Homeopatia pod lupą UOKiK


Działy   Wyszukaj

URZĄD OCHRONY KONKURENCJI I KONSUMENTA WSZCZYNA PROCEDURĘ WYJAŚNIAJĄCĄ, CZY HOMEOPATYCZNA FIRMA BOIRON NIE NARUSZA ZBIOROWEGO INTERESU KONSUMENTÓW*

Zjawiska paranormalne i mózg 

Zjawisko, które nie opiera się na faktach naukowych określane jest, jako irracjonalne. Świadomość człowieka próbującego je zrozumieć miota się wtedy między archetypami, a pozornie logicznymi konstrukcjami powstającym w korze przedczołowej. Ta najmłodsza, „myśląca" część mózgu, odpowiada za tzw. pamięć operacyjną, która rozwiązuje w czasie rzeczywistym złożone sytuacje życiowe. Na przykład, ocenia, czy jakaś metoda lecznicza jest właściwa w stosunku do dolegliwości chorobowych, które nas dotknęły. Nie jest to proste, gdyż kora przedczołowa, mimo, że jest najdoskonalszym elementem powstałym w trakcie ewolucji mózgu, daje się łatwo oszukać. Dowodem na to są miliony normalnych ludzi wierzących w zjawiska paranormalne. Np. w homeopatię, czyli „terapię" z użyciem „czegoś", co arbitralnie (acz bez sensu) nazwano „informacją leczniczą" lub „bodźcem informacyjnym". Terminy te można traktować jedynie w kategorii skeczu kabaretu „Paranienormalni" lub pseudonaukowej groteski. Ich autorom przydałby się porządny (fizyczny) bodziec do nauki podstaw farmakologii (III rok studiów medycznych).

Homeopatia i prawo

Próbując pogodzić kontekst naukowy i społeczny powyższej sytuacji wpadamy, nieuchronnie, w karuzelę absurdu, gdyż obecnie w Polsce, zamiast leczyć, można chorych — zgodnie z prawem — „bóść informacją" (sic!).

A więc... prawo!

Sześć lat temu wysłałem do każdego członka Sejmowej Komisji Zdrowia papierowy list (kopia w dokumentacji mojej Kliniki) ze wskazaniem, które zapisy ustawy „Prawo farmaceutyczne" są wadliwie sformułowane; każdemu wyjaśniłem, na czym polegają zawarte w nich mega-brednie naukowe i lecznicze; każdemu uświadomiłem fakt, że jest ona sprzeczna wewnętrznie, a także sprzeczna z konstytucją; żółtym, transparentnym mazakiem zaznaczyłem zdanie, w którym ustawodawca kpi sobie w żywe oczy z lekarzy i ludzi chorych („produkty homeopatyczne nie muszą wykazywać dowodów skuteczności terapeutycznej"). Liczyłem wtedy na to, że nowelizacja tak absurdalnej i oszukańczej ustawy będzie kwestią kilku miesięcy.

I co? ..... I nic. Ten papierowy bodziec okazał się niepoprawny politycznie (i nieopłacalny finansowo dla różnych biznesów prawniczo-homeopatycznych)

* Pełny tekst stanowiska UOKiK znajduje się na końcu artykułu, zaś skarga autora na firmę Boiron jest tu.

Skarga do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

W marcu 2011 roku zwróciłem się, więc o pomoc do UOKiK. Chodziło mi tylko o to, by producent oscillococcinum (Boiron) informował pacjentów (w sposób dla nich zrozumiały), że cukrowe granulki zawierają wyłącznie „informację leczniczą" (cokolwiek to znaczy), a nie - materialną substancję czynną.

ODPOWIEDŹ URZĘDU OCHRONY KONKURENCJI I KONSUMENTÓW

Opisany przeze mnie w skardze problem został przez władze UOKiK (w odróżnieniu od Sejmowej Komisji Zdrowia) bez żadnych trudności dostrzeżony, zrozumiany i zinterpretowany, jako niezgodny z odpowiednimi ustawami i przepisami wykonawczymi. Cytuję fragment pisma, które Pani Justyna Radziewska — zastępca dyrektora Delegatury UOKiK w Warszawie napisała do mnie:

"(...) W powyższym kontekście Delegatura UOKiK w Warszawie dokonała analizy Pana zawiadomienia. W jej wyniku stwierdzono, iż działania podejmowane przez Spółkę mogą nosić znamiona praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów, polegającej na naruszeniu obowiązków informacyjnych wynikających z ustawy 6 września 2001 r. — Prawo farmaceutyczne (Dz. U. Nr 45, poz. 271 z późn. zm.) oraz przepisów wykonawczych do tej ustawy (...)"

MÓJ KOMENTARZ

Obecnie, stosowanie oszukańczej „terapii" homeopatycznej w Polsce jest zgodne z prawem. Każdy konsument może udać się do apteki i nabyć bez kłopotu (i bez recepty) homeopatyczne granulki z napisem oscillococcinum. Nikt nie może mu tego zabronić. Granulki te może również podać swojemu dziecku. Jest to wyjątkowo niebezpieczne, gdyż wiele ciężkich chorób pediatrycznych może mieć zwodniczy początek, imitujący np. zwykłe przeziębienie. Piszę to z pozycji lekarza — profesora medycyny - o kilkudziesięcioletnim doświadczeniu farmakoterapeutycznym i chirurgicznym. I dopóki w Polsce sprzedaż „leków" homeopatycznych w aptekach będzie zgodna z prawem, dopóty musimy się liczyć z opisanymi zagrożeniami. Jedyne, co możemy obecnie zrobić, to wyjaśnić dokładnie konsumentowi, czym jest w istocie „lek" homeopatyczny.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta może nakazać dystrybutorowi (Boiron Sp. z o.o.), by ten precyzyjnie informował konsumentów, że stosując oscillococcinum, zażywają oni - niezdefiniowaną naukowo w żaden sposób — „informację leczniczą", a nie materialną substancję czynną. Obecnie, dystrybutor zamieszcza na ulotce tylko tę ostatnią frazę, co jest niezgodne z rzeczywistym składem preparatu.

Mam nadzieję, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta zobowiąże firmę Boiron do zmiany treści informacji na ulotce, tak by była ona zrozumiała dla każdego konsumenta, jak to nakazuje $ 20 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 19 grudnia 2002 roku. By każdy konsument wiedział, że łykając oscillococcinum — łyka „coś" abstrakcyjnego (i nigdy nie zidentyfikowanego) o nazwie „informacja lecznicza" (sic!), a nie materialną substancję czynną wykazującą działanie terapeutyczne.

Pamiętać przy tym należy, że podkreślone słowa to nic innego, jak ustawowa definicja leku.

Czerwiec, 2011 Prof. A. Gregosiewicz


Data publikacji: 26-06-2011

<- Wróć do działu
Do góry