei te umysły, które przyjmują je bezkrytycznie. Trudno bowiem krytykować coś, co nie ma sensu logicznego. A wobec nieudanych prób krytyki, ludzie pozostają przy stanowisku, że recytacje te mają jakiś sens. Myślą, że mają, bo muszą mieć, skoro tyle ludzi je powtarza. Muszą, ale czy mogą ? Gdyby miały, można by im sensownie zaprzeczyć. Konia z rzędem temu, kto zaprzeczy logicznie zdaniom bezsensownym.

Autorzy tych stron z wielką łatwością wyprodukują dla nas dowolną ilość tych recytacji. Nie sprawi im to trudności, ponieważ reprodukcja memów sprawia przyjemność ich posiadaczom. Co więcej, reprodukcja zdań bezsensownych jest łatwa — nie trzeba się martwić o sprzeczności. Dążenie do przyjemności możemy także zaobserwować w innej działalności. Otóż np. w pewnej księdze gości jednej z takich stron, znalazłem dziesiątki deklaracji typu: „Chwalmy Pana. Niech Bóg będzie z tobą. Niech Bóg ci wynagrodzi. Chwała tobie i Bogu na wysokościach. Na chwałę Ducha Świętego." itp., zwykle równoważniki. Stanowiły one większość wpisów. Można je naturalnie rozpatrywać jako podziękowania i wyrazy uczuć ich autorów. Pozornie, ponieważ wyraz uczucia jest deklaracją, która odnosi się do konkretnej osoby ludzkiej w sposób przez nią zrozumiały. Podam przykłady z naszej księgi, aby było wiadomo co mam na myśli (pisownia oryginalna): "no nie rób z siebie mędczennika. I nie opowiadaj, że katoli uciska społeczeństwo bo Mnie nerwcia weźmie zara (cmok)", „To jest to. Popieram i cieszę się,że istniejecie. Gratulacje za pomysł i odwagę. Zapoznaję się z Wami od maja 2002. Życzę wszystkiego dobrego.". Zrozumiałe ? Oczywiście. A teraz przykład z tej samej księgi gości, ale już jakby 'innego pochodzenia': "A w heretyckie psy poganskie uderzym niczym swiety grom plomieniem stosow dusze leczyc by stanal tutaj Bozy Dom Beznadziejnia strona ktora cuchnie masonstwem, gdy my NACJONALISCI dojdziemy do kompletnej wladzy a juz jestesmy u progu STOSY ZNOW ZAPLONAL" (podpisano: NARODOWY RADYKAL). Zrozumiałe ? Nie, a czemu ? Bowiem tu, jak i we wpisach ze wspomnianej wcześniej księgi, mamy do czynienia z recytacjami, które tylko uchodzą za zrozumiałe i nie odnoszą się do ludzi, lecz do bóstw. Jest to objaw analogiczny do wcześniejszego. Memy w umysłach czytelników każą im dokonać deklaracji, aby dać wyraz aprobacie dla ich wzmacniania. Wszak ten, kto mówi tak, jak my sami myślimy, zasługuje na nasze wsparcie i podziękowania. A ten, kto mówi coś dokładnie przeciwnego i jeszcze ma czelność uzasadniać swoje zdanie, nie zasługuje na nic innego jak ignorancja lub wspomniany stos. To (prawie) naturalne. Co jednak zrobić, gdy rzecz dotyczy spraw bezsensownych ? Nie pozostaje im nic innego, jak odpowiedzieć tym samym — recytacjami religijnymi.

W ten oto sposób powstaje niemal perpetuum mobille: autor strony generuje recytacje, ponieważ sprawia mu przyjemność powielanie memów, odbiorcy zaś odpowiadają na nie zwykle na tym samym poziomie, czyli bezsensownie. To z kolei wzmacnia w autorze mylne przekonanie, że jego działanie ma sens. To podpowiada mu (nieświadomie), że jego memy są poprawne. Wszelka krytyka jego działania jest rzucaniem grochem o ścianę — wszelkie memy niezgodne z tymi, które kierują jego działaniem, zostaną szybko wyeliminowane lub zmarginalizowane. Krytyka spotyka się z buńczucznymi deklaracjami zawierającymi głównie recytacje, bowiem to jedyna metoda obrony dla tych memów w umysłach ludzi wierzących. Nie siła argumentów, lecz liczebność wiernych sprawia, że wiara utrzymuje się przy życiu. Może raz na tysiąc trafia się człowiek, który potrafi objąć te memy i spojrzeć na nie z 'drugiej strony' (o ile wie coś o drugiej stronie, zwykle nie..). Wtedy dopiero jest w stanie zrozumieć, co tak naprawdę robił.

Treści stron internetowych składają się na szum sakralny Internetu. Niektórzy już stoją na stanowisku, że światowa sieć to tylko zaawansowany sposób na rozpowszechnianie śmieci. Z pewnością szum sakralny jedynie utwierdzi ich w tym stanowisku. Gdybym był większym pesymistą niż jestem, powiedziałbym, że zmiana tego stanu rzeczy nie jest możliwa w przewidywalnej przyszłości. Gdy tylko osłabimy jedno źródło szumu informacyjnego, pojawi się koleje. Czemu ? Ponieważ (niemal) nikt za młodu nie jest uczony, jak odróżnić szum od wartościowych informacji, tło od obrazu, koincydencję od korelacji, przypadek od wynikania itd. Nie uczy się młodych nawet jak te informacje zdobywać i przyswajać, utrwalać i pogłębiać. Nie uczy się ciekawości i nie pokazuje przyjemności odkrywania. Uczy się natomiast cwaniactwa, recytowania z pamięci, wkuwania, załatwiania spraw itp. Z takim przygotowaniem, młodzi ochoczo zasilą kościelne pastwiska owieczek, co wszak zgodne jest z wysiłkami Kościoła nakierowanymi na młode pokolenia. I nie dziwmy się, szkoda nerwów. Jak Boga kocham, nic się nie zmieni, dopóki ludzie nie zrozumieją jakie memy kierują ich życiem i nadają mu sens.

Data publikacji: 19-07-2003

<- Wróć do działu
Do góry