Dziękuję za Kolosa ze Świebodzina!


Działy   Wyszukaj

Jeszcze nie tak dawno zadeklarowałbym, że jestem katolikiem. Nigdy nie byłem fanatykiem religijnym, ale ksiądz podczas mojego ślubu, czy chrztu dzieci wydawał się być osobą jak najbardziej na miejscu. Jako absolwent politechniki, posiadający umysł ścisły, nie musiałem iść na żaden kompromis: do całki, czy pochodnej nie trzeba było „filozofii" i wynik albo się zgadzał, albo nie.

Tkwiąc wiec na uboczu, pewnie razem z większością polskiej populacji, czułem się komfortowo. Radio Maryja traktowałem z przymrużeniem oka, głosowałem na prorynkowe partie i nie zamartwiałem się zakazami antykoncepcji, czy jedzenia mięsa w piątki.

Dwa wydarzenia zmieniły jednak moje podejście do wiary: reakcja kościoła katolickiego na katastrofę smoleńską oraz wzniesienie monumentalnego Jezusa w Świebodzinie. Dlaczego dopiero one? — doprawdy nie wiem, ale zadziałały jak katalizator. Dotychczas moja wiara wydawała mi się postępową, żyjącą w symbiozie z nauką i nie negującą osiągnięć oświecenia. Patrzyłem z góry na sekty zakazujące transfuzji krwi, czy kobiety zakryte od stóp do głów. Pierwsze pytanie, które mi się nasunęło brzmiało: Czy aby na pewno mam do tego prawo? Czy aby na pewno papież degradujący teorię ewolucji do roli jednej z wielu teorii powstania życia jest moim papieżem?

Sekta Kaczyńskiego jest tak samo prymitywna i pretensjonalna jak bałwochwalczy Kolos ze Świebodzina. Zdałem sobie sprawę, że to nie jest wcale margines polskiego kościoła katolickiego: to jest prawdziwe oblicze mojego kościoła.

Jednak to nie miejsce i czas na wyliczanie absurdów i okrucieństw religii. Mam okazję egocentrycznie skupić się na własnej osobie. Co spowodowało, że przejrzałem na oczy? Może i świebodziński Kolos oraz sekta Kaczyńskiego zmobilizowały mnie do zadawania pytań, ale pierwotną przyczyną była jednak zwykła, ludzka ciekawość i zdrowy rozsądek. Zbliżając się powoli do czterdziestki, z całym dotychczasowym bagażem życia i edukacji, mogę swobodnie zadawać trudne pytania. Nikt mi nie powie „Co ty tam wiesz o życiu!". Polska szkoła próbowała przez lata oduczyć mnie samodzielnego myślenia, ale nie poddawałem się i zakończyłem przygodę z nauką tytułem doktora. Teraz przyszła kolej na sprawy duchowe. Zdałem sobie sprawę, że bycie katolikiem oznacza wspólny mianownik pomiędzy mną a osobami ukrywającymi pedofilów, czy siejącymi nienawiść do drugiego człowieka w imię „cywilizacji miłości". Czas powiedzieć otwarcie: BASTA!

Cóż, jestem wielkim szczęściarzem: potrafię bez strachu zadawać trudne pytania, żądać dowodów, nie boję się księdza, ani tego, co pomyślą sąsiedzi. Jestem pokoleniem, które ma do dyspozycji Internet, książki Dawkinsa, no i oczywiście portal racjonalista.pl. Jest mi wstyd, że przez wiele lat zaniedbywałem ten ważny aspekt mojego życia, ale z drugiej strony czuję się dumny i wewnętrznie spełniony mogąc powiedzieć: JESTEM ATEISTĄ!

Data publikacji: 06-05-2011

<- Wróć do działu
Do góry